Teściowa zmusiła mnie do rezygnacji z udziału

— Co to znaczy zrzec się udziału? — głos Marianny zadrżał. — Weroniko, to przecież spadek po moim mężu!

— A dokładniej po moim synu — odparła teściowa, wyprostowana jak struna. — Nie po tobie. Ty tu jesteś nikim, tymczasowym. Kuba jest mój, nie twój.

— Jak to tymczasowym? — Gorąca fala uderzyła Mariannę od serca aż po gardło. — Jesteśmy małżeństwem! Osiem lat razem!

— Osiem lat to nie wieczność — Weronika zaśmiała się pogardliwie. — Mój pierwszy związek trwał dwadzieścia trzy lata. A potem się rozwiedliśmy. Więc nie udawaj tu wiecznej małżonki.

Marianna stała w kuchni, nie wierząc własnym uszom. Pół godziny temu gotowała zupę pomidorową dla całej rodziny, myśląc, jak dobrze, że teściowa w końcu zgodziła się porozmawiać o podziale mieszkania po śmierci teścia. A teraz to.

— Weroniko, porozmawiajmy spokojnie — próbowała opanować drżenie głosu. — Marek zostawił mieszkanie Kubie. Zgodnie z prawem połowa należy także do mnie, jako żony.

— Nic ci nie należy! — teściowa podniosła głos. — Mój mąż dostał to mieszkanie w siedemdziesiątym piątym roku. Ja tu przeżyłam czterdzieści osiem lat! Wychowałam dzieci, niańczyłam wnuki! A ty kim jesteś? Przyjechałaś z jakiejś wioski, omotałaś mojego syna, a teraz rościsz sobie prawa!

— Nie jestem ze wsi, jestem z Kielc — odcięła się cicho Marianna. — I nikogo nie omotałam. Kuba i ja kochamy się.

— Miłość — prychnęła Weronika. — W twoim wieku jaka miłość? Masz trzydzieści osiem, zegar tyka. Chodziło ci o meldunek w Warszawie, nic więcej.

W tej chwili do kuchni wszedł Kuba z siatkami z Biedronki. Na widok czerwonych twarzy żony i matki, zesztywniał.

— Co się stało? — zapytał, stawiając torby na stole.

— Twoja matka żąda, żebym zrzekła się udziału w mieszkaniu — Marianna mówiła, walcząc ze łzami.

Kuba spojrzał na matkę, potem na żonę.

— Mamo, umawialiśmy się, że będziemy żyć razem. Po co te rozmowy?

— Kubusiu — Weronika nagle zmieniła ton na słodki — myślę o twojej przyszłości. Nigdy nie wiadomo, co się zdarzy. Rozwiedziecie się, a ona zabierze połowę.

— Mamo, przestań. Nie będziemy się rozwodzić.

— Ach, tak? — przedrzeźniła teściowa. — Ja też nie planowałam rozwodu z twoim ojcem, a jednak. Życie bywa nieprzewidywalne.

Marianna milczała, obserwując tę scenę. Kuba wyraźnie nie wiedział, co powiedzieć. Przenosił ciężar z nogi na nogę jak uczeń wezwany do tablicy bez przygotowania.

— Mamo, dlaczego tak robisz? — w końcu wykrztusił. — Marianna jest rodziną.

— Rodziną — powtórzyła Weronika. — To dlaczego nie ma dzieci? Osiem lat razem, a zero potomstwa. Może w ogóle nie może mieć?

Marianna poczuła, jak twarz płonie. To był ich najboleśniejszy temat. Ona i Kuba bardzo chcieli dziecka, ale nie wychodziło. Byli u lekarzy, brali leki — bez efektu.

— Weroniko, to nasza prywatna sprawa — warknęła przez zęby.

— Prywatna sprawa — pokręciła głową teściowa. — Żonę sobie wziął bezpłodną, a ja mam milczeć. Ja chcę wnuki, rozumiesz? Siedemdziesiątka na karku, ile jeszcze mam czekać?

— Mamo, przestań! — Kuba podniósł głos. — To nieładne.

— Co nieładne? Prawdę mówić nieładnie? — Weronika usiadła na taborecie i wyciągnęła chusteczkę. — Ja nie jestem winna, że ma problemy z kobiecymi sprawami. Może lekarz by jej poradził rozwieść się i poszukać kogoś prostszego.

Marianna nie wytrzymała.

— Wychodzę — rzuciła, rozpinając fartuszek. — Nie słucham już tego.

Weszła do sypialni, zaczęła pakować torbę. Ręce drżały, w oczach migotały czarne plamy. Czy to naprawdę się dzieje?

— Marianna, zaczekaj! — Kuba wtargnął za nią. — Nie przejmuj się, mama tylko się martwi.

— Martwi? — odwróciła się gwałtownie. — Kubie, ona żąda, żebym zrzekła się praw! Jakbym była jakąś oszustką!

— Nie żąda, tylko prosi…

— Prosi? Słyszałeś, JAK prosi? Praktycznie mnie wyrzuca!

Kuba usiadł na łóżku, masując skronie.

— Rozumiesz, mama boi się zostać na bruku. Całe życie w tym mieszkaniu.

— A ja ją wyrzucam? Mówiłam, że możemy żyć razem! Mieszkanie duże, cztery pokoje.

— Wiem, ale ona nie ufa dokumentom. Myśli, że jeśli między nami coś pójdzie źle, ona ucierpi.

Marianna zatrzymała się, patrząc na męża.

— Kuba, powiedz szczerze. Po czyjej jesteś stronie?

— Po twojej. Jesteś moją żoną.

— To dlaczego nie broniłeś mnie w kuchni? Dlaczego pozwoliłeś mówić takie rzeczy?

Kuba milczał. Marianna zrozumiała, że nie usłyszy odpowiedzi.

— Zostanę u Kingi na parę dni — powiedziała, zapinając torbę. — Muszę to przemyśleć.

— Marianna, nie odchodź. Porozmawiajmy.

— O czym? O tym, jak najlepiej zrzec się udziału? Albo jak wynieść się, żebym nie przeszkadzała twojej mamie?

Wzięła torbę, wyszła. W korytarzu natknęła się na Weronikę.

— Wychodzisz? — teściowa uśmiechnęła się z zadowoleniem. — Dobrze robisz. Przemyślisz wszystko.

— Weroniko, niech pani zrozumie — Marianna stanęła jak wryta. — Nie chcę pani mieszkania. Chcę tylko czuć, że mam dom. Że nie wyrzucą mnie przy pierwszej kłótni.

— Dom masz. W Kielcach.

— Tam od lat obcy ludzie.

— To znajdziesz gdzie indziej.

Marianna zatrzasnęła drzwi, stała na klatce, dopóki łzy nie przestały lecieć. Osiem lat małżeństwa, osiem lat bycia dobrą żoną, dobrą synową. Gotowała, sprzątała, opiekowała się teściową podczas jej chorób. A teraz to.

Kinga przyjęła ją zaskoczona.

— Marianna, co się stało? Wyglądasz jak po apokalipsie.

— Gorzej — odparła, wchodząc do środka. — Mogę zostać na noc?

— Oczywiście. Gadaj, co się dzieje.

Przy herbacie Marianna opKinga westchnęła ciężko, patrząc na przyjaciółkę: “Czasem oddanie walki jest większym zwycięstwem niż wojna, której i tak nie da się wygrać.”

Rate article
Fajna Tajna
Teściowa zmusiła mnie do rezygnacji z udziału