Nie zostawię cię, nie lękaj się

“Nie zostawię cię, nie bój się,” szepnęła Krystyna, poprawiając jasną sukienkę i delikatnie malując usta. “Może by włosy przefarbować?” Westchnęła i wyszła z mieszkania.

Na dworze był pierwszy prawdziwie letni upał. Słońce świeciło jasno, zieleń cieszyła oczy, a po niebie płynęły białe obłoczki. Wreszcie! Przez cały maj i połowę czerwca było chłodno i deszczowo.

Krystyna często spacerowała w niewielkim parku naprzeciw bloku, gdy nie chodziła po zakupy. To nawet nie park, a raczej ogrodzone krzewami trawniki przecięte brukowanymi ścieżkami, wzdłuż których stały ławki. Przechadzała się, a potem siadała na jednej z wygodnych ławek przy pomniku Mikołaja Kopernika przed uniwersytetem.

Usiadła, wystawiając twarz do słońca prześwitującego przez liście. Czteroletnia dziewczynka o śmiesznych jasnych warkoczykach goniła gołębie, a jej mama siedziała obok, wpatrzona w telefon.

Na ławkę naprzeciw Krystyny przysiadł mężczyzna w jasnych spodniach i granatowym swetrze, też obserwując dziecko. W końcu matka schowała telefon i zabrała córkę. Mężczyzna złapał wzrok Krystyny, wstał i podszedł.

— Nie przeszkadzam? — spytał, siadając nieopodal. — Często panią widuję. Mieszka pani tu blisko?

“Podrywa. Stary, a się pcha,” pomyślała Krystyna, ale nic nie odpowiedziała. Mężczyzna jednak nie zraził się i pozostał.

— Ja tam mieszkam, w tym bloku. Z balkonu panią widzę. Na uniwersytecie studiowałem, pracowałem i całe życie tu spędziłem.

— Był pan wykładowcą? — spytała Krystyna, ulegając ciekawości.

— Dawno, już na emeryturze.
Skinęła głową, milcząc.

— Wreszcie pogoda się poprawiła. Jest pani wdową? Zawsze panią samą widuję.

“Przyczepił się,” zdecydowała w duchu. Ale zmęczona samotnością, odparła:

— Teraz wdowa. Rozstaliśmy się z mężem dawno, a potem umarł.

— Moja żona odeszła dwa lata temu — powiedział, patrząc w niebo, jakby tam jej szukał.

Rozmowa zeszła na dzieci i wnuki. Krystyna dowiedziała się, że syn Janusza mieszka za granicą, a córka w Warszawie. Gdy żyła żona, często zbierali się przy dużym stole. Teraz został sam, ale do dzieci nie chciał się przeprowadzać.

— Taki zadbany, myślałam, że z kimś pan mieszka — pochwaliła mimochodem.

— Sam wszystko umiem. Proste, jeśli się chce.

— Muszę już iść. Zaraz serial się zaczyna — wstała, chociaż seriali nie oglądała. Bała się, że spyta, ale on też wstał, mówiąc, że woli czytać.

— Ja też! — ożywiła się. — Tylko teraz wzrok słabszy, duży druk potrzebuję.

— Mam takich sporo. Mogę pani przynieść następnym razem? Mam dużą bibliotekę. Jeśli pani pozwoli, coś wybiorę.
Wzruszyła ramionami, żegnając się.

“Ale sobie wymyślił,” myślała w drodze do domu.

Ale cały wieczór go wspominała. Nazajutrz ubrała się staranniej i wróciła do parku. Janusz już czekał, trzymając książkę w torbie. Na jej widok uśmiechnął się radośnie. Serce Krystyny zabiło mocniej.

Z dnia na dzień coraz bardziej wyczekiwała tych spotkań. Pewnego dnia zrozumieli, że czasu zostało niewiele, i postanowili już się nie rozstawać. Krystyna wprowadziła się do Janusza.

Od tej pory widywano ich zawsze razem. Spacerowali w każdą pogodę, chodzili do sklepów i teatru, wieczorami czytali. Początkowo Krystyna bała się plotek. “Zwariowała, poszła za obcego na stare lata.”

Ale Janusz naprawdę wszystko umiał. Gotował, sprzątał. Z roku na rok nie wyobrażała już sobie życia bez niego.

— Kryśka, może byśmy to zalegalizowali? — spytał kiedyś.

— Co ty wymyślasz? Ludzie się będą śmiać. A dzieci co powiedzą?

— A nas kto pytał, jak żyć? My też nikogo pytać nie będziemy.

Choć Janusz wracał do tematu, Krystyna zwlekała.

Aż pewnego dnia zadzwoniła córka.

— Mamo, to ty wciąż u tego swojego Janusza? Nie wracasz? Sławek nie dogaduje się z moim mężem. Może niech się wprowadzi do twojego mieszkania? Dziewczyna mu się trafiła. W porządku. Nie masz nic przeciwko?

Asia rozwiodła się, gdy Sławek miał osiem lat. Teraz studiował. A rok temu wyszła powtórnie za mąż.

— Niech mieszka. Po co ma stać puste? A żenić się nie myśli?

— Mamo, kiedyś się ożeni. Teraz wszyscy tak żyją. To jutro się wprowadza?

Krystyna się zgodziła. W końcu to wnuk.

Minął rok. Pewnego dnia sprzątali z Januszem. Nagle osunął się na podłogę. Lekarz stwierdził udar.

W szpitalu patrzył na nią przerażony.

— Nie zostawię cię, nie bój się. Będę przy tobie. Może dzieciom powiedzieć?

Przeląkł się. Zrozumiała.

— No dobrze, nie trzeba. Sami damy radę.

I dawali. Krystyna pielęgnowała osłabionego Janusza. Prawa ręka nie działała, mówić nie mógł. Czytała mu, karmiła, myła. Czasem szli do parku, ale stan się pogarszał. Pewnej deszczowej nocy Janusz umarł.

Płakała, dzwoniąc do jego dzieci. Na pogrzebie córka Janusza rzuciła:

— To pani go zabiła. Jaka miłość w waszym wieku? Mieszkania pani potrzebne?

Syn stanął w jej obronie: — Dziękuję, Krystyno Janowo, że tata nie był sam. Ale skoro nie byliście małżeństwem… proszę zabrać swoje rzeczy.

Spojrzała po mieszkaniu. Tyle lat tu żyła…

— Mogę wziąć tę książkę i jego zdjęcie?

— Proszę.

Wróciła do siebie. Sławek nie ucieszył się. Pewnego dnia usłyszała:

— Babcia teraz zawsze z nami? Stara, chrapie. Wyszłam w szortach, a ona tak spojrzała…

“Mam dopiero sześćdziesiąt pięć lat!” — oburzyła się w duchu.

Zadzwoniła do Asi, ale ta odparła:

— Mamo, ja wreszcie żyję. A ty po co się nie zabezpieczyłaś?

Poszła do prawnika. Uspokoił, że mieszkanie jest jej.

— Do sądu? — przeraziła się. — Na własnego wnuka?

Sławek w końcu wyniósł się, rzucając przykre słowa.

“Niech idzie,” pomyślała. “Młody, życie przed nim.”

Została sama. Czasem siadała na ich łPewnego wieczoru, gdy słońce zachodziło za blokami, Krystyna wzięła książkę, którą dał jej Janusz, i zaczęła czytać na głos, tak jak kiedyś robiła to dla niego.

Rate article
Fajna Tajna
Nie zostawię cię, nie lękaj się