No i co w nim znalazłaś?
Kinga wyszła ze sklepu i schodziła po schodach, gdy nagle zatrzymała się przed nią czerwona zagraniczna limuzyna. Z auta wysiadła młoda kobieta. Podmuch wiatru uniósł poły jej sukienki, a kosmyk włosów zasłonił jej twarz. Kobieta odgarnęła włosy, przytrzymała materiał i przeszła obok Kingi.
— Ola?! Olka! — zawołała Kinga.
Ola odwróciła się, rozejrzała, aż w końcu zatrzymała wzrok na Kingi. Przez chwilę patrzyły na siebie bez słowa.
— Nie poznałaś mnie? — Kinga podeszła z powrotem pod drzwi sklepu. — Kinga, Kinga Kowalska.
— Kinga. Rzeczywiście, nie poznałam. Długo żyj, będzie czas — odpowiedziała Ola spokojnie.
— Widzę, że idziesz… — Kinga pociągnęła Olę na bok. — Odsuńmy się, przeszkadzamy. Ależ się zmieniłaś!
Ola uśmiechnęła się pobłażliwie.
— Mieszkasz tu blisko? — zapytała.
— Nie, pracuję. Wyszłam w przerwie do sklepu. A ty? — spytała Kinga.
— Słuchaj, po co tu stoimy? Masz czas? Wejdźmy do kawiarni, pogadamy. Kiedy się jeszcze zobaczymy?
— Dobrze — zgodziła się Kinga.
Weszły do małej, półpustej kawiarni w sąsiednim budynku, bardziej przypominającej bar mleczny. Usiadły przy stoliku przy oknie. Ola skinęła na kelnerkę. Ta, żując gumę, podeszła niechętnie i rzuciła im menu na stół.
— Nie trzeba — Ola odsunęła laminowane karty. — Dwa sałatki, dwa biszkopty i herbatę. I szybciej.
Przeniosła wzrok na Kingę i uśmiechnęła się. Kelnerka odeszła, kołysząc chudymi biodrami.
— No to jak tam żyjesz? — Ola wygodniej usadowiła się na plastikowym krześle.
— Normalnie. Byłam zamężna, ale krótko. Dzieci nie mam. Widzę, że u ciebie wszystko super — odpowiedziała Kinga.
— Nie narzekam — Ola zaśmiała się i pokazała prawe dłonie z obrączką na serdecznym palcu.
— A dzieci? — zainteresowała się Kinga.
Kelnerka wróciła z tacą, postawiła przed nimi talerzyki z malutkimi ciastkami, filiżanki i porcelanowy czajniczek.
— Słuchaj, a twoi rodzice żyją? — nagle spytała Ola, gdy kelnerka odeszła.
— Tata zmarł kilka lat temu, a mama… Mama jeszcze żyje, ale mocno podupadła po jego śmierci — powiedziała Kinga smutno, kręcąc filiżanką na spodku.
Ola nalała herbatę. Zapach mięty rozniósł się w powietrzu.
— Szkoda. Bardzo lubiłam twoich rodziców. Nie tak jak moją matkę. Zawsze niezadowolona, nigdy dobrego słowa. Nie dziwne, że ojciec od niej odszedł. Jak lubiłam u was w domu. Cicho i spokojnie. — Oczy Oli zamgliły się wspomnieniami.
Kinga westchnęła…
***
Mieszkali z Darkiem w jednej klatce. Kinga na czwartym piętrze, a Darek na trzecim. Najpierw razem chodzili do przedszkola, potem trafili do jednej klasy. Ojciec Darka pił i często urządzał awantury. Darek uciekał wtedy do Kingi.
W dziewiątej klasie do ich klasy doszła nowa dziewczyna. Po rozwodzie rodziców przeprowadziła się z matką do sąsiedniego bloku. Ola, piękna i pewna siebie, od razu zwróciła uwagę Darka. Kinga była zazdrosna. Wcześniej zawsze chodzili razem do szkoły, a teraz…
— Co? Zapomniałeś czegoś? — spytała Kinga, gdy Darek zatrzymał się na środku podwórka.
— Poczekajmy chwilę.
— Na co? — Kinga zaczynała się irytować.
Wtedy otworzyły się drzwi w sąsiednim bloku i wyszła Ola. Podeszła do nich, uśmiechając się tylko do Darka. Obok Oli Darek stawał się weselszy, rozmowny — Kinga nie poznawała go. Opowiadał dowcipy, Ola się śmiała, a Kinga szła obok, smutna.
Po lekcjach Darek pędził do szatni, czekał z kurtką Oli i szli razem do domu, zapominając o Kingi. Na przerwach Ola gadała z Kingą, jakby nigdy nic.
Raz poszli we trójkę do kina. Gdy światło się zapaliło, Kinga zauważyła, że Ola i Darek trzymają się za ręce. Tak szli do domu. Kinga została z tyłu, ale nawet tego nie zauważyli. Potem już nigdzie z nimi nie chodziła.
Po maturze rozjechali się w różne strony: Kinga poszła na ekonomię, Darek do technikum mechanicznego, a Ola do szkoły krawieckiej.
Zimą Kinga zachorowała, nie chodziła kilka dni na zajęcia. Za oknem sypał śnieg, zbliżały się Święta. Patrzyła na zasypane podwórko i nagle zobaczyła Olę. Szybko szła w stronę jej bloku. Kinga pomyślała, że idzie do niej, otworzyła drzwi i czekała na progu. Ale kroki zatrzymały się piętro niżej. Usłyszała głos Darka: „W końcu…” Drzwi się zatrzasnęły…
Kingę oblał gorąc. Usiadła na ławce pod wieszakiem i rozpłakała się. Więc Ola przychodziła do Darka, gdy jego rodzice byli w pracy. Od myśli, co tam robili, zrobiło się jej niedobrze.
Pewnego dnia mama wróciła ze sklepu i powiedziała, że spotkała matkę Darka. Ta narzekała, że mój pije jeszcze bardziej, a syn wyprowadził się. Wynajął mieszkanie i mieszka tam z Olą.
Na ostatnim roku Kinga wyszła za mąż za kolegę z roku. Mieszkali w jego mieszkaniu z jego matką. Teściowa wtrącała się w ich życie, uczyła Kingę, jak dbać o męża. Kamil okazał się maminsynkiem.
— Kam, po co się ze mną ożeniłeś? — spytała kiedyś Kinga. — Żadna żona nie zastąpi ci matki.
Kamil tylko wzruszył ramionami.
— Mama chce dobrze. Przyzwyczaisz się.
— Nie chcę. Mieszkaj z mamą — powiedziała i zaczęła pakować rzeczy.
Kamil znów wzruszył ramionami i usiadł do komputera. Rozwód był szybki. Nie mieli dzieci, nie było o co walczyć. Tak skończyło się krótkie małżeństwo Kingi.
Tylko raz widziała Darka, gdy przyjechał na pogrzeb ojca. Nie zdążyli porozmawiać. Niedługo potem jego mama wyszła ponownie za mąż.
***
Kingi wydawało się, że od tamtych czasów minęła wieczność. A teraz Ola siedziała naprzeciwko w kawiarni, piękna i zadowolona jak zawsze. Kelnerka w końcu przyniosła sałatki. Ola zaczęła jeść z apetytem. KingaKinga wzięła głęboki oddech, otworzyła drzwi do mieszkania Darka i uśmiechnęła się, widząc, jak na jej widok jego oczy znów zabłysły tym samym światłem, które pamiętała z dzieciństwa.



