**Dziennik, wtorek**
„O rany, a ty kto?” – usłyszałam niski męski głos z sypialni, gdy tylko otworzyłam drzwi mojego mieszkania.
„To raczej moje pytanie” – odparłam, czując, jak zimny dreszcz przebiega mi po plecach. „Co pan tu robi w mojej sypialni?”
W progu stanęła blondynka w jedwabnym szlafroku, z wyrazem wyższości na twarzy.
„Ach, więc to ty jesteś ta Marzena! Miś tak wiele o tobie opowiadał” – przeciągnęła słodko. „Jestem Kinga, siostra twojego narzeczonego.”
Po męczącym dniu w pracy marzyłam tylko o gorącej kąpieli. Zamiast tego zastałam w domu szwagierkę, która rozgościła się jak u siebie.
„Mirosław to mój narzeczony, a nie mąż” – poprawiłam ją, zaciskając palce na kluczach. „I nie przypominam sobie, żebyśmy umawiali się na twoją wizytę.”
Zza jej ramienia wyłonił się zmieszany młody mężczyzna.
„Przyjechaliśmy z Darkiem na wakacje” – wtrąciła Kinga, ignorując moje słowa. „Brat powiedział, że możemy u was zostać na tydzień.”
W kuchni zastąpił mnie widok bałaganu: brudne naczynia, puste opakowania po jedzeniu.
„Ciekawe, kiedy Mirosław zdążył ci to obiecać? Rano ani słowem nie wspomniał o gościach.”
„Boże, jaka ty jesteś sztywna!” – Kinga wyjęła z lodówki butelkę wina. „Miś dał mi klucze już miesiąc temu. Myślałam, że się umówiliście, ale jeśli nie… cóż, nieważne.”
„Nie, *nie* umówiliśmy się. I dlaczego jesteście w *naszej* sypialni, a nie w pokoju gościnnym?”
Wzruszyła ramionami: „Gościnny jest taki malutki, a u was łóżko ma rozmiar królewski. Miś mówił, że na kilka dni się przeprowadzicie – macie tam rozkładaną kanapę.”
Przypomniałam sobie tamten wieczór, gdy poznałam rodzinę Mirosława. Jego matka i siostra patrzyły na mnie jak na intruza.
„Przykro mi, ale to *moje* mieszkanie, *moja* sypialnia i *moje* łóżko” – powiedziałam stanowczo. „Mirosław mieszka tu, bo go zaprosiłam.”
„Aha, więc plotki są prawdziwe” – zaśmiała się Kinga. „Mama mówiła, że trzymasz go pod butem.”
„Słuchaj, jestem zmęczona. Możecie zostać w pokoju gościnnym na jedną noc. Ale naszą sypialnię musicie opuścić.”
„Poczekamy na Miśka. On ci wytłumaczy, jak nieładnie stawiać warunki” – prychnęła.
Gdy wrócił Mirosław, Kinga natychmiast rzuciła mu się na szyję:
„Mireczku! Twoja narzeczona chce nas wyrzucić z sypialni!”
„Marzenko, o co chodzi?” – zapytał zdezorientowany.
„Dlaczego dałeś siostrze klucze do *mojego* mieszkania?” – spytałam spokojnie, choć czułam, jak we mnie wrze.
„*Naszego* mieszkania, Marzena. Mieszkam tu, pamiętasz?”
„Pamiętam. Na *moje* zaproszenie. Ale to nie daje ci prawa, żeby rozdawać klucze bez mojej zgody.”
Na balkonie Mirosław zaczął mówić tonem pełnym wyrzutu:
„Co się z tobą dzieje? To moja siostra. Obiecałem, że mogą u nas zostać.”
„I dlatego postanowili zająć *naszą* sypialnię?”
„Jaka to różnica? Łóżko jest większe. Prześpimy się parę dni w gościnnym.”
„Chodzi o to, że dałeś klucze do *mego* mieszkania bez pytania.”
„Darek to nie obcy! To chłopak Kingi.”
„Widzę go pierwszy raz w życiu! A twoją siostrę ledwo znam.”
„Czyli od razu wzięłaś ich w ciemię?”
Z mieszkania dobiegał głos Kingi, która narzekała do telefonu: „Ta przybłęda chce nas wyrzucić! Miś teraz jej wytłumaczy, jak się zachowywać.”
„Marzenko, bądź rozsądna” – powiedział Mirosław. „To tylko tydzień. Jeśli mamy się pobrać, musisz nauczyć się ustępować.”
Wrócił do środka, zostawiając mnie samą na balkonie. Widziałam, jak klepie siostrę w ramię i coś żartuje, zupełnie mnie ignorując.
Weszłam do mieszkania. Cała trójka nawet na mnie nie spojrzała.
I wtedy coś we mnie pękło. Dwa lata związku, wsparcie, kompromisy – wszystko przemknęło mi przed oczami.
„Wynocha z mojego mieszkania!” – powiedziałam cicho, ale tak, że aż zadrżeli.
Wszyscy spojrzeli na mnie jak na wariatkę.
„Co?!” – Mirosław uniósł brwi.
„Powiedziałam – wynocha! Wszyscy troje.”
„Mirek, uspokój swoją wariatkę” – zaśmiała się Kinga.
Ale ja już szłam do sypialni. Chwyciłam walizkę Kingi i z hukiem przeciągnęłam ją do drzwi wejściowych, wyrzucając po drodze jej sukienki, buty i kosmetyki.
„Co ty wyprawiasz?!” – wrzasnęła.
Otworzyłam drzwi i z całej siły wysunęłam walizkę na klatkę schodową.
„Oszalałaś!” – Mirosław zerwał się z kanapy. „Natychmiast przestań!”
„Nie, *ty* oszalałeś, jeśli myślisz, że możesz pozwolić, żeby twoja siostra mnie poniżała w *moim własnym domu*. A teraz twoja kolej” – powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy.
„Marzenko, uspokójmy się…” – zaczął błagalnie.
„Nie ma o czym rozmawiać. Wszystko zrozumiałam. Dla ciebie moje zdanie nic nie znaczy.”
Poszłam do sypialni i zaczęłam pakować jego rzeczy. Koszule, spodnie, zegarek – wszystko wylądowało na klatce.
„Jesteś nienormalna!” – Kinga krzyczała, zbierając rozrzucone ubrania.
„Nie możesz mnie tak po prostu wyrzucić” – Mirosław stał jak wryty. „Mieliśmy się pobrać.”
„Dzięki Bogu, że nie zdążyliśmy. Zasługuję na człowieka, a nie na bydlaka. A ty… możesz mieszkać z siostrą.”
Trzasnęłam drzwiami przed ich nosami.
Pół godziny później, gdy krzyki na klatce ucichły, zamówiłam kolację z ulubionej restauracji. Gdy otworzyłam drzwi kurierowi, Mirosław i Kinga wciąż stali na podłodce, patrząc na mnie z nienawiścią. Wzięłam torbę, podziękowałam i zamknęłam drzwi, nie racząc ich nawet spojrzeniem.
Rozłożyłam jedzenie na stole, w”Następnego ranka obudziłam się z uczuciem ulgi, wiedząc, że to dopiero początek nowego rozdziału mojego życia.”



