Dzisiaj znów czuję się wykończona. Teściowa zamieszkała z nami pół roku temu. Ma swój dom, w zupełności mogłaby sobie radzić sama, ale przekonała mojego męża, że potrzebuje pomocy. Wmówiła mu, że jest jej strasznie, że czuje się samotna, więc w trybie pilnym spakował jej rzeczy i przywiózł do naszego dwupokojowego mieszkania.
Danuta Janicka to kobieta o niełatwym charakterze. Uwielbia być w centrum uwagi, bez względu na koszty. Dopóki żył jej mąż, trzymała się od nas z daleka. Byłam wdzięczna, bo przez wszystkie lata małżeństwa nigdy nie udało nam się znaleźć wspólnego języka.
— Oj, córeczko, przed przyjściem męża zawsze trzeba wyglądać schludnie. Nawet w moim wieku nie pozwalałam sobie na takie niedbalstwo. I mięso powinno się gotować inaczej, może zapisałabyś się na jakieś kursy, skoro mama cię nie nauczyła.
Takie uwagi słyszałam od niej od zawsze. Według niej, ona robi wszystko perfekcyjnie, a ja mam ręce przyrosłe do innych części ciała. Kiedy widywaliśmy się tylko na święta, zaciskałam zęby i znosiłam jej docinki w milczeniu. Ale teraz, gdy muszę słuchać tego codziennie, zaczynam tracić cierpliwość.
Teść zmarł w zeszłym roku. Spodziewaliśmy się tego, bo od lat zmagał się z nowotworem. Po jego śmierci teściowa wyglądała jak cień — nie jadła, nie piła, wpatrzona w pustkę. Przez pierwszy miesiąc baliśmy się ją nawet zostawiać samą.
Z czasem jednak otrząsnęła się i wróciła do dawnej formy. Znów zaczęła mi dokuczać i traktować z góry. Myślałam, że to znak, że odzyskała siły. Niestety, moja radość była przedwczesna — wkrótce zaczęła namawiać syna, że nie daje już rady mieszkać sama.
— Czuję się tak samotna, jakbym nikomu nie była potrzebna. Boję się zostać w domu, a do tego znów ta tachykardia. Może zamieszkalibyśmy razem? — lamentowała.
Mąż nie był zachwycony tym pomysłem, ale ustąpił. Nieustanne telefony i opowieści o jej niedoli w końcu go złamały. Tylko ja się opierałam — stanowczo nie chciałam mieszkać z teściową. Proponowała nawet, żebyśmy się do niej wprowadzili, bo jej dom jest większy. Owszem, ale tam na pewno nie byłabym gospodynią. A nasze mieszkanie jest w centrum — blisko do pracy i przedszkola.
Wiedziałam, że nie wolno mi dać się wciągnąć w jej grę, bo na swoim terenie pożre mnie żywcem. Mąż próbował mnie zrozumieć, ale matka to matka. Obiecał, że zrobi wszystko, by jej pobyt u nas był tylko tymczasowy. Mówił, że będzie ją pilnował, żeby nie czepiała się mnie nadaremnie.
Minęło sześć miesięcy. Nasz związek jest w ruinie — bliżej nam do rozwodu niż do szczęśliwego małżeństwa. Jestem rozdrażniona, zestresowana, bo krążę wokół teściowej jak pokojówka.
Zrób herbatę, wyprowadź na spacer, włącz serial… A potem jeszcze wysłuchaj monologu, jak to nikt o niej nie pamięta. A jeśli coś zrobisz nie tak, od razu udaje atak serca i każe wzywać pogotowie.
Chcieliśmy z mężem wyjechać nad morze, ale teściowa zalała się łzami, że znowu ją porzucamy. W końcu powiedziała, żebyśmy ją zabrali. Tyle że ja nie chcę takiego „odpoczynku”. Mąż tylko wzrusza ramionami, a ja czuję, że moja cierpliwość się kończy. Jeśli jego mama jest dla niego ważniejsza niż nasze małżeństwo — cóż, widocznie czas na rozwód.



