Jak walizka bez uchwytu…

—Tomek, nie przychodź już do mnie. Dobrze? — powiedziałam spokojnie, choć serce waliło mi jak młotem.

—Jak to? Dzisiaj nie mam przychodzić? — uniósł brwi, nie rozumiejąc.

W korytarzu panował chłód poranka. Stał już w progu, gotowy do wyjścia do pracy, w pośpiechu zapinając płaszcz.

—Nie, w ogóle nie przychodź — sprecyzowałam, wbijając wzrok w podłogę.

—Hm… Co się stało, Kinga? Dobra, zadzwonię później — rzucił, pocałował mnie w ucho i wybiegł. Zamknęłam drzwi za nim, a w piersi ulżyło mi tak, jakby ktoś zdjął kamień.

Te sława ciążyły mi od dawna. Nie umiałam ich wypowiedzieć wcześniej. Tomek był dla mnie jak rodzina.

Tej nocy pożegnałam go namiętnością, której od dawna w sobie nie czułam. Byłam żarliwa, nienasycona. A on? Nic nie podejrzewał, nie domyślił się. Tylko się uśmiechnął, zdziwiony:

—Kinga! Ależ dziś jesteś boska. Zostań taka na zawsze! Kocham cię, kochanie!

Kiedyś przyjaźniliśmy się parami. Ja, mój mąż Marek, Tomek i jego żona Weronika — nazywał ją “Wróbelką”, bo w jego oczach zawsze była drobna i zwiewna.

Młodość mieliśmy szaloną — pełną śmiechu, imprez i niefrasobliwości. Szczerze? Tomek zawsze mi się podobał. Kupując sukienkę, buty, torebkę, myślałam: *Czy spodoba się jemu?* Weronika była moją najbliższą przyjaciółką. Przeszłyśmy przez tyle razem, że nawet nie dałoby się tego opowiedzieć.

Wiedziałam, że Tomek ma do mnie słabość. Ale trzymaliśmy dystans. Na wspólnych spotkaniach obejmował mnie czule, szeptał do ucha:

—Kinga, tak za tobą tęskniłem!

Myślę, że gdy ludzie przyjaźnią się jako pary, zawsze gdzieś tam iskrzy. Mężczyzna do kobiety, kobieta do mężczyzny… Człowiek ulega pokusom. Na pewno ktoś komuś się podoba, a może nawet ktoś kocha się w żonie przyjaciela. Dlatego właśnie się przyjaźnią. Do czasu… Nie wierzę w przyjaźń między mężczyzną a kobietą. Prędzej czy później kończy się w łóżku. To jak rozpalać ogień obok stogu siana — prędzej czy później wszystko spłonie. Może są wyjątki. Rzadkie.

Mój Marek cmokał z zachwytu, zerkał na Weronikę. Nie raz to widziałam i dawałam mu wtedy szturchańca. Śmiał się wtedy:

—Kinga, nie zawracaj głowy! Przecież jesteśmy przyjaciółmi!

A potem dorzucał ze śmiechem:

—Nie grzeszy ten, co w trumnie śpi…

W Weronice byłam pewna jak w sobie. Ona by nie przekroczyła granicy. Ale Marek? Ten uwielbiał zbierać maliny w cudzych ogrodach. Dlatego po dwudziestu latach małżeństwa się rozstaliśmy. Ożenił się z jedną taką “maliną”, gdy tylko zaczęła gadać o dziecku. Nasze własne dzieci były już dorosłe, wyprowadziły się. Spakowałam Markowi walizkę i odesłałam w nowe życie.

*No i przyszła ta samotność* — myślałam na początku.

Tomek z Weroniką często wpadaTomek z Weroniką często wpadał, próbując mnie pocieszać, ale prawda była taka, że w końcu zrozumiałam – nie chcę żyć dla kogoś, kto jest tylko wspomnieniem po tych, których naprawdę kochałam.

Rate article
Fajna Tajna
Jak walizka bez uchwytu…