Historia pewnej teściowej. – Nie uwierzycie, z kim się właśnie poznałam!
Kasia wpadła do domu, szybko umyła ręce i od razu pobiegła do kuchni. Rodzice już siedzieli przy stole.
Dziewczyna przeprosiła za spóźnienie na obiad i zaczęła szybko opowiadać o swojej niesamowitej wiadomości. „Nie uwierzycie, z kim się właśnie poznałam! Mój brat znalazł sobie dziewczynę. Śliczna, radosna, rudowłosa. Jak małe słoneczko. Ma na imię Ania. Pracuje na myjni samochodowej, gdzie my jeździmy umyć auto. Tam się poznali. Wygląda na to, że to między nimi poważnie. Wspaniale!” – paplała bez końca Kasia. Szymon Wojciechowski, ojciec dziewczyny, podniósł głowę znad talerza i z zadowoleniem uśmiechnął się, mówiąc, że to dobrze, bo już zaczynał wątpić w orientację syna. Matka Kasi, Elżbieta Marecka, oburzyła się na słowa męża i zmartwiła, że syn znalazł sobie dziewczynę na myjni.
„Ale kto tam może pracować? Tylko ci, których nigdzie indziej nie przyjęli. Brak wykształcenia, manier, wychowania. I w ogóle wszystkie takie… mało urodziwe. Jedno słowo – myjniarki. Żadna z nich nie nadaje się nawet na podpórkę pod drzwi dla naszego syna” – nie mogła się uspokoić Elżbieta. Szymon nie zgodził się z żoną i stanął w obronie dziewczyn: „No, czemu tak od razu? Ludzie są różni. Może ta dziewczyna dorabia, a sama studiuje zaocznie.
To przecież nic złego, gdy ktoś pracuje. Znaczy, że zna wartość pieniądza. I nie będzie naszego syna o nie naciągać, skoro sama zarabia. A Tobie od razu wszystko nie pasuje. Przecież jej nawet nie widziałaś. Może jest śliczna. Nie sądzę, by nasz syn wybrał byle kogo.” Ale Elżbieta była wojowniczo nastawiona i nie dawała za wygraną: „Pójdę i zobaczę tę piękność. Zobaczę, czym urzekła naszego syna. Zrobię tak, że wyleci z pracy – nie ma co się patrzeć na dobrze sytuowanych chłopaków. Niech sobie szuka kogoś na swoim poziomie.”
Następnego dnia Elżbieta rzeczycznie poszła na myjnię. Od progu urządziła awanturę. Krzyczała, żeby przywołano jakąś Anię, która wiesza się na szyi jej syna. Domagała się, by ją zwolniono za romansowanie z klientami. Ale dziewczyna o imieniu Małgosia, która wyszła jej naprzeciw, powiedziała, że nie zna takiej osoby – może pracuje na innej zmianie – i zaproponowała, by przyszła jutro. Elżbieta oczywiście chciała natychmiast upokorzyć „nieprzyzwoitą” Anię i z hańbą wyrzucić ją z myjni. Ale nic nie poradzi – musiała wracać do domu z niczym. Obiecała jednak, że wróci następnego dnia.
Małgosia podeszła do Ani i powiedziała, że nie powinna wdawać się w relacje z klientami, bo za to faktycznie można stracić pracę – to nawet w umowie jest napisane. Ale Ania odparła, że z Jackiem są już od roku. Na początku sama nie chciała się z nim umawiać, ale on nalegał, nie dawał jej spokoju. Teraz chce przedstawić ją rodzicom, ale ona wciąż się wzbrania – najpierw chce skończyć studia, znaleźć dobrą pracę, a dopiero potem poznać rodzinę chłopaka.
A teraz potrzebowała tej pracy, bo studiowała i mieszkała w akademiku, a nie chciała brać pieniędzy od swoich rodziców. Małgosia obiecała, że nie powie kierownictwu o nieprzyjemnym incydencie, ale Ania musi poprosić narzeczonego, by porozmawiał z matką i powstrzymał ją od kolejnych wizyt na myjni.
Wieczorem Jacek wrócił do domu i od progu surowo zwrócił się do matki: „Czego chcesz osiągnąć? Chcesz mnie poróżnić z Anią? Na myjni pracuje tymczasowo. I w ogóle – każda praca jest szanowana. Wcale jej nie znasz. To dobra i mądra dziewczyna. Kocham ją. Jeśli jeszcze raz pojawisz się na myjni, wyprowadzam się, zabiorę Anię i będziemy mieszkać razem na swoim. Wtedy w ogóle nas nie zobaczysz. Nie wtrącaj się w nasze sprawy. Chcę się z nią ożenić. To moje ostatnie słowo.” Elżbieta nic nie odpowiedziała synowi. Znała jego charakter – nie rzucał słów na wiatr. Jeśli coś postanowił, tak zrobi. Nie chciała stracić syna, więc postanowiła więcej nie pokazywać się na myjni.
Minęły dwa lata, a Jacek i Ania wzięli ślub. Krewnym pana młodego bardzo podobało się wesele. Elżbieta z dumą odpowiadała, że w organizacji pomagała jej synowa, Ania. Okazała się piękną i bardzo inteligentną dziewczyną. Skończyła studia z wyróżnieniem, dostała pracę w firmie i zarabia nie mniej niż jej syn. A jeszcze spodziewają się dziecka – Ania jest w trzecim miesiącu. Jacek ledwo namówił ją na ślub, bo wcześniej chciała żyć na kocią łapę. Dobrze, że Elżbieta posłuchała wtedy syna i nie mieszała się w relację młodych.
Szymon podszedł do Elżbiety i zaprosił ją do tańca. Szepnął żonie do ucha, że tak samo jak ich synowi, jemu też poszczęściło się z żoną. Przyłączyli się do młodych i zawirowali w rytmie walca.
A jak sądzicie – czy matka powinna wybierać synowi żonę?



