– Co ty wygadujesz, mamo?! – wybuchnęła Kinga, chwytając się oparcia krzesła. – Jaka obca? Jestem twoją córką!
– Nie krzycz na mnie! – Wanda Ignatowicz machnęła ręką, nawet nie podnosząc wzroku z gazety. – Powiedziałam, co powiedziałam. A ty w ogóle kim jesteś, żeby mi rozkazywać?
– Mamo, co ty wyprawiasz? – do pokoju wpadł Krzysztof, mąż Kingi. – Sąsiedzi już w ścianę stukają!
– Niech stukają – mruknęła starsza kobieta. – W swoim domu mówię, co chcę.
Kinga opadła na kanapę, czując, jak nogi się pod nią uginają. Wszystko zaczęło się od głupstwa – poprosiła matkę, żeby nie wyrzucała resztek zupy, chciała jutro podgrzać. A w odpowiedzi usłyszała coś, w co do tej pory nie mogła uwierzyć.
– Mamo, może ciśnienie skoczyło? – ostrożnie zapytała Kinga. – Brałaś tabletki?
– Jakie ciśnienie? – Wanda wreszcie oderwała wzrok od gazety i spojrzała na córkę zimnymi oczami. – Mówię wyraźnie – jesteś mi obca. I zawsze byłaś.
Krzysztof wymienił spojrzenie z żoną. Od trzydziestu lat znał teściową i widział ją w różnych nastrojach, ale takiego wybuchu jeszcze nie pamiętał.
– Wanda Ignatowicz, może wezwiemy lekarza? – zaproponował. – Dziś jest pani jakaś nieswoja.
– Jestem przy zdrowych zmysłach! – zaperzyła się starsza kobieta. – Dość już tego udawania! Koniec z graniem w szczęśliwą rodzinkę!
Kinga poczuła, jak brakuje jej tchu. W gardle stanął jej guzek, a w głowie kołatała się jedna myśl: czy mama naprawdę tak myśli? Czy całe życie ukrywała, że jej nie kocha?
– Mamo, co ty mówisz? – głos jej drżał. – Zawsze byłam przy tobie. Opiekowałam się, gdy byłaś chora. Pomagałam pieniędzmi, przynosiłam zakupy…
– Właśnie o to chodzi! – Wanda zerwała się z miejsca, gazeta spadła na podłogę. – Wszystko z litości robiłaś! Myślałaś, że musisz! A po co mi taka pomoc?
– Z litości? – Kinga nie wierzyła własnym uszom. – Co ty, mamo? Przecież cię kocham!
– Kłamiesz! – starsza kobieta podeszła do okna i wpatrzyła się w podwórko. – Nikt mnie nie kocha. I ty też nie.
Krzysztof delikatnie wziął żonę za rękę. Kinga była blada jak ściana, trzęsła się.
– Chodźmy do kuchni – szepnął. – Daj jej ochłonąć.
– Nie – Kinga wstała. – Mamo, wyjaśnij mi, o co chodzi. Dlaczego tak mówisz?
Wanda powoli się odwróciła. Na jej twarzy pojawił się dziwny grymas.
– Co mam tłumaczyć? Myślisz, że nie wiem, co o mnie mówisz? Stara, chora, ciężar dla wszystkich?
– Nigdy tak nie mówiłam!
– Ależ skąd! – machnęła ręką. – Słyszałam was z mężem. W kuchni szeptaliście, myśleliście, że nie słyszę. A ja, między nami mówiąc, słuch mam dobry.
Krzysztof zmarszczył brwi. Próbował sobie przypomnieć, o czym mogli mówić, że aż tak teściową wyprowadzili z równowagi.
– O czym my mówiliśmy? – zapytał.
– Nie pamiętasz? – Wanda przymrużyła oczy. – O tym, że trzeba mnie do domu starców oddać. Że wam w życiu przeszkadzam.
Kinga aż sapnęła. Rzeczywiście, miesiąc temu rozmawiali o tym z Krzysztofem. Ale nie dlatego, że chcieli się jej pozbyć, tylko dlatego, że się martwili. Wanda coraz częściej zapominała wyłączyć gaz, myliła sąsiadkę, którą znała od lat.
– Mamo, nigdzie cię nie chcieliśmy wysyłać – próbowała wyjaśnić Kinga. – Po prostu się baliśmy…
– Nie zawracaj mi głowy! – przerwała starsza kobieta. – Już wszystko wiem! Mam was dość, waszej udawanej troski!
– Wanda Ignatowicz, przecież pani wie, że ją kochamy – wtrącił się Krzysztof. – Kinga nie odstępowała pani, gdy była pani chora. Noce przy pani spędzała.
– Z obowiązku! – odcięła się starsza kobieta. – Bo tak trzeba! A prawdziwej miłości od niej nie widziałam!
Kinga poczuła, że łzy napływają do oczu. Jak można tak mówić? Całe życie starała się być dobrą córką. Nawet gdy było ciężko, nawet gdy własne dzieci potrzebowały uwagi, zawsze znajdowała czas dla matki.
– Mamo, dlaczego tak robisz? – głos jej załamał się. – Co złego ci zrobiłam?
– A co dobrego? – Wanda opadła z powrotem na fotel. – Żyjesz swoim życiem, przychodzisz, gdy wypada, rytualnie pytasz o zdrowie. I myślisz, że to wystarczy?
– Ale ja codziennie dzwonię! Kupuję leki, wzywam lekarzy!
– Wszystko na odczepnego! – Wanda pokręciła głową. – A gdzie ty byłaś sercem? Kiedy ostatnio tak po prostu przyszłaś, herbaty ze mną się napiła, pogadała po ludzku?
Kinga się zamyśliła. Rzeczywiście, ostatnio ich spotkania ograniczały się do sprawunków. Lekarstwa, sprawozdania z przychodni, coś w domu do naprawienia.
– Mamo, przecież mam swoją rodzinę, pracę…
– Właśnie! – przerwała starsza kobieta. – Ty masz wszystko, a ja tylko ściany. Siedzę sama i czekam, aż córka zechce wpaść!
– To zamieszkaj z nami! Ile razy proponowaliśmy!
– Po co mi to? Żebym była ciężarem? Żeby wnuki krzywo patrzyły, a zięć wzdychał?
Krzysztof chciał coś powiedzieć, ale Wanda go nie puściła.
– Myślisz, że nie widzę? Jak przychodzisz, to się spieszy– To nieprawda – szepnęła Kinga, przytulając matkę mocniej i czując, jak ich wspólne łzy zacierają lata niewypowiedzianych słów.



