A więc nie zaprosisz mnie na swój ślub? Wstydzisz się mnie?

No więc, na ślub mnie nie zaprosisz, córeczko? Wstydzisz się mnie?

Małgorzata zakochała się w swoim koledze z liceum, Jacku, w klasie maturalnej. Był zwyczajnym, niepozornym chłopakiem. Ale po wakacjach nagle wyrósł, rozwinął się w ramionach. Pewnego dnia na lekcji WF-u skręciła nogę. Jacek zaniósl ją w ramionach do gabinetu pielęgniarki. Przytulała się do niego, nagle zauważając, jaki jest silny i przystojny.

Od tamtej chwili już się nie rozstawali. Wiosną Małgorzata zrozumiała, że jest w ciąży. Po maturach wzięli ślub. Jacek nie poszedł na studia, zaczął pracować na budowie. Tuż przed Sylwestrem Małgorzata urodziła córeczkę, Kasię. Jacek pomagał młodej żonie: spacerował z córką, gdy Gosia prała, gotowała albo po prostu odsypiała noc. Wiosną poszedł do wojska.

A tu nowa bieda – ojciec nagle porzucił matkę Małgorzaty dla innej kobiety. Mama nie mogła sobie z tym poradzić. Gasła w oczach, straciła chęć do życia. Zdiagnozowano u niej szybko postępującego raka i po dwóch miesiącach zmarła. Gosia została sama z maleństwem. Teściowa czasem wpadała, ganiła Małgorzatę, że całkiem się zaniedbała, w mieszkaniu bałagan, dziecko nie zadbane. Ale pomocy nie oferowała.

Starsza pani z sąsiedztwa ulitowała się nad Gosią. Poprosiła, by sprzątała jej mieszkanie i chodziła po zakupy za niewielkie pieniądze. Przy okazji zgadzała się popilnować Kasię.

Małgorzata radziła sobie, jak potrafiła. W końcu Jacek wrócił z wojska. Ale przyszedł tylko po to, by powiedzieć, że ich ślub był błędem, że dziecięca miłość minęła, że w młodości narobili głupstw. Oskarżył ją, że swoją ciążą skrępowała go jak kajdany. A on chce dalej się uczyć.

Gosia została sama z małą Kasią. I nikogo w pobliżu, komu by się poskarżyła, poprosiła o pomoc, wypłakała. Wyczerpywała siły, samotnie wychowując córkę. A Kasia wyrosła na prawdziwą piękność, prymuskę. Nie brakowało chłopaków wokół niej. Ale Kasia odrzucała zaloty wszystkich adoratorów.

– Nikogo ci się nie podoba? – pytała Małgorzata.

– Dlaczego? Podoba mi się Marek. Jacek też niczego sobie. Ale oni są tacy sami jak my z tobą. Ich rodzice żyją od pierwszego do pierwszego. Nie chcę tak. Nie chcę spędzić całego życia w biedzie. Jestem ładna, a uroda ma swoją cenę.

– Uroda szybko mija, córeczko. W swoim czasie też byłam ładna, a popatrz, co się ze mną stało. Jak cię urodziłam, gdzie się to wszystko podziało?

– Co ty mnie z sobą porównujesz, mamo? – Ja nie mam zamiaru rodzić, przynajmniej nie w najbliższym czasie. Najpierw trzeba dobrze wyjść za mąż, znaleźć bogatego i spełnionego męża – przerwała matce Kasia.

– Ale gdzie ty go znajdziesz, tego bogacza? W naszym małym miasteczku więcej jest palców u jednej ręki niż bogatych. I nie w pieniądzach szczęście. Bogaci wybierają sobie równych, na takich jak ty nawet nie spojrzą – tłumaczyła Małgorzata.

– A ja i nie zamierzam tu zostać. Szkołę skończę, pojadę na studia do Warszawy. Tam więcej możliwości. A tak w ogóle, mamo, potrzebuję nowej sukienki. I butów. I płaszcz widziałam modny w sklepie. Nie mogę jechać w takim obdartym ubraniu – Kasia pokazała na ładną sukienkę, na którą Małgorzata zbierała pieniądze kilka miesięcy.

I wzięła dodatkową pracę. Do domu wracała wykończona. Od razu kładła się spać. We wszystkim sobie odmawiała, byleby Kasia miała wszystko jak inni. Sąsiedzi chwalili Małgorzatę, jaką mądrą i ładną córkę sama wychowała, bez męża. Gosia była dumna z córki, nie mówiąc, ile ją to kosztowało. Coraz bardziej oddalały się od siebie, przestały się rozumieć i słyszeć, choć żyły pod jednym dachem.

Po maturze Kasia wyjechała do Warszawy, zabierając matce ostatnie pieniądze. Dostała się na uniwersytet. Dzwoniła do domu rzadko, a na telefony Małgorzaty odpowiadała krótko, że u niej wszystko w porządku, że nie ma czasu, zajęta nauką, prosiła o przysłanie pieniędzy. Przez cały czas studiów nie było nawet dwóch tygodni, by Kasia odwiedziła dom. Na ostatnim roku nagle przyjechała w środku semestru.

– Mamo, wychodzę za mąż. Ojciec Artura jest biznesmenem. Mieszkają w ogromnym domu. Zrobiłam prawo jazdy. Po ślubie Artur kupi mi samochód… – opowiadała córka, zachłystując się.
Małgorzata cieszyła się, widząc, że córce naprawdę dobrze się wiedzie.

– Jakże się cieszę dla ciebie, córeczko. A kiedy mnie poznasz z narzeczonym? Na ślub nawet nie mam się w co ubrać. Nic nie szkodzi, poproszę Martę z piątego piętra, żeby uszyła mi sukienkę. Pracuje w atelier. A kiedy ślub? Żeby zdążyć z sukienką. – Zaniepokoiła się Małgorzata.

Kasia spojrzała w bok, zawahała się.

– Mamo, powiedziałam rodzicom Artura, że mieszkasz za granicą i nie możesz przyjechać. – Ostrożnie zaczęła Kasia, ale widząc szeroko otwarte ze zdumienia oczy matki, przeszła do krzyku. – Nie mogłam przecież powiedzieć, że jesteś zwykłą sprzątaczką, że jesteśmy biedni. Rodzice Artura by tego nie zrozumieli, wtedy o żadnym ślubie nie mogłoby być mowy, jak ty tego nie rozumiesz?

– Więc na ślub mnie nie zaprosisz? Wstydzisz się mnie? – wprost zapytała zmartwiona Małgorzata. – Jak to tak? To nieładnie. Co ja ludziom powiem?

– Mam wywalone, co ludzie powiedzą albo pomyślą. Co powiedzieli, gdy tatuś zostawił cię samą z dzieckiem? Chociaż jedna osoba ci wtedy pomogła? Jeśli nie chcesz, żebym jak ty całe życie przeżyła w biedzie, harując na trzech etatach, zaakceptujesz moje warunki i nie przyjedziesz na ślub. Kim ty jesteś, a kim oni? Popatrz na siebie. Zębów ci brak, ubrana jak babcia z wsi…

Słowa Kasi boleśnie odbiły się w sercu Małgorzaty.

– Nie spodziewałam się tego po tobie, córeczko. Wszystko dla ciebie robiłam, we wszystkim sobie odmawiałam, a ty… Wcześniej czy później twój narzeczony i jego rodzice dowA po kilku latach, gdy Kasia sama została matką i doświadczyła trudów rodzicielstwa, w końcu zrozumiała poświęcenie Małgorzaty i przyszła do niej z przeprosinami, a ta, jak zawsze, otworzyła ramiona i wybaczyła.

Rate article
Fajna Tajna
A więc nie zaprosisz mnie na swój ślub? Wstydzisz się mnie?