Mój Anioł Stróż

Mój Anioł

Alicja uparcie odrzucała połączenie, a Marek dzwonił raz za razem.

— Alicja, odezwij się. Ile można? — do pokoju zajrzała Kasia. — Albo wyłącz telefon, jeśli nie chcesz odpowiadać. — Z trzaskiem zatrzasnęła drzwi.

Alicja wyłączyła telefon i cisnęła go w drugi koniec kanapy. Zrobiłaby to dawno temu, ale czekała na telefon od Jakuba. Obiecał zadzwonić, a minęły już dwa dni, a on milczał. Za to z Markiem nie miała zamiaru więcej rozmawiać, a tym bardziej go widzieć. Dla niego wyszła ze swojej skorupy, w której schowała się po śmierci rodziców. A on zdradził ją tak cynicznie…

***

Na ulicy panował silny gołoledź. Rodzice wracali od babci. Nagle z bocznej ulicy wyłonił się terenowiec. Pijany kierowca na śliskiej drodze stracił panowanie nad autem, samochód wpadł w poślizg i uderzył w auto rodziców. Mama zginęła na miejscu, a tata zmarł w szpitalu.

Minął dokładnie rok. Wcześniej Alicja uwielbiała Nowy Rok, wyczekiwała go z niecierpliwością. Teraz myślała o nim z drżeniem. Stał się symbolem śmierci rodziców, przypominał o stracie i bólu, który nie mijał.

Nie pamiętała, jak udało jej się skończyć pierwszy rok studiów, jak w ogóle przetrwała utratę mamy i taty. Zamieszkała z nią ciotka Kasia, siostra ojca. Rozwiodła się z mężem, bo nie mogła mieć dzieci — w liceum zrobiła nieudaną aborcję.

— Mów mi po imieniu. Bo czuję się jak jakaś staruszka — od razu poprosiła Alicję.

Ale Kasia nie zastąpiła rodziców. I przyjaciółkami też nie zostały. Kasia szukała szczęścia, chciała ułożyć sobie życie, poznawała mężczyzn, chodziła na randki.

Alicja nie planowała świętować Nowego Roku. Po prostu położyłaby się spać i tyle. Ale Marek przekonał ją, by poszła na urodziny jego kolegi dwa dni przed Sylwestrem.

— Mam dziewczynę, a nigdzie z nią nie wychodzę. Co ja tam będę robił sam? Wszystko w parach. To nie Sylwester, tylko urodziny. Proszę, chodźmy. Trzeba wracać do życia. Twojej mamie też by się nie podobało, że siedzisz w domu — namawiał.

Ostatni argument przełamał opór Alicji i zgodziła się. Założyła tę samą sukienkę, którą kupiły z mamą specjalnie na zeszłoroczny Sylwester, ale Alicja nie zdążyła jej wtedy założyć.

— Będziesz najpiękniejsza — powiedziała wtedy mama.

Sukienka naprawdę jej pasowała.

Kasia obrzuciła ją krytycznym spojrzeniem.

— Dopóki mieszkamy razem, ja nie wyjdę za mąż. Kto na mnie spojrzy, jeśli obok mnie taka młoda piękność? — Westchnęła. — Chociaż… nie jest za bardzo odkryta? Zaczekaj. — Kasia wyszła i wróciła z cienkim szalikiem. Był odrobinę ciemniejszy od sukienki, dopełniał ją idealnie.

„Mamie by się podobało” — pomyślała Alicja.

— Tak lepiej — z zadowoleniem stwierdziła Kasia. — Jak zrobi się chłodno, możesz narzucić na ramiona.

Z Markiem jechali długo taksówką. Kiedy weszli do mieszkania, impreza już się rozpętała. Jubilat gwizdnął na widok Alicji.

— Teraz rozumiem, czemu tak długo ukrywałeś przed nami swoją dziewczynę. Choć jesteś moim kumplem, odbiję ci ją — zażartował i pogroził Markowi palcem.

Oprócz Marka Alicja nikogo tam nie znała. Dopóki był przy niej, czuła się spokojna. Ale potem zaczęli tańczyć. Zaprosił ją jakiś chłopak. Gdy muzyka ucichła, Marka w pokoju już nie było.

Alicja od razu poczuła się nieswojo wśród obcych. Ruszyła szukać przyjaciela. Idąc przez przedpokój, zauważyła, że drzwi wejściowe są otwarte. Wychodząc, zobaczyła Marka na schodach. Stał piętro niżej i całował się z jakąś dziewczyną, jakby spotkali się po latach. Byli tak zajęci, że nie widzieli świata.

Alicji zrobiło się słabo. Co teraz? Nie mogła tam zostać. Wróciła do mieszkania, włożyła buty i kurtkę, znowu wyszła na klatkę.

Bolało patrzeć na tę parę. Alicja zrozumiała, że nie przejdzie obok nich. Nie miała wyboru — musiała wejść wyżej i przeczekać. W końcu skończą się całować albo ktoś ich zawoła. Weszła na kolejne piętro. Ale nawet tu słychać było szepty i odgłosy pocałunków.

Zdecydowała się iść jeszcze wyżej. Na łączniku między piętrami trzeba było przejść przez otwartą loggię. Alicja stanęła i spojrzała w dół, wystawiając rozgrzaną twarz na lekki wiatr. Zaparkowane na podwórku samochody wyglądały jak zaspy.

„Jeśli skoczę w śnieg, będzie bolało?” — przebiegła jej przez głup dziwna myśl. „Nawet o tym nie myśl!” — czy to ona sama sobie nakazała, czy ktoś jej to podpowiedział, ale odskoczyła od balustrady. Potem jednak znowu podeszła, wychyliła się i spojrzała w dół.

— Ani mi się waż! Odejdź od balustrady! — usłyszała za sobą stanowczy głos.
W tej samej chwili czyjeś silne ręce złapały ją i odciągnęły od krawędzi.

Delikatny szal zahaczył o coś, zsunął się z szyi i, porwany przez wiatr, zatrzepotał nad krawędzią loggii. Alicja krzyknęła i wyciągnęła rękę, żeby go złapać, ale szal oderwał się i poleciał w dół jak ptak.

— Puść mnie! — warknęła Alicja na chłopaka, który wciąż ją trzymał. — Tam jest szal! Kasia mnie zabije! — zawołała z rozpaczą.

— Przepraszam, myślałem, że chcesz skoczyć — powiedział przepraszająco.

— Z czegoś takiego wpadłeś? Tylko spojrzałam w dół. Nie chciałam skakać. — Alicja była coraz bardziej zirytowana.

— Chodź, znajdziemy twój szal. — Chłopak pociągnął ją z powrotem. Zeszli na piętro, gdzie była impreza. Marka i dziewczyny już nie było. Zabolało, że nawet jej nie szukał.

Szal zaczepił się o gałąź drzewa i trzepotał na wietrze. Chłopak złapał się za najniższą gałąź, podciągnął i spróbował dosięgnąć szala, aleAlicja uśmiechnęła się przez łzy, gdy Jakub szepnął: “Teraz już zawsze będę łapać wszystko, co ci spadnie z nieba,” i w tej chwili zrozumiała, że los dał jej więcej niż straconą rodzinę – dał jej nowe życie, nową miłość i śnieg, który w końcu przestał kojarzyć się tylko z zimnem.

Rate article
Fajna Tajna
Mój Anioł Stróż