Marzenie o tańcu

Marzyła o tańcu

Muzyka ucichła, sala zamarła. Ewa słyszała tylko własny oddech. Nagle ciszę przerwał pojedynczy aplauz, a chwilę później burza oklasków ogłuszyła ją. Widzowie wstali z miejsc, wielu miało łzy w oczach.

Ewa wymieniła spojrzenie z Antonim. Pochylił się i pocałował ją. Na jego ustach pozostał słony posmak jej łez. Oklaski zaczęły cichnąć, publiczność opuszczała salę. Antoni popchnął wózek z Ewą w stronę wyjścia.

— Zmęczona?

— Nie. Jestem szczęśliwa! Dziękuję ci! — Zaśmiała się przez łzy.

***

Ewa przygotowywała kolację, co chwilę spoglądając na zegar. Za chwilę miał wrócić Mariusz. Postawiła czajnik na gaz, szybko kroiła warzywa do sałatki. Znowu spojrzała na zegarek. „Spóźnia się. Zadzwonić? Nie. Znów powie, że wymyślam zdrady na pustym miejscu, że się nakręcam. Jak bardzo chcę mu wierzyć. Ale nie mogę. Nie mogę już dłużej.” — Palce same sięgały po telefon. — „Znów to samo?”

Ewa ścisnęła nóż tak mocno, że aż zbielały jej kostki. W końcu rozwarła dłoń, a nóż z metalicznym brzękiem upadł na stół. Znów spojrzała na zegar, którego wskazówki wlokły się bezlitośnie, wystawiając jej cierpliwość na próbę. W końcu nie wytrzymała i wybrała numer męża. „No, odbierz. Powiedz, że już jesteś blisko” — błagała w myślach, słysząc przeraźliwie długie sygnały. Ale one, jakby drwiąc z niej, wbijały się w bębenki uszne bez litości.

Ewa odrzuciła telefon. Przesunął się po blacie i zatrzymał na samym jego skraju. „Spokój. Nie trać rozumu. Zaraz wróci…” — powtarzała sobie.

Mariusz pojawił się około pierwszej w nocy. Wypłakana Ewa zasnęła, ale gdy tylko klucz zgrzytnął w zamku, zerwała się z łóżka. Cienka smuga światła sączyła się spod drzwi przedpokoju. Wstała i gwałtownie otworzyła drzwi. Mariusz właśnie ściągał buty i ze zdumienia drgnął. Szybko jednak opanował zdziwienie, pytając, jakby nigdy nic:

— Przestraszyłaś mnie. Czemu nie śpisz?

— Chcę ci spojrzeć w oczy. Obiecałeś, że się z nią nie zobaczysz…

— Nie zaczynaj. Byłem z chłopakami, oglądaliśmy mecz, wypiliśmy piwo…

— Nie mogę już. Nie mo-gę — wymówiła Ewa z mocą, przerywając jego tłumaczenia. — Nie mogę czekać i nasłuchiwać kroków za drzwiami. Dość. — Oplotła ręce wokół brzucha i poszła do pokoju, lekko przygarbiona, jakby brakowało jej sił, by się wyprostować.

Zwinęła się w kłębek na łóżku i wybuchnęła płaczem.

— Ewka, ja też mam dość twojej zazdrości. Naprawdę. Nie mogę kroku zrobić. Mówiłem, że z chłopakami się zaszalało… — Mariusz podszedł do łóżka, ale nawet nie próbował ukoić, pogłaskać szlochającej żony.

— A zadzwonić nie mogłeś? Telefon, jak zwykle, padł? Mam tego dość. Mogłeś chociaż wymyślić coś nowego. Piwem od ciebie nie śmierdzi — jęknęła Ewa, zerwała się z łóżka i wpadła do przedpokoju.

Gdy Mariusz zrozumiał, co zamierza, było już za późno. Ewa wyjęła z kieszeni jego kurtki telefon i wpatrywała się w rozświetlony ekran.

— Oddaj! — Rzucił się do niej, próbując wyrwać urządzenie, lecz Ewa odsunęła rękę z telefonem.

— Kochanie, już dotarłeś do domu? Twoja żona zrobiła już przesłuchanie ze skandalem, czy odłożyła na rano? — przedrzeźniająco słodkim głosem odczytała wiadomość wyświetloną na ekranie. — I który to z „chłopaków” nazywa cię kochaniem?

Mariusz znów spróbował odebrać telefon, ale Ewa bez słowa oddała mu go. Odsunęła go od siebie, przeszła obok niego do pokoju i zaczęła się ubierać.

— Napisz tej swojej… że jesteś wolny. Wracam do mamy. Żeby jutro rano nie było tu ciebie ani twoich rzeczy.

— Przestań, Ewka. Jest już noc. No dobra, nie byłem z chłopakami… — zaczął Mariusz, lecz zamilkł.

Twarz żony wykrzywiła się, jakby patrzyła na obrzydliwego szczura.

— Czego ci brakuje? — spytała cicho Ewa, znów przygarbiając się, jakby skrzywił ją ból. — Nie mogę tak dłużej. Nie zostanę z tobą ani sekundy.

Wzięła torebkę i wyszła. Mariusz nie zatrzymał jej, nie złapał. Na ulicy zamówiła taksówkę, potem zadzwoniła do matki.

— WAntek trzymał jej dłoń, gdy patrzyli na zachodzące słońce, wiedząc, że nawet w najciemniejszych chwilach los może podarować promień światła.

Rate article
Fajna Tajna
Marzenie o tańcu