Tylko on potrafi mnie zrozumieć

„On jeden mnie rozumie”

„Co mamy na obiad?” – zapytał Marek, węsząc powietrze. – „Coś gotujesz?”

„Gotuję. Ciasteczka dla Lorda. Z indykiem i płatkami owsianymi” – odpowiedziała z dumą Ola, wyciągając blachę. – „Ma teraz trudny okres. Linienie, strzyżenie, humor mu skacze. Postanowiłam go rozpieszczać.”

Ola kręciła się wokół stołu w krótkim szlafroku w kolorze śmietankowym. U jej nóg podskakiwał Lord – mały, puszysty szpic o oczach wiernego wyznawcy. Szczekał i piszczał z zachwytu.

Marek nie podzielał ich entuzjazmu. Wyrwał się z pracy na przerwę, ale wyglądało na to, że dziś obiad czekał tylko Lorda.

„Super, świetnie” – wycedził. – „A my co jemy?”

„No nie wiem. Możesz jajecznicę zrobić. Albo zamówimy coś. Sam mówiłeś, że ci wszystko jedno.”

Nie zaprzeczył. Bo faktycznie tak mówił. Bo kłócić się o jedzenie wydawało mu się błache.

Ola wzięła Lorda jeszcze długo przed poznaniem Marka. Gdy miała dziewiętnaście lat, umarła jej matka. Ojciec, nie wiedząc, jak pocieszyć córkę, po prostu przyniósł szczeniaka.

Od tamtej pory Lord stał się centrum jej świata. Kiedy wprowadziła się do Marka – a właściwie wymogła, by wpuścił ją do swojego dwupokojowego mieszkania w Warszawie – Lord oczywiście jechał pierwszy. Dosłownie. W ogromnej transporterce na przednim siedzeniu taksówki, blisko grzejnika, żeby nie zmarzł.

Marek nie protestował. Wtedy wydawało mu się urocze, jak rozmawia z psem, jak się nim opiekuje. Po trzech latach ta wzruszająca miłość zaczęła przypominać chorobliwą zależność. I niestety, nie obejmowała nikogo innego.

Marek w milczeniu jadł zupkę chińską, stojąc przy zlewie. Irena Stanisławowa pojawiła się niemal w porę. Jakby sercem wyczuwała, co dzieje się w rodzinie syna. Weszła do mieszkania z siatką, w której były pojemnik z rosołem, twarożek i starannie zawinięta w folię pierś z kurczaka.

„No i jak, młodzi żyją?” – zapytała wesoło od progu.

„Normalnie, mamo. Ola tu Lordowi ciasteczka piecze.”

„O, znowu Lord. No, przynajmniej nie dla gości, bo raz przypadkiem spróbowałam jego ‘przysmaków’” – zażartowała, chowając w żarcie odrobinę jadu.

Ola jakby nie zrozumiała aluzji. Odsunęła się, przepuszczając teściową, i rozpromieniła się uśmiechem.

„Dziś ciasteczka z indykiem! Chce pani spróbować? Bez wątróbki, inny przepis.”

„Nie, dziękuję. Ja dziś rano kurczaka upiekłam. Dla ludzi” – odparła Irena i ruszyła prosto do lodówki.

Wprawne oko teściowej prześlizgnęło się po zawartości. Półka z jogurtami, mleko i słoik dżemu – tego samego, który przyniosła młodym pół roku temu.

Tymczasem na osobnej półce stały starannie ułożone pojemniki z jedzeniem dla Lorda. Z podpisami, z serduszkami narysowanymi na kolorowych karteczkach.

„No tak, najważniejszy Lord” – mruknęła Irena, zamykając drzwiczki.

Marek westchnął i ruszył w stronę wyjścia. Za wcześnie, głodny, z ciężkim sercem. Wciąż myślał, że to drobiazgi, że wszystko się ułoży, da się naprawić. Ale coś nie wychodziło.

Minął rok. Wiele się zmieniło. Przynajmniej rodzina się powiększyła. Ola urodziła chłopca, Kacpra. Na początku babcia liczyła, że teraz życie synowej wróci na właściwe tory.

Ale rzeczywistość szybko otrzeźwiła Irenę.

Krzyki usłyszała już na klatce. Przenikliwe, łkające, rozpaczliwe. Dziecięce.

„Co się tu dzieje?!” – krzyknęła, przepychając się obok synowej.

Gdy weszła do sypialni, serce opadło jej gdzieś w dół. Kacper leżał na łóżku cały czerwony od płaczu, z mokrą od łez buzią. Śliniak pod nim był rozpięty. Ale najgorsze było to, że obok leżał Lord. Lizał twarz niemowlęcia, jakby próbował pocieszyć.

„Oszalałaś?!” – warknęła Irena, gwałtownie łapiąc psa za kark.

Lord warknął i zaczął się wyrywać. Ola podreptała za teściową z niezadowoloną miną i nadąsanymi ustami. Widząc, co się dzieje, wyrwała psa z rąk Ireny i przycisnęła go do piersi.

„Po co pani krzyczy? On tylko dziecko uspokajał! Lord dziś się namęczył, biedaczek! Miał strzyżenie!” – Ola zmarszczyła brwi, osłaniając Lorda dłońmi. – „Przestraszyła go pani!”

„On ma być męczennikiem?! A dziecko, według ciebie, co? Śpiewa?!”

Ola przewróciła oczami i niechętnie podeszła do syna. Spojrzała na niego z obojętnym zmęczeniem, odwróciła się i wyszła do kuchni.

„Zaraz podgrzeję mu mleko.”

Irena podeszła do niemowlaka. Śliniak był przemoczony. Na podłodze leżała pusta butelka. Może zapasowa. Na smoczku widać było ślady zębów. Kacper jeszcze zębów nie miał…

To mógł być tylko Lord. Chyba że Ola sama przegryzła smoczek. Irena już by się nie zdziwiła.

Teściowa wzięła chłopca na ręce i poszła do kuchni, gdzie synowa rozrabiała mleko. Ola ruszała się powolnie, leniwie. Kacper wciąż łkał za jej plecami, ale nawet się nie odwróciła.

„Dlaczego jest na mleku?” – spytała surowo Irena.

„A co, mam go karmić piersią? Siedzieć na tych dietach? Dziękuję, słyszałam o nich. Kapusty nie wolno, sera nie wolno, mandarynek nie wolno… Nie, dziękuję. Ja też siebie kocham.”

„A jego nie?” – spytała Irena, w głosie zimna pogarda.

Ola powoli się odwróciła. Jej źrenice się zwęziły, pięści zaciśnięte. Lord ocierał się o jej nogę, ale to jej nie uspokajało.

„Posłuchaj. Pani przyszła do cudzego domu z litanią pretensji. Może jeszcze mi pani napisze, jak mam żyć?”

„Przyszłam, bo mój wnuk wrzeszczy jak opętany, a ty, sądząc po zapachu, gotujesz kaszkę swojemu Lordowi! Jesteś matką czy kim?”

Ola gwałtownie rzuciła butelkęPo wielu latach Kacper, już jako dorosły mężczyzna, spotkał Olę w parku, gdzie spacerowała z nowym szpicem, ale nawet nie poznał jej wzroku, w którym wciąż widniał tylko jeden prawdziwy blask – ten dla psa.

Rate article
Fajna Tajna
Tylko on potrafi mnie zrozumieć