Kuzynka Zina

EWA-KUZYNKA

Moja kuzynka Ewa była dla mnie wzorem w dzieciństwie. Mieszkała w Warszawie, ja zaś w Krakowie. Każde wakacje rodzice wysyłali nas na wieś do dziadków. Tam spędzałyśmy z Ewą całe dnie i noce, nierozłączne jak dwie krople wody. To był najszczęśliwszy czas.

Wszystko w Ewie mnie zachwycało: jej zgrabna sylwetka, piękne kręcone włosy i warszawskie stylizacje. Choć teraz, z perspektywy lat, widzę, że wcale nie była urodziwa. Patrzę na jej dziecięce zdjęcia – niziutka, pulchna dziewczynka o nieregularnych rysach twarzy. Do tego sepleniła. Ale jej urok i radość życia przyćmiewały każdą niedoskonałość. Chłopacy kręcili się wokół niej jak muchy wokół miodu.

Ewa mogłaby być hersztem bandy – tak potrafiła zapanować nad rozbrykaną gromadą. Dzieciaki słuchały jej bez szemrania. Uchodziła za śmiałą i zawadiacką dziewczynę. Jej niespokojna natura czasem mnie niepokoiła. Ja byłam cicha i spokojna, ona zaś – wiatr w polu…

Nasz dziadek był nauczycielem. Co lato „katował” nas dyktandami i wypracowaniami. Ja – przykładna uczennica, żadnej plamy, staranny charakter pisma. Ewa? Strona pełna błędów, litery tańczące jak pijane. Ale ona się tym wcale nie przejmowała. Dziadek narzekał:

– Jak wnuczka nauczyciela może tak brzydko pisać?!

Ewa machała ręką. Dajcie mi spokój. Babcia straszyła:

– Weronika zostanie dyrektorką, a ty, Ewka, będziesz zamiatać ulice!

Ale gdzie tam…

Lata mijały, dorastałyśmy. Nie mogłyśmy doczekać się lata, by znów się spotkać. Zimą pisałyśmy listy. Najpierw dzieliłyśmy się dziecięcymi sekretami, potem – dziewczęcymi. Jak mówi przysłowie: siostra z siostrą jak woda z rzeką.

Nadeszła pora zamążpójścia. Dla mnie przyjdzie za wcześnie – wyszłam za mąż w wieku 17 lat i nigdy tego nie żałowałam. Córkę urodziłam w wieku 18 lat. Skończyłam politechnikę. Ewa ledwo skończyła szkołę z „tróją w ryzie”. Poszła do szkoły pedagogicznej. Nie rozumiałam tego wyboru – z jej seplenieniem i marnymi ocenami… Ciocia Hanka (mama Ewy) musiała wręczać liczne prezenty dyrekcji, by córka, z bólem serca, dostała dyplom.

Później Ewa zabrała się za pisanie doktoratu. Ale zdrowie jej nie dopisało i musiała zrezygnować. Nie zdziwiłabym się, gdyby wróciła do tego tematu na emeryturze… Siła charakteru!

Mając 20 lat, pojechałam na jednodniową wycieczkę do Warszawy. Głównie po to, by w końcu zobaczyć się z Ewą. Nie widziałyśmy się od lat. Chciałam też poznać jej męża, Wiesława. Nie było mnie na ich ślubie. Ale nie przypuszczałam, jak się kończy ta wymarzona wizyta!

Najpierw zajrzałam do cioci Hanki z prezentami. Od razu zaczęła narzekać na zięcia:

– Weronika, wszyscy byliśmy przeciwko temu małżeństwu! Miałam dla Ewki świetnego kandydata. Wszystko szło ku ślubowi! A tu nagle pojawił się ten Wiesiek! Tyran, zazdrośnik i babiarz! Pokochała diabła zamiast rycerza… Ewa dała się omotać jak mysz wężowi! Och, ile z nim wycierpiała! Jestem pewna, że nawet ją bije! No ale cóż, głupich uczyć, to jak umarłych leczyć. Trzeba znosić. Niedługo wnuczek się urodzi. Nie pozbawiać dziecka ojca…

Wysłuchawszy skarg cioci Hanki i przygotowana na spotkanie z Wiesiem, poszłam do Ewy. Była w zaawansowanej ciąży. Wypiękniała, ale w jej oczach była smutna jak jesienna szaruga. Są kobiety, które lubią grać ofiary…

Po rozmowie z Wiesiem całkowicie zrozumiałam stanowisko cioci. Ale Ewa… Moja dumna, niezależna kuzynka była całkowicie podporządkowana „tyranowi”!

Patrzyła na niego z uwielbieniem. Łapała każde jego słowo. A słowa Wiesia nie były zbyt poetyckie… Dziwiłam się tej zmianie. Ale, jak to mówią, mąż i żona – jedna wrona. Wiesław uważał się za króla przy tak pokornej żonie. Pływał w jej miłości.

Czy on ją kochał? Wątpliwe. Trzeba przyznać, że Wiesiek był przystojny – wysoki, postawny. Pewnie niejednej się śnił po nocach. „Ładny chłop, ale charakter kop“ – pomyślałam. Słyszałam od niego tylko rozkazy. Żal mi było Ewy. Ale odcięła się:

– Weronika, nie bądź jak moja matka! Nie potrzebuję czyjejś litości! U mnie wszystko w porządku! Jestem szczęśliwa!

No cóż, komu w drogę, temu czas…

Tamtego zimowego wieczoru wypiliśmy szampana na moją cześć. Pogadałyśmy, powspominałyśmy psoty. Postanowiliśmy przejść się po Warszawie. Było mroźno, ale wesoło. Po powrocie Wiesiek rozkazał (tak, rozkazał) Ewie:

– Idź spać, żono. My z Weroniką jeszcze się przejdziemy.

Zaprotestowałam. Ale ścisnął moją dłoń tak mocno, że musiałam się zgodzić. Ewa posłusznie została w domu.

Wyszliśmy, doszliśmy do jakiegoś parku, gadaliśmy o głupotach. Nagle Wiesiek przysunął się i próbował mnie pocałować! Co za bezczelność! Upadł mu rozum z głowy? Rozbawiło mnie to. Ech, Wiesiu, twoja teściowa miała rację! Zdradzać Ewę nie zamierzałam. Więc uniknęłam tego pocałunku.

– Wracajmy, Wiesiek! Ewie pewnie nudno sama – powiedziałam.

Nie spodobało mu się, że ktoś mu odmawia. Zmienił się na twarzy. Odszedł w ciemność. Ja za nim. Zniknął. Zostałam sama w obcym miejscu. Co robić?

Obce miasto, zima, noc. Wiesiek zostawił mnie w parku. Jak sroka wśród wron, zaczęłam się gorączkowo rozglądać. Przypomniałam sobie, że w oknie Ewy stała duża monstera. To był mój drogowskaz. Na szczęście w oknach było widać światło. Wkrótce odnalazłam ich mieszkanie.

Śpiąca Ewa otworzyła mi drzwi i rzuciła:

– Pościeliłam ci w kuchni. Gdzie się włóczyłaś? Dobranoc, siostro…

Wiesiek najwyraźniej już spał. Rano Ewa przestała się do mnie odzywać. Co on jej o mnie nagadał? Musiałam lecieć na pociąg. Wyjechałam, nic nie wyjaśniwszy. Bez winy winowajca.

Minęło dwadzieścia lat, nim znów się spotkałyśmy, a życie pokazało, że czas leczy rany, lecz niektóre historie zostawiają ślady, które nigdy nie bledną.

Rate article
Fajna Tajna
Kuzynka Zina