Ale no co ty mówisz, Aniu! – krzyknął Wojciech, wymachując rękami. – Gdzie ja podzieję swój garaż? Warsztat? Mam tam pół życia!
– A gdzie ja podzieję swoją pracę? – nie mniej głośno odpowiedziała Anna, stojąc pośrodku pokoju zasypanego pudłami. – Dwadzieścia lat w tej samej firmie! Wszyscy mnie tam znają, cenią!
– To znajdziesz nową! W Krakowie klimat lepszy, ludzie milsi, wszystko tańsze!
– Tak, w pięćdziesięciu latach na pewno znajdę! – Anna gorzko się zaśmiała. – Zupełnie ci odbiło, Wojciechu!
Ich syn Bartek siedział na kanapie i cicho obserwował kłótnię rodziców. Miał trzydzieści dwa lata, ale w takich chwilach czuł się jak dziecko, które musi wybierać między mamą a tatą.
– Bartek – zwróciła się do niego Anna – powiedz ojcu, że normalni ludzie w naszym wieku nigdzie nie przeprowadzają!
– Mamo, nie wciągaj mnie w to – zmęczonym głosem powiedział Bartek. – To wasza sprawa.
– Jaka nasza sprawa! – wybuchnął Wojciech. – Rodzina powinna decydować razem! A ty, Anka, jak mur stoisz! We wszystkim musisz mieć swoje!
Anna usiadła na skraju kanapy i zakryła twarz dłońmi. Miała pięćdziesiąt cztery lata, a w ciągu ostatniego miesiąca postarzała się o dobre pięć. Wszystko zaczęło się od dnia, kiedy Wojciech wrócił do domu z błyszczącymi oczami i oznajmił, że jego kuzyn proponuje im przeprowadzkę do Krakowa.
– Wyobraź sobie, Aniu – mówił wtedy, spacerując po kuchni – Marek kupił tam duży dom. Mówi, że jest miejsce, możemy u niego pomieszkać, aż znajdziemy coś swojego. A jaki tam klimat! Blisko do gór! Wszystko świeże, od polskich rolników!
Anna wtedy tylko kiwała głową i myślała, że to kolejna fanaberia męża. Wojciech często wpadał na różne pomysły – raz chciał hodować pszczoły, raz kupić domek na wsi. Ale po tygodniu ochłaniał i zapominał.
Tym razem było inaczej.
– Anka, kupiłem już bilety – powiedział Wojciech, wchodząc do kuchni. – Pojutrze jedziemy oglądać.
– Jakie bilety? Gdzie oglądać? – nie zrozumiała Anna, mieszając zupę.
– Do Krakowa! Do Marka! Znalazł nam dom niedaleko siebie. Mówi, że właściciele sprzedają tanio.
Anna wyłączyła gaz i odwróciła się do męża.
– Wojciech, o czym ty mówisz? Jaki dom? Jaki Kraków?
– No jak to jaki! – zdziwił się. – Przecież rozmawialiśmy! Sama mówiłaś, że fajnie byłoby coś zmienić!
– Kiedy ja coś takiego mówiłam?
– Pamiętasz, w zeszłym miesiącu narzekałaś, że w pracy nowy szef, młodzi wchodzą, starych nie szanują. Więc jest okazja!
Anna usiadła na krześle. Kręciło jej się w głowie.
– Wojciech, pomyśl logicznie! Mamy po pięćdziesiątce! Tu mamy całe życie! Mieszkanie, pracę, przyjaciół! Chcesz to wszystko rzucić dla jakichś przygód?
– To nie przygody – uparcie powtórzył Wojciech. – To nowe możliwości. Marek mówi, że można się tam dobrze urządzić. Sam tylko zyskał na przeprowadzce.
– A jego żona co mówi?
– Ewa? Jest zadowolona. Mówi, że to najlepsza decyzja w życiu.
Anna pokręciła głową. Ewa była o dziesięć lat młodsza i nie pracowała. Dla niej to było proste.
– Wojciech, ja nigdzie nie jadę. Nawet oglądać nie będę.
– Dlaczego jesteś taka uparta! – wybuchnął mąż. – Chociaż pojedź, zobacz, a potem zdecyduj!
– Nie chcę oglądać. Nie chcę się przeprowadzać. I kropka.
Ale Wojciech nie ustępował. Każdego dnia przynosił nowe argumenty. Opowiadał o klimacie, o cenach jedzenia, o tym, jak dobrze żyje się tam emerytom.
– Aniu, zrozum – mówił, siedząc przy kuchennym stole – będziemy tam jak pączki w maśle! Marek kupił dużą działkę, może nam część sprzeda. Będziemy mieli swój ogród, kury, może nawet kozę…
– Jaką kozę, Wojciech? – zmęczonym głosem pytała Anna. – Umiesz doić krowę? Ja mam karmić kury?
– Nauczymy się! Ludzie jakoś żyją!
– Niech żyją. Ja nie chcę się uczyć karmić kur w pięćdziesięciu czterech latach.
Ale Wojciech się nie poddawał. Pojechał sam do Krakowa, przywiózł zdjęcia, filmy. Pokazywał Annie piękne domy, góry, targi z tanimi owocami.
– Patrz, jakie cudne! – zachwycał się. – A jakie powietrze! Jacy mili ludzie!
Anna patrzyła na zdjęcia i myślała o swojej pracy. O kolegach, z którymi spędziła tyle lat. O przyjaciółkach, które odwiedzały ją co weekend. O swoim życiu, które było jej znane.
– Tu mi dobrze – mówiła. – Po co coś zmieniać?
– Bo tam będzie jeszcze lepiej! – przekonywał Wojciech.
– A jeśli nie będzie? Jeśli się nie przyzwyczaimy? Co wtedy?
– Przyzwyczaimy się! Na pewno!
Stopniowo te rozmowy zamieniały się w kłótnie. Wojciech stawał się coraz bardziej natarczywy, a Anna coraz bardziej uparta.
– W ogóle mnie nie słuchasz! – krzyczała. – Nie obchodzi cię, co ja myślę!
– Słucham cię! – odpowiadał Wojciech. – Tylko ty myślisz jakoś… nielogicznie!
– Nielogicznie? A logicznie to jak? Jak ty myślisz?
– Logicznie to myśleć o przyszłości! O tym, co dla nas lepsze! A nie trzymać się przeszłości!
– To nie przeszłość, to nasze życie!
W końcu Wojciech postanowił działać bez zgody żony. Wystawił mieszkanie na sprzedaż i zaczął zbierać dokumenty.
– Co ty robisz? – przerażona spytała Anna, widząc ogłoszenie w internecie.
– To, co dawno powinienem był zrobić – spokojnie odpowiedział mąż. – Jeśli ty nie chcesz podejmować rozsądnych decyzji, to ja to zrobię.
– Bez mojej zgody? Mieszkanie jest na nas dwoje!
– Zgodę od ciebie dostanę. Wcześniej czy później.
– Nigdy! – oświadczyła Anna. – Nie podpiszę żadnych dokumentów!
– Zobaczymy.
Ale Anna trzymała się twardo. Nie tylko nie podpisywała papierów, ale też zabroniła Wojciechowi wprowadzać kupujących do mieszkania.
– To też moje mieszkanie! – mówiła. – Dopóki żyję, nikt go nie sprzeda!
Wojciech wpadł w furię.
– Ty się ze mnie naśmiewAnna otworzyła okno, wpuściła do mieszkania chłodne powietrze i pomyślała, że czas nauczyć się żyć na nowo – sama, ale spokojna.



