Drzwi, które już zamknęłam

Drzwi już się nie otworzą

— Mamo, otwórz drzwi! Mamo, proszę cię! — pięści syna uderzały w metalową powierzchnię z taką siłą, że zdawało się, iż drzwi zaraz wyskoczą z zawiasów. — Wiem, że jesteś w domu! Samochodu nie ma, więc nigdzie nie wyjechałaś!

Weronika Nowak siedziała w fotelu tyłem do wejściowych drzwi, kurczowo ściskając w dłoniach filiżankę zimnej herbaty. Ręce trzęsły się tak mocno, że porcelana dzwoniła o spodek.

— Mamo, co się dzieje? — głos Kamila brzmiał coraz bardziej desperacko. — Sąsiedzi mówią, że od tygodnia nikogo nie wpuszczasz! Nawet Ani nie chciałaś wpuścić!

Na dźwięk imienia synowej Weronika mimowolnie się skrzywiła. Ania. Jego ukochana Ania, dla której był gotów na wszystko. Nawet na to, co wydarzyło się w zeszły czwartek.

— Mamo, wezwę ślusarza! — zagroził Kamil. — Wysłuchamy zamek!

— Nie waż się! — krzyknęła wreszcie Weronika, nie odwracając się. — Nie waż się mnie dotykać!

— Mamo, ale dlaczego? Co się stało? Porozmawiaj ze mną!

Weronika zamknęła oczy, próbując zebrać myśli. Jak wytłumaczyć synowi to, co usłyszała? Jak powiedzieć mu o rozmowie, którą przypadkiem podsłuchała w przychodni?

— Mamo, proszę — głos Kamila stał się cichszy, błagalny. — Martwię się o ciebie. Ania też się martwi.

Ania się martwi. Oczywiście, że się martwi. Pewnie boi się, że plany się rozsypią.

— Idź, Kamil. Idź i nie wracaj.

— Mamo, czy ty jesteś chora? Masz gorączkę? Może wezwę lekarza?

— Nie potrzebuję lekarza. Potrzebuję, żebyś dał mi spokój.

Weronika wstała z fotela i podeszła do okna. Na podwórku stał Kamil, rozmawiając przez telefon. Pewnie dzwonił do swojej Ani, opowiadając, że matka znowu kaprysi.

Syn podniósł głowę i zobaczył ją w oknie. Pomachał ręką, dając znać, że wraca na górę. Weronika odeszła od okna i znów usiadła w fotelu.

Minutę później znów rozległo się pukanie do drzwi.

— Mamo, to ja z Anią. Otwórz, proszę.

Weronika zacisnęła zęby. Więc przyprowadził ją. Swoją żonę, która tak troskliwie planowała przyszłość.

— Weroniko — zabrzmiał łagodny głos synowej — to Ania. Otwórz, proszę. Kamil bardzo się martwi.

Jaka aktorka. Nawet głos potrafi zmienić, gdy trzeba.

— Przynieśliśmy ci zakupy — mówiła dalej Ania. — Mleko, chleb, twoje ulubione pierniczki.

Pierniczki. Weronika gorzko się uśmiechnęła. Miesiąc temu Ania dowiedziała się, że teściowa lubi pierniczki z cynamonem, i odtąd ciągle je kupowała. Taka troskliwa synowa.

— Weroniko, niech pani chociaż coś powie — głos Ani stał się zaniepokojony. — Naprawdę się martwimy.

— Martwicie się — powtórzyła cicho Weronika, tak że za drzwiami nie usłyszeli.

— Mamo, nie odejdę, dopóki nie otworzysz! — oznajmił Kamil. — Będę tu stał całą noc, jeśli trzeba!

Weronika wiedziała, że syn nie żartuje. Zawsze był uparty, od dziecka. Jeśli coś postanowił, dopiął swego.

— Dobrze — powiedziała w końcu. — Ale tylko ty. Sam.

— Co? — nie zrozumiał Kamil.

— Ania niech idzie do domu. Porozmawiam tylko z tobą.

Weronika usłyszała, jak szeptali coś do siebie za drzwiami.

— Mamo, ale dlaczego? Ania też się martwi.

— Bo ja tak mówię. Albo ty sam, albo nikt.

Znów ciche szepty, potem głos Ani:

— Dobrze, Weroniko. Ja pójdę. Kamil, zadzwoń, jak się wszystko wyjaśni.

Weronika poczekała, aż kroki Ani ucichną na schodach, po czym podeszła do drzwi i przekręciła klucz.

Kamil wpadł do mieszkania jak huragan, od razu objął matkę i zaczął ją oglądać.

— Mamo, schudłaś! I jakaś blada! Co się stało? Zachorowałaś?

— Nie zachorowałam — Weronika uwolniła się z jego objęć i przeszła do kuchni. — Herbatę chcesz?

— Tak — Kamil usiadł przy stole i wpatrywał się w matkę. — Mów, co się dzieje. Dlaczego od tygodnia siedzisz w domu? DlaczWeronika spojrzała przez okno na zapadający zmierzch i westchnęła ciężko, wiedząc, że od teraz jej dom będzie miał tylko jedną furtkę – dla tych, którzy przychodzą z sercem, nie z kalkulacją.

Rate article
Fajna Tajna
Drzwi, które już zamknęłam