Zatracona w smutku, ale on wrócił, by ją uratować…

**Dziennik, 12 maja 2024**

Aleksandra uderzyła głową w poduszki powietrzne, które otworzyły się w ostatniej chwili. Ledwo trzymała się przytomna, nie mogąc oderwać wzroku od mężczyzny, którego tydzień temu pochowała. Czy to naprawdę on? A może umiera i trafiła do innego świata, gdzie znów są razem? W głowie wirowały wspomnienia – tamten dzień, gdy usłyszała straszną wiadomość, jakby się powtórzył, jakby ktoś celowo cofnął ją w czasie, by znów przeciął jej serce.

— Nie! — krzyk pełen rozpaczy wypełnił całe mieszkanie. — Kłamiecie! To niemożliwe! Mój mąż nie mógł mnie zostawić! Nigdy by tak nie postąpił! On po prostu nie mógł odejść!

Oparła się o podłogę, bliska omdlenia. Nie potrafiła pogodzić się z rzeczywistością: jak to się stało im, Jakubowi? Był taki młody, pełen życia. Jak mógł umrzeć? Dzwonił do niej jego szef, mówiąc, że oderwał mu się zakrzep, „pogotowie” nawet nie zdążyło przyjechać.

— Nic nie dało się zrobić — powtarzał przez telefon. — Kiedy przyjechali lekarze, Jakub już nie żył. — Jego słowa dźwięczały w głowie jak dialogi z horroru, których nie da się wymazać.

Co teraz? Jak żyć bez niego? Bez niego nawet oddychać nie potrafiła. Łzy spływały po policzkach, ale Aleksandra ich nie czuła. Telefon wciąż przy uchu, a ona wpatrywała się przed siebie, niezdolna do słowa. Chciała, żeby to był tylko koszmarny sen, z którego zaraz się obudzi, zapominając o bólu.

Do kostnicy jej nie wpuścili, dopiero na pogrzebie zobaczyła na własne oczy, że to naprawdę on. Nawet wtedy do ostatniej chwili miała nadzieję, że Jakub wróci z pracy, roześmieje się i powie, że to tylko żart. W końcu to prima aprilis! Ale czy można tak żartować? Niech będzie, wybaczy mu… Wybaczy wszystko, byleby wrócił. Ale nie wrócił. Leżał w trumnie, jakby spał.

Aleksandra rzucała się ku ciału męża, szlochała, błagała, żeby wstał. Mdlała, cucono ją amoniakiem. Jego matka ledwo trzymała się na nogach, próbując uspokoić synową, choć sama była złamana. Tylko ojciec Jakuba odciągał Aleksandrę od trumny, prosząc, by się opanowała, by pogodziła się z losem. A ona wyrywała się, znów biegła do niego, wołała.

Pogrzeb minął jak we mgle. Widziała, jak zamykają wieko, krzyczała, gdy ją odciągano, chciała położyć się obok. Bo bez Jakuba nie ma życia. Nie da rady. Długo nie mogła rzucić garści ziemi – to znaczyło pogodzić się, że go nie ma. A to wydawało się niemożliwe.

W domu, w pustym mieszkaniu, próbowała zebrać myśli, ale starczyło jej sił na kilka minut. Przycupnięta pod ścianą, przypomniała sobie dzień, gdy się poznali.

— Panno, chyba coś pani upuściła? — usłyszała miły głos. — Panno! — uśmiechnął się Jakub, zmuszając ją do odwrotu.

Szła koło Uniwersytetu Warszawskiego, powtarzając notatki, gdy podał jej ciemnoczerwoną różę.

— To nie moje — zaprzeczyła.

— Teraz jest pani — odpowiedział z uśmiechem. — Taka pani zamyślona, że aż chciałem panią rozweselić.

Aleksandra zmieszana wzięła kwiat. Nawet nie zauważyła, jak łatwo się zaprzyjaźnili, jak odprowadził ją na wykład, a potem spotkali się po zajęciach i poszli na spacer. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Jasnowłosy, przystojny, o łagodnym głosie — Jakub całkowicie ją uwiódł. Mówił o rodzinie, planach, marzeniach o wielkiej miłości i dzieciach. Wyglądał, jakby wyszedł z romantycznej książki.

Ale teraz tego już nie będzie…

Ciepły uśmiech znikł, a Aleksandra znów wybuchnęła płaczem. Nie do zniesienia było wracać do rzeczywistości, która zabrała wszystko, dla czego żyła.

Siedem lat razem, trzy w małżeństwie. Skromny ślub, bez przepychu — nie potrzebowali drogich prezentów, bo sami byli dla siebie największym darem. A teraz została sama, bez ukochanego, bez części siebie.

Nie pamiętała, jak dotarła do łóżka i zasnęła. Obudził ją dźwięk telefonu. Praca. Szef dał jej czas, ale zastępca nie radził sobie z dokumentami — musiała wrócić.

— Aleksandra, cześć! To Dominik. Masz chwilę? Sprawa służbowa.

— Mów — odpowiedziała sucho, bez emocji.

— No nie mogę ogarnąć tych raportów z nową laminacją… Gdzie wpisać numer katalogowy?

Nie czuła nawet irytacji. Tylko spokojnie wyjaśniła, gdzie wpisać dane, i rozłączyła się. Rzuciła się na poduszkę, wpatrując w puste miejsce obok. Łzy jakby wyschły, ale oczy paliły, jakby nasypano do nich piasku. Pamiętała to uczucie z dzieciństwa, gdy sąsiad rzucił w nią piaskiem w piaskownicy.

Z wysiłkiem wstała i powłóczyła się do kuchni. Musiała coś zjeść — od trzech dni prawie nic nie brała do ust. Na widok jedzenia zrobiło się jej niedobrze. Wypiła tylko szklankę wody i wróciła do pokoju.

Bała się otwierać albumy, włączać nagrania. Nie mogła słuchać jego głosu. I tak brzmiał w głowie, czasem wydawało się, że woła ją z drugiego pokoju. Ale gdy się odwracała, czuła tylko pustkę.

Minął tydzień od pogrzebu i zdecydowała się wrócić do pracy. Tam, wśród dokumentów, można było zapomnieć. Stała się maszyną, bez uczuć. Tak było łatwiej. Lepiej nie czuć nic, niż znosić ten ból.

W piątek miała jechać do rodziców na wieś. Namawiali ją od dawna, ale nie chciała — nie znosiła współczujących spojrzeń matki. Ale może to właśnie pomoże jej zacząć od nowa.

Jadąc autostradą, patrzyła przed siebie, zatopiona w myślach. Żal znów ją zalał, a łzy spływały po twarzy. Nie zauważyła, jak zjechała na przeciwny pas. Przed oczami mignęła ciężarówka, ale reakcja przyszła za późno. Świat zniknął, została tylko cisza. Może to przeznaczenie? Może Jakub woła ją do siebie?

Ocknęła się od krzyku:

— Skręć! — zawył męski głos, rozległ się pisk opon.

Jakub złapał za kierownicę i gwałtownie skręcił. Nie wierzyła własnym oczom — żył! Ale jakiśI wtedy zrozumiała, że jego miłość będzie z nią zawsze, nawet jeśli już go nie ma.

Rate article
Fajna Tajna
Zatracona w smutku, ale on wrócił, by ją uratować…