Od razu ją znienawidziliśmy, gdy tylko przekroczyła próg naszego domu.
Kędzierzawa, wysoka, chuda.
Sweterek był niczego sobie, ale ręce różniły się od mamusi. Palce miała krótsze i grubsze. Trzymała je splecione jak w klucz. A nogi chudsze niż u mamy, a stopy dłuższe.
Siedzieliśmy z bratem Karolkiem – on miał siedem lat, ja dziewięć – i ciskaliśmy w nią piorunami wzroku.
Ta długa jak tyczka, a wcale nie Jagna, tylko jakaś obca!
Tata zauważył naszą niechęć i syknął:
– Zachowujcie się godnie! Co wy, jak jacy nieokrzesańcy?
– A ona u nas zostanie na długo? – fochliwie zapytał Karolek. Jemu wolno było tak mówić – był mały i to chłopak.
– Na zawsze – odparł tata.
Słychać było, że zaczynał tracić cierpliwość. A jeśli by wybuchł, nie wróżyłoby nam to nic dobrego. Lepiej go nie denerwować.
Po godzinie Jagna szykowała się do wyjścia. Włożyła buty, a gdy wychodziła, Karolek zdążył podstawić jej nogę.
Mało nie wyleciała na klatkę schodową.
Tata zaniepokoił się:
– Co się stało?!
– Oh, potknęłam się o buty – odparła, nawet nie patrząc na Karolka.
– Wszystko porozrzucane. Posprzątam! – obiecał z zapałem.
I wtedy zrozumieliśmy – on ją kocha.
Nie udało nam się jej wyrugować z naszego życia, choć bardzo się staraliśmy.
Pewnego razu, gdy Jagna była z nami w domu bez taty, po kolejnym naszym niestosownym zachowaniu powiedziała spokojnym głosem:
– Wasza mama odeszła. Tak bywa, niestety. Teraz patrzy na was z niebios i wszystko widzi. Myślę, że nie podoba jej się, jak się zachowujecie. Wie, że robicie to na złość. Tak “strzegniecie” jej pamięci?
Zaniemówiliśmy.
– Karol, Zosia, przecież jesteście dobrymi dziećmi! Czy tak należy pamiętać o mamie? Czyny świadczą o człowieku. Nie wierzę, że zawsze jesteście tacy kolczysci jak jeże!
Powoli, takimi rozmowami, wybijała nam z głowy chęć bycia niemiłymi.
Raz pomogłam jej rozpakować zakupy. Jakże mnie chwaliła! Pogłaskała po plecach.
Tak, dłonie nie były jak u mamy, ale i tak było przyjemnie…
Karol zrobił się zazdrosny.
Też poukładał umyte kubki w szafce. Jagna pochwaliła i jego.
A wieczorem jeszcze opowiedziała tacie z zachwytem, jacy jesteśmy pomocni. Był szczęśliwy.
Jej obcość długo nam nie dawała spokoju. Chcieliśmy już wpuścić ją do serca, ale nie potrafiliśmy.
Nie mama, i już!
Po roku zapomnieliśmy, jak żyliśmy bez niej. A po jednym zdarzeniu pokochaliśmy Jagnę na zabój, tak jak nasz tata.
…Karol w siódmej klasie miał niełatwo. Cichy i zamknięty w sobie, został wybrany na ofiarę przez jednego chłopaka – Darka Zawadę. Był tego samego wzrostu, tylko bardziej bezczelny.
Rodzina Zawadów była pełna, Darek miał wsparcie ojca, który otwarcie mówił: „Jesteś chłopem, bij wszystkich. Nie czekaj, aż zaczną cię miażdżyć”. I tak Karol stał się łatwym celem.
Przychodził do domu i nawet mnie, własnej siostrze, nic nie mówił. Czekał, aż samo się rozwiąże. Ale takie sprawy nie znikają – dręczyciel rośnie w siłę, gdy ofiara milczy.
Zawada już otwarcie bił Karola – ilekroć go mijał, tyle razy uderzał go w ramię.
Z trudem wydobyłam z niego prawdę, gdy zobaczyłam siniaki. Uważał, że mężczyźni nie powinni obciążać sióstr swoimi problemami, nawet starszych.
Nie wiedzieliśmy, że pod drzwiami stała Jagna i słuchała naszej rozmowy.
Karol błagał, żebym nie mówiła tacie, bo będzie tylko gorzej.
I żebym nie szła od razu porysować Darkowi twarzy! A tak miałam ochotę! Za brata mogłabym zabić!
Wciągać tatę też nie chcieliśmy – pokłóciłby się z ojcem Zawady, a stąd już blisko do więzienia…
Następnego dnia był piątek.
Jagna pod pretekstem zakupów odprowadziła nas do szkoły i potajemnie popJagna wyłapała Darka na korytarzu, przycisnęła go do ściany i szepnęła mu do ucha, że jeśli jeszcze raz podniesie rękę na jej syna, to jego ojciec będzie musiał zbierać go łopatą.



