Mój mąż twierdzi, że nie mam tutaj znaczenia

— Kim ty w ogóle jesteś, żeby mi rozkazywać? — Kazik nagle odwrócił się od lodówki, trzymając w ręku puszkę piwa. — Ty w tym domu jesteś nikim! Jasne?

Irenka stała przy kuchence, mieszała rosół, i czuła, jak drżą jej dłonie. Warząchew stuknęła o brzeg garnka.

— Nikim? — powtórzyła cicho. — Czy ja nie jestem twoją żoną?

— Żoną! — Kazik prychnął i otworzył puszkę. — Jaka tam żona. Sprzątaczka, oto kim jesteś. I to kiepska.

Irenka wyłączyła gaz i odwróciła się do męża. Czterdzieści trzy lata wspólnego życia. Czterdzieści trzy lata gotowała mu obiady, prała koszule, prasowała spodnie. Wychowywała dzieci, kiedy on robił karierę.

— Sprzątaczka, mówisz? — Jej głos stał się twardszy. — A kto ci pierze te koszule? Kto gotuje, sprząta, opiekuje się twoją matką?

— To twój obowiązek! — Kazik walnął puszką w stół. — Ja zarabiam pieniądze, płacę rachunki, a ty co? Zupę gotujesz? To każda baba potrafi.

— Każda baba — powtórzyła Irenka. Coś w niej pękło. — Rozumiem.

Zdjęła fartuch i powiesiła na haczyku. Kazik dopijał piwo, stojąc do niej plecami.

— Więc każda baba — mruknęła pod nosem. — Zobaczymy.

Przeszła do sypialni i wyciągnęła z szafy starą walizkę. Kazik usłyszał szelest i zajrzał do pokoju.

— Co ty robisz?

— Pakuję się — spokojnie odparła Irenka, składając do walizki swoje rzeczy. — Skoro tu jestem nikim, to znaczy, że nie mam tu miejsca.

— Gdzie się pakujesz? — Kazik zmarszczył brwi.

— Do Jadzi. Odwiedzę ją na trochę.

Jadzia była młodszą siostrą Irenki. Mieszkała sama w dwupokojowym mieszkaniu, pracowała w przychodni jako pielęgniarka.

— No bez jaj — Kazik machnął ręką. — Nie wygłupiaj się. Kto będzie gotował?

— A to ważne? — Irenka zapięła walizkę. — Sam powiedziałeś, że każda baba to potrafi. Znajdź sobie jakąś.

Kazik bezradnie patrzył, jak żona ubiera się w płaszcz.

— Irenka, nie kapryś. Nie chciałem cię urazić.

— Oczywiście, że nie — włożyła rękawiczki. — Po prostu powiedziałeś prawdę. Jestem nikim w tym domu.

— No przestań już! — Głos męża stał się głośniejszy. — Kto ci pozwolił wychodzić?

Irenka zatrzymała się w drzwiach i spojrzała na Kazika.

— Nikt. Sama sobie pozwoliłam. Czy i na to nie mam prawa?

Wyszła z mieszkania, zostawiając męża z otwartymi ustami.

Na dworze było chłodno, październik już rozgościł się na dobre. Irenka wsiadła do autobusu i pojechała do siostry. Po drodze telefon dzwonił, ale nie odbierała.

Jadzia otworzyła drzwi w szlafroku i kapciach.

— Irenka! Co się stało? — Zobaczyła walizkę w ręku siostry.

— Mogę u ciebie przenocować? — spytała Irenka.

— Oczywiście, wchodź. Co się wydarzyło?

Usiadły w kuchni, Jadzia zaparzyła herbatę. Irenka opowiedziała o kłótni z mężem.

— On się w ogóle ośmielił? — oburzyła się Jadzia. — Nikim w domu! Po tylu latach!

— Wyobraź sobie — Irenka otarła oczy chusteczką. — Całe życie dla niego, dla dzieci. A on mówi, że każda baba to umie.

— Niech znajdzie tę każdą babę — prychnęła Jadzia. — Zobaczymy, jak bez ciebie przeżyje.

Telefon znowu zadzwonił. Irenka spojrzała na wyświetlacz — Kazik.

— Nie odbieraj — poradziła Jadzia. — Niech pomyśli.

Irenka położyła telefon na stole i nie odebrała.

Rano obudziła się na kanapie w salonie. Jadzia już szykowała się do pracy.

— Zostań, ile potrzebujesz — powiedziała siostra. — Mam zapasowe klucze.

Irenka została sama w obcym mieszkaniu. Niefamiliarnie było nic nie robić. W domu o tej porze zwykle przygotowywała Kazikowi śniadanie, pakowała mu drugie śniadanie do pracy, planowała dzień.

Telefon milczał. Widocznie mąż uznał, że wróci sama, jak ochłonie.

Irenka zrobiła sobie śniadanie i usiadła z kubkiem kawy przy oknie. W sercu było dziwnie — smutno, ale i jakoś lżej. Od ilu lat nie jadła śniadania w ciszy, nie myśląc o tym, co ugotować mężowi na obiad?

W południe zadzwoniła starsza córka Monika.

— Mamo, tata dzwonił. Mówi, że się pokłóciliście?

— Pokłóciliśmy — potwierdziła Irenka.

— O co?

— Powiedział, że jestem nikim w domu. Że jestem sprzątaczką, i to słabą.

— Mamo! — Monika była oburzona. — Jak on mógł coś takiego powiedzieć?

— Bardzo prosto. Widocznie tak myśli.

— Ale to nieprawda! Ty całe życie dla rodziny!

— Tak myślałam. A okazuje się, że jestem tylko sprzątaczką.

Monika zamilkła.

— Mamo, a gdzie teraz jesteś?

— U cioci Jadzi.

— Długo tam zostaniesz?

— Nie wiem. Może znajdę pracę. Skoro jestem sprzątaczką, to mam doświadczenie.

— Mamo, nie mów głupot! — Monika wyraźnie się denerwowała. — Jesteście dorośli, znajdźcie kompromis.

— Kompromis? — Irenka uśmiechnęła się gorzko. — W czym? On powiedział prawdę. Naprawdę jestem nikim w tym domu.

— Mamo, no przestań! Tata po prostu się zdenerwował. Zmęczony pewnie.

— Zmęczony — powtórzyła Irenka. — A ja, znaczy się, nie jestem. Czterdzieści trzy lata nie jestem.

Monika westchnęła.

— Dobrze, z nim pogadam. A ty pomyśl, czy warto niszczyć rodzinę przez jedno zdanie.

— Przez jedno zdanie? — Irenka pokręciła głową. — Moniko, to nie jest jedno zdanie. To po prostu pierwszy raz powiedział na głos to, co myśli.

Wieczorem Jadzia wróciła zmęczona z pracy.

— Jak tam? — spytała, zdejmując fartuch.

— Normalnie. Monika dzwoniła.

— I co mówi?

— Prosi, żebym pogodziła się z ojcem.

Jadzia usiadła obok siostry na kanapie.

— A ty co myślisz?

— Nie wiem — szczerze odpowiedziała Irenka. — Może ma racPo miesiącu pracy u nowych pracodawców, którzy traktowali ją jak rodzinę, Irenka w końcu poczuła, że jest kimś ważnym — a kiedy pewnego dnia Kazik pojawił się w drzwiach z bukietem kwiatów i przeprosinami, uśmiechnęła się tylko i powiedziała: “Chyba jednak jesteś spóźniony o kilka epok, Kaziu”.

Rate article
Fajna Tajna
Mój mąż twierdzi, że nie mam tutaj znaczenia