**Dziennik, 24 grudnia**
— Nie zmarzniesz w tej sukience? Na dworze minus dwadzieścia pięć, a na noc jeszcze zimniej — powiedziała mama, zaglądając do pokoju Julii.
— Nie zdążę zmarznąć, to niedaleko. Nie pójdę na urodziny w dżinsach — odparła Julia, kręcąc się przed lustrem i poprawiając pasek sukienki.
— Dominik po ciebie zajdzie? — spytała mama.
— Nie, mówił, że się spóźni. Koledze komputer się zepsuł, naprawia — odpowiedziała beztrosko Julia.
— Mógł zostawić to na jutro. Nieładnie, żebyś szła sama — powtórzyła mama.
— Mamo, teraz nikt na to nie zwraca uwagi. Co w tym złego? No nie przyjdziemy razem, i co? Już idę, i tak się spieszę. — Julia wcisnęła buty do torebki i wyszła do przedpokoju.
Wiedziała, że Dominik nie podoba się mamie. Wszystko przez to, że całował ją w jej obecności. „To nieodpowiednie. Muszą być jakieś granice” — mówiła później, gdy już wyszedł.
Julia wciągnęła miękkie, ciepłe kozaki, długą puchową kurtkę, owinęła szyję puszystym szalikiem.
— I bez czapki? — załamała ręce mama.
— Włosy ułożyłam, jaką czapkę? Już wychodzę. — Julia otworzyła drzwi i wybiegła z mieszkania.
Mama jeszcze coś krzyczała za nią, ale Julia szybko schodziła po schodach, myśląc o miłym wieczorze i spotkaniu z Dominikiem.
Ich związek rozwijał się szybko i gwałtownie. Julia miała nadzieję, że niedługo oświadczy się jej.
Mróz od razu szczypał w policzki i dłonie, próbował się wcisnąć pod obszerną kurtkę. Julia podniosła szalik wyżej, wtuliła w niego nos i pospieszyła w stronę domu koleżanki. „Żeby tylko Dominik szybciej przyszedł” — myślała w drodze. Pół godziny temu do niego dzwoniła. „Nie przeszkadzaj, wtedy przyjdę szybciej” — rzucił krótko. I więcej nie dzwoniła.
W klatce schodowej Julia odsunęła szalik od twarzy. Nie czekała na windę, weszła po schodach, żeby się rozgrzać. Mimo że mieszkała z Natalią tylko dwa bloki dalej, zdążyła zmarznąć.
Drzwi do mieszkania, z których dobiegała muzyka, były uchylone. Ktoś z wychodzących na papierosa nie domknął. Albo gospodyni specjalnie zostawiła dla spóźnialskich. „Dobrze. Mniej zwrócą na mnie uwagę” — pomyślała Julia i weszła do półmrocznego przedpokoju. Od razu ogłuszyła ją rytmiczna muzyka i gwar gości.
Zdjęła kurtkę, wcisnęła szalik w rękaw. Na wieszaku wisiały po dwie-trzy grube zimowe kurtki. Natalia zaprosiła sporo ludzi. Julia jakoś upchała swoją na jednym z haków. Włożyła zziębnięte buty, wzdrygnęła się i weszła do pokoju.
Jasne światło po ciemnym przedpokoju oślepiło ją, a głośna muzyka przyśpieszyła bicie serca. Kilkanaście osób tańczyło wokół stołu, zajmując całe pomieszczenie. Nikt nie zwrócił na nią uwagi. Rozejrzała się za Natalią, ale jej nie dostrzegła.
Julia, omijając tańczących, przedostała się w stronę kuchni. Gdy była już przy szklanych drzwiach, te nagle się otworzyły. Rozpromieniona Natalia, z oczami błyszczącymi jak w gorączce i zadowolonym uśmiechem na ustach, wpadła na nią. Zmieszanie zniknęło szybko z twarzy przyjaciółki.
Za plecami Natalii stanął Dominik. Rozczochrane włosy próbował przygładzić palcami.
— Już jesteś? — spytała Julia, patrząc na Natalię.
Ta już się pozbierała i znów uśmiechała się, jakby nigdy nic.
— Impreza w pełni. Czemu się spóźniłaś? — zapytała. — Chodź tańczyć. A może najpierw coś wypijesz? — Minęła Julię.
— Nie zadzwoniłeś. Nie zauważyłeś, że mnie nie ma? A może byłeś zbyt zajęty? — spytała głosem pełnym goryczy.
— Po prostu nie zdążyłem. Też dopiero przyszedłem. — Dominik pochylił się, żeby ją pocałować, ale Julia odsunęła się.
Poczuła zapach ulubionych perfum Natalii.
— Julka, o co ci chodzi? Tylko kroiliśmy kiełbasę — tłumaczył się Dominik.
— Może najpierw zetrzesz szminkę z policzka. Przekaż jej to. — Wcisnęła mu w ręce prezent w reklamówce. Dominik ledwo go złapał, a Julia już przedzierała się do wyjścia, roztrącając gości.
W przedpokoju zrzuciła buty, wsunęła nogi w kozaki, zerwała kurtkę z wieszaka i wybiegła z mieszkania. Szalik wypadł jej z rękawa na schody. Julia schyliła się po niego i wtedy z mieszkania wyszedł Dominik. Ruszyła pędem w dół.
— Julka, wszystko źle zrozumiałaś! — krzyknął za nią.
Wbiegła na mróz, który znów sparzył jej twarz. Przypomniała sobie, że zostawiła buty, ale nie miała zamiaru wracać. „Jak on mógł? Przyszedł wcześniej i nie zadzwonił, nie szukał jej… Tak sobie przyjaciółka. Jak ona mogła? Zdrajcy…” Julia dławiła się łzami i szła w przeciwną stronę niż dom. Zorientowała się dopiero, gdy rzęsy od zamarzniętych łez zrobiły się ciężkie, a czubek nosa straciła czucie.
„I gdzie teraz? Do domu? Mama będzie pytać, uspokajać, mówić, że Dominik nigdy jej się nie podobał… Może do kościoła? Tam pewnie jest pasterka. Nie. Za daleko i za dużo ludzi.”
Rozejrzała się. Okazało się, że odeszła już sporo od domu. Wstąpiła do sklepu, żeby się trochę ogrzać. Teraz żałowała, że włożyła lekką sukienkę. Mróz przechodził przez kości, mimo ciepłej kurtki. „Rozchoruję się. No i dobrze. Będę leżeć z gorączką, niech im będzie wstyd…” Julia pociągała nosem. CzA po dziesięciu latach małżeństwa, patrząc na śpiące dzieci i trzymając dłoń Krzysztofa, Julia uśmiechnęła się do siebie, wiedząc, że tamta zimowa noc była najlepszym prezentem, jaki mogło jej przynieść życie.



