Notatka na lodówce

Notatka na lodówce

Danuta Wójcik obudziła się o wpół do siódmej, jak zawsze. Za oknem jeszcze ciemno, ale jej wewnętrzny zegar działał bez zarzutu od czterdziestu lat. Wstała, narzuciła szlafrok i powłóczyła się do kuchni, by zagotować wodę na herbatę.

Na lodówce bielił się kartka przyczepiona magnesem w kształcie biedronki. Dziwne, wieczorem jej tam nie było.

Danuta zdjęła kartkę i włączyła światło. Pismo było nieznane, koślawe, jakby pisała je osoba nieprzyzwyczajona do pisania.

“Danuto Wójcik! Przepraszam za kłopot. Jestem pani sąsiadką z naprzeciwka. Nazywam się Wanda. Strasznie mi głupio, ale nie mam do kogo się zwrócić. Czy mogłaby pani pożyczyć mi trochę cukru? Oddam na pewno. Mieszkanie 47. Dziękuję bardzo. Wanda Nowak.”

Danuta zmarszczyła brwi. Sąsiadka z czterdziestego siódmego? Ale tam mieszka rodzina z dziećmi, Kowalscy. Znała wszystkich lokatorów klatki na pamięć, przecież była przewodniczącą wspólnoty od dziesięciu lat.

Czajnik zagwizdał. Odłożyła kartkę i zabrała się za przygotowanie śniadania. W sercu czuła niepokój. Jak ta Wanda dostała się do mieszkania? I dlaczego nie słyszała, że Kowalscy się wyprowadzili?

Po śniadaniu Danuta ubrała się i wyszła na klatkę. Postała pod drzwiami czterdziestego siódmego, nasłuchując. Cisza. Żadnych dziecięcych głosów, żadnego hałasu. Tylko ciche buczenie telewizora.

Niezdecydowana nacisnęła dzwonek.

– Kto tam? – rozległ się zachrypnięty kobiecy głos.

– Danuta Wójcik z czterdziestego ósmego. To pani zostawiła kartkę o cukier?

Zamek zaskoczył, drzwi uchylily się na łańcuch. W szparze ukazał się kawałek pomarszczonej twarzy i jedno czujne oko.

– To pani Danuta? – nieufnie spytała nieznajoma.

– Tak. A pani Wanda Nowak?

– Tak, tak. Proszę wejść.

Łańcuch odpadł, drzwi się otworzyły. Danuta weszła do mieszkania i zdziwiła się. Wnętrze było zupełnie inne. Żadnych dziecięcych zabawek, kolorowych tapet czy rodzinnych zdjęć. Wszystko skromne, czyste, ale bardzo staroświeckie.

– Proszę usiąść – kobieta wskazała kanapę. – Herbaty się pani napije?

– Dziękuję, nie odmówię.

Danuta przyglądała się gospodyni. Wanda wyglądała na siedemdziesiąt lat, może trochę więcej. Siwe włosy starannie ułożone, na twarzy głębokie zmarszczki, ale oczy żywe, uważne.

– Przepraszam za kłopot – odezwała się Wanda, krzątając się przy herbacie. – Cukier mi się skończył, a do sklepu boję się iść. Nogi już nie te.

– Nic nie szkodzi. Ale proszę mi powiedzieć, co się stało z Kowalskimi? Wyprowadzili się?

Wanda zastygła z filiżanką w ręce.

– Kowalscy? Nie znam żadnych Kowalskich. Ja tu mieszkam od dawna.

– Od jak dawna?

– O, już ze piętnaście lat, może i więcej.

Danuta poczuła lekkie zawroty głowy. Piętnaście lat? Niemożliwe. Przecież widziała Kowalskich jeszcze w zeszłym tygodniu. Matka wiozła w wózku młodszą córeczkę, a starszy syn biegał obok.

– Wando, a jak pani przyczepiła kartkę do mojej lodówki? Przecież drzwi zWanda spojrzała na nią z dezorientacją i szepnęła: “Ależ ja nigdy nie byłam w pani mieszkaniu, Danuto”, po czym Danuta zrozumiała, że jej umysł płata jej coraz okrutniejsze figle, i postanowiła nazajutrz poprosić syna, by zamieszkał z nią na stałe.

Rate article
Fajna Tajna
Notatka na lodówce