Marta Kowalska stała przy kuchennym oknie i patrzyła, jak jej mąż Krzysztof majsterkuje w garażu przy jakiejś metalowej części. W dłoniach trzymała pogniecioną karteczkę, którą znalazła w kieszeniach dżinsów Kingi. Litery rozmazywały się przez łzy, ale raz jeszcze przeczytała krótkie słowa: “Spotkamy się o dziesiątej pod blokiem. Babcia śpi jak zabita, nie usłyszy. Całuję. Twój Kuba”.
– Boże, za co mi to – wyszeptała Marta, jeszcze mocniej gniotąc kartkę.
Kinga pojawiła się w ich domu pół roku temu. Córka siostry Krzysztofa, Anny, która całe życie tłukła się z różnymi facetami, piła i w końcu zginęła w wypadku samochodowym. Szesnastoletnia dziewczyna została zupełnie sama. Oczywiście, ona i Krzysztof nie mogli jej zostawić.
– Marto, to nasza krew – przekonywał wtedy mąż. – Gdzie ma iść? Do domu dziecka?
I Marta się zgodziła. Oni z Krzysztofem nie mieli własnych dzieci, lekarze jeszcze w młodości powiedzieli, że nie będzie to możliwe. Może los robi im taki podarek na starość?
Jak bardzo się myliła.
Na początku było dobrze. Kinga wydawała się posłuszna, wdzięczna. Pomagała w domu, dobrze się uczyła, nazywała ich ciocią Martą i wujkiem Krzysztofem. Marta nie posiadała się ze szczęścia. Kupowała jej ładne ubrania, zapisała na zajęcia sportowe, nawet z angielskiego wynajęła korepetytorkę.
– Patrzcie, jaka u nas mądra dziewczyna rośnie – mówiła sąsiadkom. – Same piątki przynosi.
Ale stopniowo coś się zaczęło zmieniać. Kinga stała się opryskliwa, unosiła się przy byle czym. Do domu wracała coraz później. A tydzień temu Marta odkryła, że zniknęły pieniądze z jej skrytki.
– Kinga, nie brałaś pieniędzy z szuflady? – zapytała ostrożnie.
– Jakie pieniądze? – dziewczyna nawet nie oderwała wzroku od telefonu.
– No, tam odkładałam na twoje nowe buty sportowe. Było tysiąc dwieście złotych.
– Nic nie brałam. Może sami wydaliście i zapomnieliście?
Marta wtedy milczała, ale serce ją zabolało. Pamiętała dokładnie, że była ta suma. A wydać ją nie mieli gdzie – emerytura niewielka, żyli oszczędnie.
A potem zaczęły się nocne eskapady. Kinga myślała, że jej nie słyszą, ale Marta spała czujnie, jak wszyscy starsi ludzie. Słyszała, jak skrzypią deski na korytarzu, jak ostrożnie przekręca się klucz w zamku.
Najpierw chciała porozmawiać z dziewczyną szczerze. Ale za każdym razem, gdy próbowała zagaić, Kinga machała ręką lub w ogóle wychodziła.
A teraz ta karteczka. Marta nie mogła zrozumieć, kim był ten Kuba i co planowali robić po nocy.
– Marta, a gdzie Kinga? – Krzysztof wszedł do kuchni, wycierając ręce w ręcznik.
– W swoim pokoju. Znowu grzebie w tym telefonie.
– Może trzeba z nią porozmawiać? Zupełnie się rozpuściła.
– Próbowałam. Nawet słuchać mnie nie chce.
Krzysztof usiadł przy stole i nalał sobie herbaty z dzbanka.
– A co to u ciebie w ręce?
Marta podała mu karteczkę. Mąż przeczytał i zmarszczył brwi.
– Gdzie znalazłaś?
– W dżinsach, jak prać zbierałam.
– No to już poważnie. Trzeba z nią porządnie pogadać.
W tej chwili do kuchni weszła Kinga. Wysoka, chuda, z długimi ciemnymi włosami. Ładna dziewczyna, ale wzrok miała kolący, nieprzyjemny.
– A, o mnie gadacie? – rzuciła, otwierając lodówkę.
– Kinga, usiądź, proszę – poprosiła Marta. – Musimy porozmawiać.
– O czym?
– O tym – Krzysztof pokazał karteczkę.
Twarz dziewczyny na moment stała się zagubiona, ale szybko się pozbierała.
– No i co? To prywatna sprawa.
– Nie masz żadnych prywatnych spraw – warknął Krzysztof. – Mieszkasz w naszym domu, odpowiadamy za ciebie.
– Tak? A myślałam, że wzięliście mnie z litości – Kinga usiadła przy stole, ale trzymała się wyzywająco. – Że dobrzy wujek i ciocia przygarnęli sierotę.
– Kinga! – oburzyła się Marta. – Jak możesz tak mówić? Kochamy cię jak własną córkę!
– Kochacie? – dziewczyna uśmiechnęła się drwiąco. – To dlaczego kontrolujecie mój każdy krok? Dlaczego nie mogę spotykać się z chłopakiem?
– Bo jesteś jeszcze dzieckiem – włączył się Krzysztof. – I bo nie wiemy, co to za jeden.
– Kuba jest w porządku. On mnie rozumie, nie to co wy.
– A ile ten Kuba ma lat? – spytała Marta.
Kinga milczała przez chwilę.
– Dwadzieścia jeden.
– Co?! – Marta aż podskoczyła. – Ty masz szesnaście, a on dorosły facet! Rozumiesz, że to przestępstwo?
– Żadne to przestępstwo! – wrzasnęła Kinga. – Kochamy się!
– Miłość – pokręcił głową Krzysztof. – W twoim wieku to nie miłość, tylko głupota.
– Wy nic nie rozumiecie! – dziewczyna zerwała się od stołu. – Jesteście starzy, nigdy nie mieliście dzieci, co wy możecie wiedzieć!
Słowa uderzyły Martę jak policzek. Zbladła i złapała się za serce.
– Kinga, po co tak… – zaczął Krzysztof, ale siostrzenica go przerwała.
– Co, prawda boli? Nie prosiłam, żeby mnie brać! Żyłabym w domu dziecka, nikomu bym nie zawadzała!
– To się pakuj i wynoś! – nie wytrzymał Krzysztof. – Jeśli my tacy beznadziejni!
– Krzysiu, nie rób tak – cicho powiedziała Marta.
– Niech idzie do tego Kuby, skoro nas nie potrzebuje!
Kinga spojrzała na nich wyzywająco.
– Dobra. Spakuję się i pójdę. A pieniądze, które na mnie wydaliście, oddam. Kuba mi pomoże.
Wyszła z kuchni, głośno zatrzaskując drzwi. Marta rozpłakała się.
– Krzysiu, co my zrobiliśmy…
– Nic nie zrobiliśmy. Sama wybrała. Nie jesteśmy jej wrogami.
– Ale to jeszcze dziecko. Co z nią będzie?
Krzysztof objął żonę za ramiona.
– Nie wiem, Marto. Nie wiem.
Z pokoju Kingi dochodziło stukanie – dziewczyna pakowała rzeczy do torby. Marta chciała podejść, porozmawiać, ale nie miaKiedy Krzysztof wrócił do domu, przynosząc z apteki leki na uspokojenie, zobaczył Martę siedzącą w milczeniu przy oknie i wiedział, że ich życie już nigdy nie będzie takie samo.



