No tak, słuchaj, muszę ci opowiedzieć tę historię – zupełnie nie uwierzysz, co się wydarzyło.
Kasia wpadła do domu, szybko umyła ręce i od razu pobiegła do kuchni. Rodzice już siedzieli przy stole.
Dziewczyna przeprosiła, że się spóźniła na obiad, i zaczęła opowiadać z wypiekami na twarzy: „Nie uwierzycie, kogo właśnie poznałam! Mój brat znalazł sobie dziewczynę. Taka śliczna, wesoła, ruda – jak małe słoneczko. Ma na imię Ola. Pracuje na myjni samochodowej, tam gdzie my jeździmy umyć auto. Tam się poznali. Wygląda na to, że to u nich poważna sprawa. No po prostu świetnie!” – paplała bez końca Kasia.
Tomasz, ojciec Kasi, podniósł głowę znad talerza i z zadowoloną miną stwierdził, że to dobrze, bo już zaczynał się zastanawiać, czy jego syn w ogóle interesuje się dziewczynami. Matka Kasi, Bożena, oburzyła się na słowa męża i zmartwiła, że syn znalazł sobie dziewczynę właśnie na myjni.
„Ale kto tam może pracować? Tylko takie, których nigdzie indziej nie przyjęli. Ani wykształcenia, ani manier, ani wychowania. I w ogóle wszystkie jakieś takie… nieatrakcyjne. Jedno słowo – myjniarki. Żadna z nich nie jest godna naszego syna!” – nie mogła się uspokoić Bożena.
Tomasz nie zgodził się z żoną i stanął w obronie dziewczyn: „No co ty, tak od razu? Ludzie są różni. Może ona tam tylko dorabia, a sama studiuje zaocznie. To przecież nic złego, jak ktoś pracuje. Znaczy, że zna wartość pieniądza. I nie będzie naszemu synowi ciągnęła kasy, skoro sama zarabia. A ty już od razu negatywnie. Nawet jej nie widziała, a już osądzasz. Może jest fajna? Nie wydaje mi się, żeby nasz syn wybrał byle kogo.”
Ale Bożena była zawzięta. „No to pójdę i zobaczę tę piękność. Zobaczę, czym takiego urokliwego zauroczyła naszego syna. Zrobię tak, że ją zwolnią z pracy – nie ma co się patrzeć na lepiej sytuowanych chłopaków. Niech sobie znajdzie narzeczonego z własnego poziomu.”
Następnego dnia Bożena faktycznie poszła na myjnię. Od progu zaczęła awanturę. Krzyczała, żeby zawołali Olę, która uwiesza się jej synowi na szyi. Domagała się, żeby ją zwolnili, bo romansuje z klientami. Ale dziewczyna – Kinga, która wpuściła ją do środka – powiedziała, że nikogo takiego nie zna, może pracuje w innej zmianie, i zasugerowała, żeby przyszła jutro.
Bożena oczywiście chciała od razu „zbesztać” tę „nieprzyzwoitą” Olę i z hukiem wyrzucić ją z pracy, ale niestety – musiała wracać do domu z niczym, jak to mówią, „nie soliwszy, nie kopciwszy”. Ale zapowiedziała, że wróci następnego dnia.
Kinga podeszła do Oli i powiedziała, że nie powinna wdawać się w relacje z klientami – za to rzeczywiście mogą od razu zwolnić, to nawet w regulaminie jest. Ale Ola odparła, że z Jackiem są już od roku. Ona zresztą nawet nie chciała się z nim poznawać, ale on uparcie zabiegał o jej uwagę. Teraz chce ją przedstawić rodzicom, ale ona woli poczekać – najpierw skończyć studia, znaleźć porządną pracę, a dopiero potem się spotkać.
A teraz potrzebowała tej pracy, bo studiowała i mieszkała w akademiku, a nie chciała ciągnąć pieniędzy od rodziców. Kinga obiecała, że nie powie o incydencie kierownictwu, ale Ola musi poprosić Jacka, żeby pogadał z matką – żeby więcej nie przychodziła robić scen na myjni.
Wieczorem Jacek wrócił do domu i od progu ostro zwrócił się do matki: „Czego ty właściwie chcesz? Chcesz, żebym się z Olą pokłócił? Ona tam tylko tymczasowo pracuje. I tak każda praca jest szanowana. W ogóle jej nie znasz. To dobra i mądra dziewczyna. Kocham ją, i jeśli jeszcze raz pojawisz się na tej myjni, to wyprowadzam się z domu, zabiorę Olę i wynajmiemy razem mieszkanie. W ogóle nas nie zobaczysz. Nie wtrącaj się w nasze sprawy. Chcę się z nią ożenić. I to moje ostatnie słowo.”
Bożena nic nie odpowiedziała synowi – znała jego charakter. Nie rzucał słów na wiatr. Jak powiedział, tak zrobi. Nie chciała go stracić, więc postanowiła więcej nie odwiedzać myjni.
Minęły dwa lata – Jacek i Ola wzięli ślub. Krewni pana młodego byli zachwyceni przyjęciem. Bożena z dumą mówiła, że w organizacji wesela pomagała jej synowa. Okazała się piękną i bardzo mądrą dziewczyną – skończyła studia z wyróżnieniem, dostała pracę w firmie i zarabia nie mniej niż jej syn. No i oczekują dziecka – Ola jest już w trzecim miesiącu. Jacek ledwo ją namówił na ślub, bo wolała najpierw pomieszkać „na kocią łapę”. Dobrze, że Bożena w porę posłuchała syna i nie mieszała się w sprawy młodych.
Tomasz podszedł do Bożeny i poprosił ją do tańca. Szepnął żonie do ucha, że ma ogromne szczęście do żony – tak samo jak ich syn. Dołączyli do tańczącej pary młodej i zakręcili się w walcu.
No i jak myślisz – czy matka powinna wybierać synowi żonę?



