Tamta noc podzieliła życie Karoliny na „przed” i „po”.
— Słuchaj, Karolina, poznałem inną. Ona i ja… to idealne połączenie. Romantyka! Nie jak u nas – raz na święta – wyznał Damian, zdejmując obrączkę.
Mówił to z przekąsem, jakby winę za wszystko ponosiła ona. Karolina wysłuchała w milczeniu. Nie błagała, nie płakała, nie zatrzymywała. Puściła.
— Nie będziemy się dzielić. Mieszkanie jest moje, kupione przed ślubem, samochód też. Psa tym bardziej nie oddam. Choć wzięliśmy go w związku, to moja jedyna pociecha – powiedziała po chwili.
— Mnie się pies na nic nie zdał. Zabieraj. Ale za mieszkanie i auto podzieliłbym się.
— Gdybyś wkładał w nie pieniądze – przerwała Karolina. – A tak – trudno.
Damian próbował coś udowodnić, ale ostatecznie wyszedł. A ona została – z psem, Burem, i pragnieniem zemsty. Za wszystko.
Karolina ciężko znosiła zdradę.
— Chyba już nigdy nikomu nie zaufam – zwierzyła się przyjaciółce.
— Nie rozumiem, jak mogłaś go tak łatwo wypuścić. Trzeba było dać nauczkę.
— Jak?
— Przytrzymać, a potem rzucić.
Karolina tylko wzruszyła ramionami.
— Zemsta to danie, które najlepiej smakuje na zimno. Poczekaj, on sam się pojawi.
— Skąd pewność?
— Byliście razem siedem lat, a ta Ola to tylko przelotny romans z siłowni. I młodsza o piętnaście lat. Damian szybko zrozumie swój błąd.
I stało się tak.
Nie minęły trzy miesiące, a Damian znów stanął w drzwiach.
— Jesteś w domu? Przejeżdżam, muszę wpaść.
— Po co?
— Zostawiłem u ciebie ulubiony parasol. Jesień przyszła, potrzebny.
— No to zabieraj… – Karolina nie protestowała, pozwalała bywałemu przeszukiwać szafy w poszukiwaniu zapomnianych rzeczy. Widziała, jak się męczy. Miała wrażenie, że szuka pretekstu, by tu wracać.
Gdy wyniósł już wszystko do ostatniego gwoździa, znalazł nowy powód:
— Karol, zaraz podjadę. Czekaj.
— Coś jeszcze zapomniałeś? – spytała, zacierając ręce, bo ex zachowywał się tak, jak przewidziała przyjaciółka.
— Burego dawno nie widziałem. Tęsknię. On pewnie też.
— Bur za tobą? Nie ma mowy! Myślisz, że psy i kobiety czekają na zdrajców?
— I tak wpadnę. Ola zamknęła drzwi na klucz, którego nie mam, i pojechała na fitnessowy wyjazd. Muszę gdzieś spędzić noc.
— Jedź do hotelu.
— Ale… może chociaż na kolację?
— Dobrze – ulitowała się Karolina.
Damian przyjechał.
— Ta Twoja ziemniaczana babka z pieczarkami… Za nią dałbym duszę! – zachwycał się kuchnią byłej żony. – U Oli wszystko jakieś… mdłe. Ciągle na diecie. Poprosiłem o ziemniaki, a ona wrzeszczała, że tyję!
Karolina parsknęła śmiechem. Ex wyglądał żałośnie. W ciągu trzech miesięcy „wspaniałego” związku nie tylko stracił wagę, ale jakby się skurczył. Postarzał się o dobre dziesięć lat.
— Jedz. Powinieneś się odżywić – powiedziała, odkrawając duży kawał mięsa Burowi. Damian śledził wzrokiem ten ruch i pomyślał, że pies Karoliny je lepiej niż on u Oli.
— Czas na Ciebie – Karolina wskazała drzwi, widząc, że ex najadł się i na dobre zasiadł przed telewizorem. Zupełnie jak dawniej.
— Daj chociaż odpocząć! Dawno nie miałem takiego miłego wieczoru!
— Mam coś ważniejszego niż Ty.
— Naprawdę?! – Damian zmrużył oczy. Nigdy nie pomyślałby, że jego „wierna Karola” mogła kogoś spotykać.
— Mam randkę – rzuciła, obserwując jego reakcję.
— Z kim?
— Nie Twoja sprawa. Zwalniaj mieszkanie. I kanapę. Będzie potrzebna.
Twarz Damiana wydłużyła się. Zebrał się jednak w sobie i wyszedł. Liczył, że Karolina z sentymentu „uraczy” go nie tylko kanapą, ale i ciepłem.
Pakując się, rzucił jeszcze:
— Kłamiesz. Nikt do Ciebie nie przyjdzie.
— A to dlaczego?
— Gdyby przyszedł, dawno naprawiłby kran. Żaden porządny facet nie zostawiłby ukochanej w takim stanie.
— A moi mężczyźni przychodzą nie po to, by naprawiać, lecz by się cieszyć. Więc marsz, DamKarolina zamknęła drzwi, uśmiechnęła się do Burego i pomyślała, że najlepsza zemsta to po prostu szczęście.



