Delikatna kobieta
We wrześniu do klasy przyszła nowa dziewczynka, Alina. Była tak drobna i krucha, że zdawało się, iż silniejszy podmuch wiatru mógłby ją złamać. Zawsze nosiła ciepły sweter, spod którego wystawały ostre, wychudzone ramiona. Rzadkie, jasne włosy splecione w cieniutkie warkoczyki z wielkimi różowymi kokardami. Wielkie oczy na bladej, trójkątnej twarzy patrzyły smutno i zaskoczone.
Wysokiemu, wysportowanemu Jakubowi wydała się baśniową królewną, którą trzeba chronić – i z zapałem to robił. Dziewczyny od razu ją znienawidziły.
— Nic szczególnego, a udaje ważną… Ledwo zipie, a już najlepszego chłopaka złapała — złośliwie szeptały na przerwach.
W szkole Alina nie jadła w stołówce. Od szkolnych obiadów od razu robiło jej się niedobrze. Codziennie zabierała ze sobą duże jabłko. Gryzła malutkie kawałeczki i żuła tak wolno, że nie zdążyła zjeść całego na dużej przerwie. Dziewczyny prychały, widząc w koszu niedojedzoną połówkę. Jakub połykał obiad w biegu i pędził do Aliny, by ją chronić.
Odprowadzał ją do domu i dźwigał jej tornister. I żaden z chłopaków nie śmiał się z niego śmiać – kosztowałoby go to drogo, bo Jakub słynął z siły. Wkrótce wszyscy przywykli, że zawsze widuje się ich razem.
Jakub stoczył ciężką walkę z rodzicami i po maturze nie wyjechał na studia do większego miasta. Było mu wszystko jedno, gdzie się uczyć, byle tylko nie rozstawać się z Aliną. Zaczął technikum w rodzinnym mieście. Rodzice Aliny nie mogli się od Jakuba oderwać i spokojnie powierzali mu córkę. Dziewczyna uczyła się dobrze, ale na każdym egzaminie dostawała ataku paniki. O dalszej nauce nie było mowy.
Alina była późnym dzieckiem, więc rodzice trzęśli się nad nią — Boże broń, zachoruje, zestresuje się. Choć, prawdę mówiąc, nie chorowała wcale tak często.
Na rodzinnym zebraniu postanowiono, że dla dziewczyny ważniejsze od wykształcenia jest dobre zamążpójście. A tu akurat wszystko układało się idealnie. Jakub — najlepszy kandydat. Mama Aliny pracowała jako lekarka i załatwiła córce posadę sekretarki u dyrektora przychodni. Tak więc Alina siedziała w recepcji, stukała w maszynę i odbierała telefony.
Tylko rodzice Jakuba nie pałali do niej sympatią. To nie była synowa, o której marzyli. Namawiali: „Nie rozumiesz, na co się narażasz, będzie ci tylko ciężarem, może nawet nie urodzi…”
Ale Jakub w ogóle o tym nie myślał. Po prostu lubił opiekować się tą delikatną dziewczyną. Przy niej czuł się jeszcze silniejszy. Podobało mu się, że nie przypomina innych dziewczyn, i to, jak patrzyła na niego wielkimi szarymi oczami. Lecz rodzice tak go zmęczyli gadaniem o ślubie, że w końcu postanowił — i oświadczył się Alinie.
Jej rodzice cieszyli się, że córce trafił się taki świetny kandydat. Teraz można umrzeć w spokoju, dziewczyna nie zginie. Choć prawdę mówiąc, Alinka nie była przyzwyczajona do domowych obowiązków. Zdecydowali więc, że młodzi zamieszkają u nich po ślubie, nim się oswoją z nowym życiem, a oni pomogą, gdy będzie trzeba. Ich mieszkanie było większe.
Rodzice Jakuba też byli z tego zadowoleni. Przynajmniej syn nie będzie głodny.
Młodzi żyli spokojnie i zgodnie. Nie mieli nawet powodu do kłótni. Gdy Alina zaszła w ciążę, rodzice nie od razu uwierzyli. Brzuch nawet pod koniec był malutki. I nikt nie widział między nimi wielkiej namiętności. Kiedy szli spać, z ich pokoju nie dobiegał ani jęk, ani szelest.
Alince nie pozwalano podnosić nic cięższego niż książka, by donosiła dziecko. Rodzice nawet zabronili im spać razem. Kupili drugą kanapę i tam przenieśli Jakuba.
Jakubowi nie podobało się spanie z dala od żony, zaczął nocować u rodziców. I znowu wszyscy byli zadowoleni. Tylko jego rodzice wciąż marudzili, że niepotrzebnie związał się z ta chudzieliną, będzie jej do końca życia usługiwać. Wtedy się denerwował i uciekał do kolegów.
I któregoś wieczoru poznał Kasię — krępą, kształtną i wyraźnie seksowną brunetką. Dwójka zdrowych młodych ludzi ciągnęła się do siebie z niesamowitą siłą. Oboje stracili głowy, rzucali się sobie w ramiona jak wygłodniałe zwierzęta na zdobycz. A temperatura ich namiętności rosła z dnia na dzień.
Rodzice ganili Jakuba, że ucieka od żony, gdy ta go potrzebuje. Ale Alina nie bardzo się przejmowała. Wsłuchiwała się w siebie, w nowe życie, które w niej rosło, i tylko tym była zajęta. Dziecko niespokojnie wierciło się w brzuchu i budziło w niej wilczy apetyt. Uspokajało się tylko na świeżym powietrzu. Dlatego Alina godzinami siedziała na balkonie i czytała.
Może dziecko było zbyt różne temperamentem od matki, a może znudziło mu się ciasne lokum — urodziło się przed czasem. Choć malutkie, okazało się żywe i podobne do ojca. Nawet rodzice Alinki to przyznali i cieszyli się.
Jakub wtedy był z Kasią. Dopiero nazajutrz zadzwoniła matka do pracy i powiedziała, że został ojcem. Natychmiast przybiegł do szpitala, stał pod oknami i patrzył na swoją zmęczoną porodem Alinę, która wydawała się jeszcze chudsza.
Gdy żonę z dzieckiem wypisali, Jakub niósł synka przez całą drogę do domu. Alina była zbyt słaba. Zadziwiające, że w ogóle urodziła. Miała małe piersi jak nastolatka, a mleka — huk, aż miło. Chłopiec jadł, nabierał sił i po miesiącu zmienił się w tęgiego, zdrowego bobasa z donośnym głosem i apetytem godnym mistrza.
Rodzice przejęli wszystkie obowiązki związane z dzieckiem. Alince pozwalano tylko na spacery z wózkiem. Patrzyła na śpiącego syna i nie wierzyła, że to jej dziecko. Nic po niej nie odziedziczył, cały poszedł w Jakuba.
Najpierw Jakub po pracy śpieszył do domu, do żony i syna. Potem znów zaczął wieczorami znikać u Kasi. Ale nocował zawsze w domu, z Aliną.
Obie pary rodziców rozumiały, że z Aliną nie jest mu łatwo, wzdychali i zostawiali Jakuba w spokoju. Wcześniej czy później się opamięta.
Tylko Kasia była niezadowolona, że Jakub teraz uciekał odKtóregoś dnia Jakub obudził się i zrozumiał, że prawdziwe szczęście zawsze było przy nim – w delikatnym uśmiechu Aliny, w radosnym śmiechu synka, w cieple rodzinnego domu, i odtąd już nigdy nie szukał go gdzie indziej.



