„Teściowa, która stała się przyjaciółką”
– Co ty sobie pozwalasz?! – głos Weroniki Kazimierzowej drżał z oburzenia. – Mój syn żył normalnie, zanim ciebie poznał!
– A teraz co, nienormalnie żyje? – Kinga stała pośrodku kuchni ze łzami w oczach, ściskając w dłoniach ścierkę. – Może wyjaśnicie, w czym problem?
– Problem w tym, że Wojtuś schudł dziesięć kilo! Spójrz, w co go przemieniłaś!
Wojtek siedział przy stole, wpatrzony w talerz z niedojedzoną zupą, wyraźnie pragnąc zapaść się pod ziemię. W swoich trzydziestu dwóch latach czuł się jak skarcony nastolatek.
– Mamo, już starczy – mruknął, nie podnosząc wzroku.
– Jak to starczy?! – Weronika odwróciła się do syna. – Spójrz na siebie w lustro! Policzki zapadnięte, pod oczami sińce. A wszystko dlatego, że ona ciebie nie karmi!
– Jak to nie karmię? – wybuchnęła Kinga. – Codziennie gotuję! Właśnie dzisiaj rano ugotowałam rosół!
– Rosół! – prychnęła teściowa z pogardą. – Woda z marchewką. Gdzie mięso? Gdzie śmietana? Gdzie porządne jedzenie dla mężczyzny?
Kinga poczuła ucisk w piersi. Minęło pół roku od ślubu z Wojtkiem, a każda wizyta teściowej zamieniała się w awanturę. Albo zupa nie taka, albo koszule źle wyprasowane, albo mieszkanie niedbale posprzątane.
– Weroniko Kazimierzowo, staram się jak mogę – powiedziała cicho. – Ale mam pracę, studia zaoczne…
– Praca! – teściowa załamała ręce. – Jaka praca? Miejsce kobiety jest w domu, przy mężu! A ty lataś nie wiadomo gdzie, a mój syn głodny siedzi!
Wojtek w końcu podniósł głowę.
– Mamo, nie jestem głodny. A chudnę, bo zapisałem się na siłownię.
– Na siłownię?! – Weronika spojrzała na niego, jakby powiedział coś obscenicznego. – Po co ci siłownia? I tak jesteś przystojny!
Kinga nie wytrzymała i wyszła z kuchni. W sypialni usiadła na łóżku i dała upust łzom. Jakże była zmęczona tymi ciągłymi pretensjami! Cokolwiek by nie zrobiła, dla Weroniki Kazimierzowej zawsze było źle.
A przecież na początku było inaczej. Gdy Wojtek pierwszy raz przyprowadził ją do matki, teściowa wydała się uprzejmą kobietą. Częstowała herbatą, wypytywała o rodzinę, nawet komplementowała.
Ale gdy tylko padło słowo „ślub”, wszystko się zmieniło.
– Kinga, gdzie jesteś? – Wojtek zajrzał do sypialni. – Mama poszła.
– Nareszcie – szepnęła Kinga, ocierając łzy.
Mąż usiadł obok i objął ją za ramiona.
– Nie przejmuj się nią. Po prostu jest przyzwyczajona.
– Do czego? Że mieszkałeś z nią do trzydziestu dwóch lat?
Wojtek westchnął. Ten temat był bolesny dla obojga.
– Kingu, jest sama od lat. Tata zmarł, gdy miałem piętnaście. Całe życie dla mnie poświęciła.
– Rozumiem. Ale teraz jestem twoją żoną. Nie można znaleźć kompromisu?
– Można, oczywiście. Tylko trzeba czasu.
Czasu. Kinga już słyszała to słowo setki razy. Ile jeszcze czasu potrzebuje Weronika Kazimierzowa, by zaakceptować ją jako część rodziny?
Następnego dnia Kinga postanowiła działać. Po pracy kupiła produkty i przygotowała prawdziwy obiad: rosół z kury, schabowe z ziemniakami i surówkę. Nakryła stół białym obrusem, postawiła kryształowe kieliszki.
Gdy Wojtek wrócił wieczorem, aż zdębiał.
– Wow! Co za okazja?
– Żadna okazja. Po prostu chciałam ucieszyć kochanego męża.
– Wyszło świetnie! Pachnie jak u mamy w dzieciństwie.
Kolacja przy świecach była udana. Wojtek chwalił każde danie, a Kinga poczuła, że jej wysiłek nie poszedł na marne. Może jeśli się bardziej postara, teściowa zmieni stosunek?
Lecz już następnego dnia Weronika Kazimierzowa przyszła z nowymi pretensjami.
– Wojtuś, ty co, późno spałeś wczoraj? – zapytała, ledwo przekraczając próg. – Oczy czerwone.
– Normalnie, mamo. O wpół do dwunastej.
– O wpół do dwunastej?! – zawołała z przerażeniem. – A wstawać o siódmej! Toż to męczenie organizmu!
Kinga zrozumiała, że nie chodzi o jedzenie ani sen. Chodzi o nią samą. O to, że „ukradła” matce jedynego syna.
Postanowiła spróbować innego podejścia.
– Weroniko Kazimierzowo – zwróciła się do teściowej podczas następnej wizyty – czy mogłabyś nauczyć mnie gotować ten twój rosół, który Wojtek tak uwielbiał w dzieciństwie?
Teściowa spojrzała na nią zaskoczona.
– Po co?
– Chcę go ucieszyć. Ty najlepiej wiesz, co lubi.
Weronika zamyśliła się, jakby zastanawiając się, czy to podstęp.
– No… Spróbować możemy. Tylko pewnie nie wyjdzie tak smaczne.
– Spróbujemy.
I zaczęły. Weronika dyktowała przepis, Kinga notowała. Potem razem poszły na rynek.
– Patrz, mięso trzeba wybierać takie – tłumaczyła teściowa, wskazując na ladę. – Nie za tłuste, ale też nie chude. A kapustę tylko młodą, stara będzie gorzka.
Kinga słuchała uważnie. W domu zabrały się do gotowania.
– Cebulę kroić większą – poprawiała Weronika. – I nie płacz, bo rosół wyjdzie przesolony.
– Jak nie płakać? Cebula szczypie.
– Nóż opłucz zimną wodą. I oddychaj ustami, nie nosem.
Powoli atmosfera łagodniała. Weronika opowiadała o dzieciństwie Wojtka, a Kinga słuchała z zainteresowaniem.
– A jak miał pięć lat, to tak lubił rosół, że mógł zjeść trzy talerze – śmiała się teściowa. – Myślałam, że kiedyś pęknie.
– Teraz nie ma już takiego apetytu. Może wiek.
– Nie, po prostu się męczy w pracy. Teraz ma ten ważny projekt, klienci wymagający.
Kinga zdziwiła się. Wojtek nigdy nie opowiadał jej szczegółów o pracy, a matka wszystko wiedziała.
– On ci dużo mówi?
– No jasne. Przyzwyczailiśmy się. Od dziecka mi wszystko opowiadał – o szkole, kolegach, dziewczynach, które mu się podobały.
W głosie Weroniki zabrzmiała nuta smutku.
– A teraz pewnie tobie opowiada – dodała ciszej.
– Nie za bardzo – przyznała szczerze Kinga. – On w ogóleA gdy po latach Weronika Kazimierzowa odchodziła spokojnie we śnie, otoczona przez syna, synową i wnuki, Kinga trzymała jej dłoń, wiedząc, że zyskała nie tylko teściową, ale prawdziwą przyjaciółkę i drugą matkę.



