Koniec kolacji skończył się rozwodem
– Oszalałeś totalnie? – Hanna cisnęła serwetkę na stół, przez co kieliszek z winem zachybotał się i o mało nie spadł. – Zaprosić ją tutaj, do naszego domu!
– Haniu, uspokój się – Tadeusz nerwowo poprawił krawat. – Nic się nie stało. Zwykłe spotkanie służbowe.
– Służbowe? – głos Hani sięgnął oktawę wyżej. – O dziesiątej wieczorem? Z butelką szampana i świecami?
– Omawialiśmy nowy projekt…
– Jaki projekt, Tadku? Jaki projekt z tą… z tą Emilią?
Tadeusz spuścił wzrok. Na stole wciąż stały talerze po kolacji – tak się starał przyrządzić bigos, chciał żonie sprawić przyjemność. A teraz wszystko wzięło w łeb przez jeden nieostrożny telefon.
Hanna wstała od stołu i zaczęła nerwowo chodzić po kuchni. Czterdzieści trzy lata, a wyglądała młodziej. Szczupła, zadbana, zawsze o siebie dbała. Tadeusz często mówił znajomym, że ma szczęście do żony.
– Słuchaj mnie uważnie – stanęła naprzeciw męża, ręce w boki. – Nie jestem idiotką, choć ewidentnie tak o mnie myślisz. Ta dziewczyna dzwoni do ciebie codziennie, spóźniasz się w pracy, wracasz do domu w posmakach jej perfum.
– Haniu, przesadzasz…
– Przesadzam? – wyjęła z kieszeni komórkę. – A to co? Piętnaście nieodebranych od niej tylko dziś!
Tadeusz zbladł. Zapomniał, że Hanna widzi wszystkie powiadomienia z jego telefonu przez wspólne konto rodzinne.
– Dzwoniła w sprawach pracy…
– Pracy! – zaśmiała się gorzko. – W sobotę, w niedzielę, o północy! Jaka praca jest *tak* pilna?
Tadeusz milczał, kręcąc w dłoniach widelec. Dwadzieścia dwa lata małżeństwa, a nigdy nie widział żony w takim stanie. Nawet gdy mieli problemy z kasą, gdy chorowała jej matka, Hanna trzymała fason. Teraz była na krawędzi załamania.
– Tadku – jej głos zcichł, ale czuć w nim było ból – widzę przecież, co się dzieje. Zakochałeś się w niej.
– Nie – pokręcił głową, ale zabrzmiało to nieprzekonująco nawet dla niego.
– Nie kłam! Nie okłamuj siebie! Znam cię dwadzieścia dwa lata, myślisz, że nie widzę? Promieniejesz, gdy dzwoni. Oczy ci się świecą, gdy idziesz do pracy. A gdy wracasz do domu…
Hanna nie dokończyła, ale Tadeusz zrozumiał. Gdy wracał, był ponury, rozdrażniony. Dom wydawał mu się nudny w porównaniu z biurem, gdzie pracowała Emilia.
– Haniu, pogadajmy spokojnie – poprosił.
– O czym? – usiadła naprzeciw. – O tym, jak się zmieniłeś? Jak przestałeś mnie widzieć? Że od miesiąca w ogóle nie rozmawiamy?
Tadeusz spojrzał na żonę uważnie. Rzeczywiście, kiedy ostatnio pytał o jej sprawy? O to, jak minął dzień? Myślał tylko o Emilii.
– Młoda jest? – cicho spytała Hanna.
– Co to ma do rzeczy?
– Ile ma lat, Tadku?
– Dwadzieścia osiem.
Hanna skinęła głową, jakby potwierdziły się jej najgorsze obawy.
– Jasne. A ja mam czterdzieści trzy. Za stara się stałam.
– Mówisz głupstwa.
– Główne? – wstała podeszła do lustra w przedpokoju. – Spójrz na mnie, Tadku. Te zmarszczki koło oczu, ta siwizna, którą co miesiąc farbuję. A ona młoda, ładna, bez dzieci, bez problemów.
– Nie mamy dzieci – przypomniał Tadeusz.
– Nie – przyznała Hanna. – I to moja wina. Nie dałam ci ich urodzić.
– Haniu, nie trzeba…
– Trzeba! Trzeba wreszcie powiedzieć! Czuję się winna od piętnastu lat. Za każdym razem, gdy widzę dzieci, myślę: a może Tadek mi to wypomina? Może chce odejść do kobiety, która mu da potomstwo?
Tadeusz podniósł się, chciał ją objąć, ale się cofnęła.
– Nie dotykaj mnie. Mów szczerze: kochasz ją?
Zapadła cisza. Tadeusz patrzył w podłogę, Hanna czekała na odpowiedź. Na kuchni tykały stare wiszące zegary, kupione w trzecim roku ich związku.
– Sam nie wiem – wyznał w końcu.
– Nie wiesz, czy się boisz przyznać?
– Haniu, to skomplikowane…
– Dla mnie nie – usiadła za stołem, składając ręce. – Albo kochasz mnie, albo ją. Innej opcji nie ma.
Tadeusz opadł na krzesło obok. W głowie miał szum. Z jednej strony żona, z którą przeżył najlepsze lata. Która go wspierała, wierzyła w niego, gdy zakładał firmę. Z drugiej – Emilia, która pojawiła się w jego życiu pół roku temu i wszystko przewróciła do góry nogami.
– A co czujesz, gdy ona jest obok? – kontynuowała Hanna przesłuchanie. – Co się z tobą dzieje?
– Czuję… że jestem młody – przyznał. – Jakbym znów miał dwadzieścia pięć.
– A ze mną?
– Z tobą czuję się mężem.
– I to źle?
– Nie, nie źle. Ale… nudno.
Hanna skinęła głową, jakby dostała odpowiedź na najważniejsze pytanie.
– Więc stałam się dla ciebie kulą u nogi.
– Nie kulą. Jesteś dobrą żoną, Haniu. Najlepszą.
– Ale nie kochana.
Tadeusz milczał. Co mógł powiedzieć? Że kocha żonę, ale inaczej? Że ją szanuje, ceni, ale serce mu wali jak młot na dźwięk telefonu od Emilii?
– Wiesz – Hanna wstała zaczęła sprzątać ze stołu – rozumiem cię. Naprawdę. Przeżyliśmy razem tyle lat, szara rzeczywistość wzięła górę, romansu brak. A tu pojawia się młoda, śliczna…
– Haniu, nie
Mimo że na zewnątrz wiosenny wieczór był ciepły, Mikołaj siedząc w samochodzie czuł przenikliwe zimno tych nowych, pustych dni przed sobą, odsuwając kluczyk w kieszeń płaszcza i uświadamiając sobie nagle, że uciekając od rutyny, utracił coś znacznie cenniejszego – poczucie domowego ciepła.



