Duch w Mroku

Duch

Piotr wracał do domu od rodziców. Latem mieszkali na wsi. Dom był stary, wymagał ciągłych napraw. W weekendy Piotr pomagał ojcu w drobnych remontach. Ostatnio ojciec miał problemy z sercem, więc syn starał się przejmować większość cięższych prac.

Tego dnia zdążył naprawić płot, nanosił wody ze studni – najpierw do podlewania ogródka, potem do łaźni, pojechał z matką do sklepu. Po kolacji zaczął się zbierać do drogi.

– Dokąd tak późno? Zostań, rano pojedziesz – namawiała mama.

Ale Piotr obiecał Kasi, że wróci tego wieczora. Gdy już miał wyjeżdżać, do niej zadzwonił, a ona też radziła, by został do rana.

– To co, nie tęsknisz? – udawał, że się obraził.

– Tęsknię, bardzo. Czekam na ciebie – zaśmiała się żona.

– No to już jadę – odpowiedział raźno Piotr.

Słońce dawno zaszło, zapadły chłodne zmierzchy. Na drodze było pusto. Za kierownicą Piotr zrozumiał, jak bardzo jest zmęczony. Nieliczne samochody mijały go, rażąc światłami. Już pod samym miastem na ułamek sekundy zamknął oczy…

– Kasia, jestem! – krzyknął z progu mieszkania.

Odpowiedzi nie było. Zajrzał do kuchni. Żona stała przy kuchence, mieszając coś na patelni, nucąc pod nosem piosenkę. „Tyś jest wiatr, ja żeglarz…” – rozpoznał słowa starego szanta. Zapach smażonej kiełbasy drażnił nozdrza. Piotr czuł się dziwnie lekko. Zmęczenie jakby ulotniło się bez śladu. Jakby dopiero co się obudził po długim śnie. Albo może tak właśnie było? Nie pamiętał drogi powrotnej, jakby przeskoczył w czasie albo przespał całą podróż.

– Kasieńka – powtórzył.

Ale żona nie zareagowała.

„Znowu w słuchawkach” – pomyślał i podszedł bliżej, ale w jej uszach nie było słuchawek.

– Stęskniłem się i zgłodniałem – szepnął jej do ucha.

Zamarła na moment, jakby nasłuchując czegoś.

– No nareszcie! – ucieszył się Piotr. – Już myślałem, że ogłuchłaś.

W następnej chwili Kasia przykryła patelnię pokrywką, zgasiła gaz i gwałtownie się odwróciła. Ledwo zdążył odskoczyć.

– Kasia, co się dzieje? Dlaczego mnie ignorujesz? Jestem w domu! Otwórz oczy! – zawołał głośno.

Stał tuż przy niej, a ona zachowywała się, jakby go nie widziała. Nagle rozległ się dźwięk dzwonka w jej telefonie. Szybko przeszła do pokoju, mijając go tak blisko, że poczuł powiew powietrza na twarzy.

Podszedł i zajrzał przez ramię. Na wyświetlaczu widniał nieznany numer. Kasia zawahała się chwilę, ale w końcu odebrała i przyłożyła słuchawkę do ucha.

– Tak, to ja – powiedziała. – Co? To jakaś pomyłka… – Po chwili telefon wypadł jej z dłoni, opadła ciężko na kanapę, zakryła twarz rękami i wybuchnęła płaczem.

– Kasieńko, co się stało? Z tatą? Serce? – Ale Kasia płakała, nie zwracając na niego uwagi.

Przysiadł przed nią na piętach, chciał odsunąć jej dłonie od twarzy, ale ze zgrozą zobaczył, jak jego palce przeszły na wylot, jakby przez mgłę. Zerwał się na równe nogi, dziwiąc się własnym dłoniom. Kasia odsłoniła twarz, przez chwilę patrzyła przed siebie załzawionymi oczami.

– Piotruś? – szepnęła.

– Jestem tutaj – odpowiedział, uradowany, że w końcu go dostrzegła.

Ale jej wzrok, przesuwając się przez jego twarz, znów błądził po pokoju. Nie. Nie widziała go.

– To niemożliwe. To pomyłka – wyszeptała. – Piotru-u-ś… – zajęczała i znów wybuchnęła spazmatycznym płaczem.

Nagle wstała, podniosła telefon, zaczęła wybierać jakiś numer. Palce trzęsły się jej tak, że wciąż naciskała złe cyfry.

– Już, już… – przyłożyła telefon do ucha.

Piotr odruchowo sięgnął do tylnej kieszeni dżinsów. Ale nie znalazł tam telefonu. Ani nie usłyszał swojego dzwonka.

„Musiałem upuścić w samochodzie” – pomyślał.

Kasia przerwała połączenie, zaczęła wybierać ponownie.

– Pani Janino, powiedziano mi, że… Nie, Piotr jeszcze nie wrócił. Dzwonili z policji… – Nabrała powietrza. – Piotr miał wypadek niedaleko miasta… Nie, pani Janino, już go nie ma… – przekazała matce Piotra smutną wiadomość, odrzuciła telefon na drugi koniec kanapy i znów zaniosła się płaczem, zawodząc jak zranione zwierzę.

„To o mnie?! Rozbiłem się? Nie żyję?” – Piotr nie mógł uwierzyć. Jak tu uwierzyć, skoro stoi we własnym mieszkaniu, rozmawia z żoną? – „Dlatego nie pamiętam drogi, wejścia po schodach, otwierania drzwi. Jakbym przespał. A może działałem na autopilocie? Dlatego Kasia mnie nie widzi. Nie żyję.” – Piotr zdziwił się bardziej tym, że nie czuje strachu ani żalu, niż samym faktem śmierci.

– Piotruś, jak to możliwe? Jak ja teraz będę żyła? Co mam robić? – Kasia znów rzuciła się na kanapę twarzą w poduszkę.

Piotr wyciągnął do niej rękę, chciał pogłaskać po plecach, uspokoić, ale jego dłoń zawisła w powietrzu. Stał nad płaczącą żoną, próbując przypomnieć sobie, co wiedział o duchach. Na myśl przyszedł mu tylko jeden film – „Uwierz w ducha”.

„Właśnie tak to wygląda. A myślałem, że to tylko bajki. Jak długo tu zostanę? Czy ktoś mi pomoże, wytłumaczy?”

Czas płynął dziwnie. Nim Piotr zdążył się połapać w nowej roli, już był ranek. Kasi nie było w pokoju. Nie pamiętał, gdzie sam przebywał przez te godziny. Nagle poczuł silne ciągnięcie. Mrugnął – i znalazł się w zimnym pomieszczeniu z kaflowymi ścianami i metalowym stołem na środku. Przy ścianie leżało na wózku czyjeś ciało. Podszedł bliżej – poznał siebie, z rozbitą, zakrwawioną twarzą. Obok stała matka, przyciskając chusteczkę do oczu. Ojciec podtrzymywał ją, obejmując w pasie. Kasia stała z boku, wpatrzona w ciało na wózku. Po jej bladych policzkach ciekły łzy.

Później wyszliPiotr spojrzał raz jeszcze na płaczącą Kasię, po czym poczuł, jak coś delikatnie, lecz stanowczo ciągnie go w górę, ku światłu, które stawało się coraz cieplejsze i bliższe, aż w końcu wszystko wokół zniknęło, pozostawiając tylko ciszę i spokój.

Rate article
Fajna Tajna
Duch w Mroku