Jestem zamężna od czterech lat i przez cały ten czas mój mąż był niemal idealnym partnerem – nie potrafię nawet przypomnieć sobie poważniejszych kłótni między nami.
Ostatnio zaczęliśmy myśleć o dziecku – próbujemy, planujemy, ale na razie bez rezultatu. Winna jest moja nierównowaga hormonalna, ale mąż nigdy nie miał mi tego za złe. Zdecydowaliśmy, że jeśli nie uda nam się mieć własnego dziecka, rozważymy adopcję.
Wydawało mi się, że mamy niemal idealne małżeństwo – choć może brakuje w nim nieco namiętności, przez co nie jest doskonałe.
Mam też dobrą przyjaciółkę, Jagodę. Ona jeszcze nie założyła rodziny, więc spędzamy razem sporo czasu, często chodzimy na zakupy. Jagoda jest piękną dziewczyną – dba o siebie, regularnie ćwiczy na siłowni, a do tego dobrze zarabia. Mój mąż, Tomek, też ją zna – chodzą do tego samego klubu fitness, ale rzadko się tam spotykają, bo trenują o różnych porach.
Nigdy nie byłam zazdrosna i zawsze ufałam mężowi… aż do pewnego wieczoru. Czekałam, aż wróci z siłowni, gdy postanowiłam wyjść do sklepu po chleb na kolację. I wtedy, między półkami, zobaczyłam nieprzyjemny widok – Tomek nie tylko flirtował z Jagodą, ale też delikatnie ją obejmował. Gdy mnie zauważyli, szybko odskoczyli od siebie, ale widok wystarczył. Wybuchnęłam płaczem i wybiegłam ze sklepu, a mąż ruszył za mną.
Na zewnątrz zapewniał, że żadnych uścisków nie było – po prostu stali blisko i mnie się wydawało. Mówił tak przekonująco, że chciałam mu uwierzyć… ale nie potrafiłam.
Wróciłam do domu, spakowałam rzeczy i pojechałam do rodziców. Nic im nie powiedziałam – są bardzo zasadniccy, tata na pewno pojechałby się z Tomkiem rozmówić. Na razie mieszkam u nich i zastanawiam się, co dalej. Z jednej strony nie mam twardego powodu do rozwodu, z drugiej – nie potrafię już powiedzieć, że go kocham. Jagoda też próbuje się dodzwonić, ale nie mam ochoty z nią rozmawiać. Kto wie, co mi powie? Jeśli zacznie twierdzić, że mi się przewidziało, tylko pogorszy sprawę. Nie wierzę jej już – może po prostu chce się wybielić.



