Dzisiaj zapiszę coś, co od dawna chodziło mi po głowie. Może to właśnie czas, by zacząć żyć po swojemu.
„Pani Halino, czy pani zupełnie zwariowała?!” – głos dyrektorki, pani Bożeny, przeciął ciszę pokoju nauczycielskiego. „W pięćdziesiąt osiem lat chce pani odejść ze szkoły? Na co pani pójdzie, do licha?”
Halina spokojnie ułożyła podręczniki w stos, nie podnosząc wzroku. Dłonie drżały, ale starała się tego nie okazać.
„Jakoś się urządzę, pani Bożeno.”
„Czy pani w ogóle rozumie, co robi? Trzydzieści sześć lat w szkole! Szanowana nauczycielka, dzieci pana uwielbiają, rodzice tylko chwalą… A emeryturę dostanie pani za dwa lata, porządną! Co pani będzie w domu robić?”
Halina w końcu podniosła głowę. W oczach miała łzy, które uparcie powstrzymywała.
„A co ja tu robię? Każdego dnia to samo. Lekcja, lekcja, lekcja… Sprawdzam zeszyty do północy, przygotowuję się do zajęć, jakbym nie znała programu na pamięć. Dzieci…” – urwała, przeciągnęła dłonią po twarzy. „Dzieci się zmieniły, pani Bożeno. Już mnie nie słyszą.”
„Nonsens! Wczoraj Justyna Kowalska mówiła, że tylko od pani jej Jasiek rozumie matematykę!”
„Rozumie…” – gorzko uśmiechnęła się Halina. „A co robi na przerwach? W telefonie utkwiony, jak wszyscy inni. Pytam o coś – mamrocze w odpowiedzi. Tłumaczę zadanie – patrzy przez okno. A w domu siedzi do trzeciej w nocy w tych swoich grach.”
Pani Bożena ciężko westchnęła, podeszła do okna.
„Halina, po co pani się tak katuje? Czas taki, dzieci takie… Ale uczyć trzeba! Kto, jeśli nie my?”
„Nie wiem” – cicho odpowiedziała Halina. „Szczerze mówiąc, już nie wiem.”
Halina szła do domu przez znane podwórka, mechanicznie licząc schody na klatce. Osiemnaście, dziewiętnaście, dwadzieścia. Zawsze dwadzieścia do trzeciego piętra. Wszystko w jej życiu było przewidywalne, rozpisane co do minuty.
„Mamo, wcześnie dzisiaj!” – zdziwiła się córka, Ola, wyglądając z kuchni. „Coś się stało?”
„Złożyłam wypowiedzenie” – krótko odpowiedziała Halina, kierując się do swojego pokoju.
„Jakie wypowiedzenie? Mamo, gdzie?” – Ola pobiegła za nią.
„O zwolnieniu.”
Ola stanęła jak wryta, potem złapała się futryny.
„Czy ty jesteś chora? Gorączkę masz?” – Rzuciła się do matki, zaczęła macać jej czoło.
„Daj spokój, Olu. Nie jestem chora. Po prostu tak postanowiłam.”
„Jak postanowiłaś?! Mamo, ty w ogóle wiesz, co mówisz?” – Ola przysiadła na skraju łóżka. „Masz stabilną pracę, dobry zespół, pensję… Choć niewielką, to regularną. A teraz co? Będziesz siedzieć w domu? To gwarantowana depresja!”
Halina zdjęła buty, rozmasowała zmęczone stopy.
„A co mam teraz? Radość? Szczęście?” – Spojrzała na córkę zmęczonym wzrokiem. „Ola, codziennie rano wstaję jak na ścięcie. Idę do szkoły jak więzień na roboty. Stoję przed tablicą, tłumaczę po raz setny to samo, a w głowie mam tylko jedną myśl: kiedy to się skończy?”
„Mamo, każdy tak ma! To wypalenie zawodowe. Trzeba wziąć urlop, odpocząć…”
„Odpocząć?” – Halina gorzko się roześmiała. „Olu, ja czterdzieści lat nie odpoczywałam. Czterdzieści lat każdego dnia w szkole, każdego wieczoru nad zeszytami. Każdy weekend na przygotowaniach. Każdy urlop na kursach albo na kopaniu na działce. Kiedy ja miałabym odpocząć?”
Ola milczała, nerwowo szarpiąc rękaw bluzki.
„A co powie Tadeusz?” – w końcu zapytała.
„A co ma Tadeusz do tego?”
„Jak to co? Przecież on jest twój… No, przecież…”
„Przecież co?” – Halina odwróciła się do córki. „Widujemy się raz w tygodniu, w niedzielę. Idziemy do kina albo do teatru. Potem on odprowadza mnie do domu, całuje w policzek i idzie do siebie. Tak już od trzech lat.”
„Ale przecież macie plany…”
„Plany?” – Halina wstała, podeszła do lustra. „Ola, popatrz na mnie. Co widzisz?”
Ola zmieszana wzruszyła ramionami.
„Widzę mamę.”
„A ja widzę staruszkę. Siwe włosy, które co miesiąc farbuję w tym samym zakładzie. Zmarszczki, które przybywają z każdym rokiem. Dłonie, które znają tylko kredę i zeszyty. Oczy, które zapomniały błyszczeć. I wiesz, co jest najstraszniejsze? Nie pamiętam, kiedy ostatnio się śmiałam. Naprawdę śmiałam, a nie tylko grzecznie się uśmiechałam.”
Ola podeszła do matki, objęła ją za ramiona.
„Mamo, co ty mówisz? Jesteś piękna, mądra…”
„Mądra?” – Halina odsunęła się. „Gdybym była mądra, nie przeżyłabym życia tak, jakby ktoś inny je za mnie zaplanował. Szkoła, studia, praca w tej samej szkole, w której się uczyłam. Za mąż poszłam za pierwszego, który zaproponował. Urodziłam ciebie, rozwiodłam się, znowu praca, praca, praca… A gdzie ja jestem? Gdzie Halina? Nie nauczycielka, nie mama, nie była żona. Po prostu Halina. Zgubiłam ją gdzieś po drodze.”
W przedpokoju zatrzasnęły się drzwi, rozległy się kroki wnuka.
„Babciu Halinko!” – rozległ się dźwięczny głos dziesięcioletniego Kacpra. „Co będzie na kolację?”
„Zaraz, słoneczko” – odpowiedziała Halina, ocierając oczy. „Ola, pogadamy później.”
Kacper wpadł do pokoju jak wicher, rzucił plecak na podłogę i zwisł na szyi babci.
„Babciu, a mogę iść dziś do Kuby? On kupił nową grę, tam są takie potwory!”
„Lekcje odrobiłeś?”
„No prawie… Matematyka została, ale łatwa. Mogę?”
Halina spojrzała na wnuka. Żywe oczy, wiercące się ręce, całe życie przed nim.
„Kacper, powiedz mi, czego ty chcesz? Właśnie teraz, najbardziej na świecie?”
Chłopiec zamyślił się, podrapał po głowie.
„Chcę, żeby wakacje się nie kończyły. I żeby mama nie krzyczała o oceny. I żeby tata przyjechał na moje”Na następny dzień Halina kupiła bilet w jedną stronę nad morze, a gdy patrzyła na pierwszy w życiu zachód słońca nad Bałtykiem, pomyślała, że to dopiero początek jej prawdziwej podróży.”



