OCHRONIONI MIŁOŚCIĄ
Spotkanie Emilii i Kamila było zapisane w gwiazdach.
…Kamil nigdy nie widział swojego ojca na oczy. Wychowywała go mama i babcia. Gdy mały Kamil pytał o tatę, mama mruczała coś niewyraźnego, że jego ojciec jest geologiem, ciągle w terenie, szuka cennych minerałów. A raz, w złości, krzyknęła: – Nigdy nie miałeś taty, Kamilusiu!
Jako dziecko Kamil przyjmował te wymówki bez zastrzeżeń, wierząc mamie bezgranicznie. Ale gdy podrósł, postanowił wyjaśnić sprawę. W końcu nie z Ducha Świętego się urodził! Okazało się, że jego mama w młodości pojechała w delegację i wróciła z dzieckiem, czyli z Kamilem. To babcia mu wyjawiła. Po cichu.
Kamil był niepomiernie szczęśliwy, że tajemnica wyszła na jaw. Dzięki Bogu, nie znaleźli go w kapuście. Postanowił, że przy pierwszej okazji pozna ojca, czy ten tego chce, czy nie. „W końcu jestem jego synem, a nie pierwszym lepszym spotkanym na ulicy!” Przy okazji, Kamil dał sobie słowo: „Będę miał prawdziwą rodzinę. Żonę i dzieci. Tylko jedną żonę i całą gromadkę dzieci.”
…Emilia również nie zaznała ojcowskiej miłości. Jej mama rozstała się z nim, gdy Emilia nie miała nawet dwóch lat. Zastąpił go ojczym. Dobry człowiek, ale jednak… Swoje dzieci z pierwszego małżeństwa ojczym zawsze stawiał Emilii za przykład. To ją irytowało. W skrócie, Emilia mogła liczyć tylko na miłość mamy.
Gdy dorosła, postanowiła: „Jeśli wyjdę za mąż, to tylko raz i na zawsze! Tylko gdzie takiego chłopaka znaleźć?”
I znalazła.
…Był wigilijny wieczór. Styczeń, mróz, książkowy sklep. Kamil i Emilia stoją w kolejce do kasy. Oboje trzymają w rękach tomik Adama Mickiewicza. Ich spojrzenia przypadkiem się spotykają. I Kamil rusza do ataku. Zasypuje Emilię komplementami, pytaniami (taktownymi i grzecznymi). Nie mógł tak po prostu pozwolić jej odejść. Ona miała być jego żoną! Tylko ona! Ta dziewczyna.
A Emilia nawet nie kokietowała. Czuła się z tym rozgadanym chłopakiem jak u siebie. Jakby znała go od stu lat.
Ale w końcu Emilka pochodzi z porządnej rodziny, a nie wypada dziewczynie poznawać się byle gdzie i z byle kim. Kamil docenił jej skromność i zaproponował wymianę numerów telefonów. Emilia zapisała jego numer, ale swojego nie podała. – Zadzwonię po świętach – obiecała mgliście.
Kamil nie mógł zmarnować takiego daru niebios, jakim była Emilia. Pożegnali się, ale on potajemnie podążył za nią, by dowiedzieć się, gdzie mieszka.
Całe święta Kamil chodził jak w oblokach. W końcu znalazł swoją „łabędzicę” i będzie ją kochał zawsze.
Lecz minęły święta, a „łabędzica” nie dzwoniła. Kamil zaczął się niepokoić i działać.
Swojego tomika Mickiewicza, kupionego wcześniej, włożył do skrzynki Emilii. Czyżby nie domyśliła się, od kogo? Dziewczyna zadzwoniła jeszcze tego samego wieczora z pretensjami:
– Cześć, Kamil! Dlaczego nie dzwoniłeś? Czekałam!
– Emilko, przecież nie mam twojego numeru. Od dawna bym zadzwonił. Chyba pamiętasz, że w księgarni nie chciałaś go podać? – Kamil promieniał szczęściem.
– Ale przecież mnie znalazłeś! – nie dawała za wygraną Emilia.
„Typowo kobieca logika” – pomyślał Kamil. Był bardzoI tak minęły lata, a Kamil i Emilia, otoczeni gwarem czwórki dzieci, wciąż trzymali się za ręce, jak wtedy przy kasie w księgarni, bo wiedzieli, że największym skarbem jest rodzina, która przetrwa nawet najcięższe burze.



