Garść czarnej porzeczki

Garść czarnej porzeczki

Wanda nie przygotowywała się szczególnie do Sylwestra. Córka powiedziała, że wyjedzie z przyjaciółmi na działkę. A samej Wandzie wiele nie trzeba było. Upiecze pierogi, zrobi sałatkę jarzynową. Oberzy trochę telewizję i pójdzie spać. A potem córka wróci.

Gdy żył Bronisław, spotykali się w dużym gronie. Posiedzą chwilę przy stole, wypiją, przekąszą, obejrzą sylwestrową galę, a potem wyjdą na zewnątrz z petardami i zimnymi ogniami. Wodzili korowód wokół choinki na rynku, śpiewali kolędy, a jeśli zebrało się więcej ludzi, urządzali proste konkursy. Nawet młodzież zarazili swoją radością.

Wanda otarła łzę. Minęły już prawie trzy lata, odkąd odszedł Bronisław, a ona wciąż nie mogła się przyzwyczaić. I pewnie nigdy nie pogodzi się z tą stratą.

Zdjęcie męża w ramce stało na półce. Zmrużone oczy, ledwo zauważalny uśmiech na ustach. Uwielbiała to zdjęcie, takie samo wybrała na nagrobek. Kiedy przychodziła na cmentarz, wpatrywała się w twarz na fotografii. Wydawało jej się, że Bronisław witał ją za każdym razem z innym wyrazem twarzy – czasem uśmiechał się, ciesząc się na jej widok, a czasem patrzył surowo, gdy zbyt długo nie odwiedzała grobu.

Wiedziała, że to niemożliwe. Ale za każdym razem, podchodząc do nagrobka, zastanawiała się, jakim spojrzeniem przywita ją tym razem.

— Źle mi bez ciebie, Bronku. Gdyby chociaż wnuki były, byłoby jakieś zajęcie. Tylko że Kinga nie śpieszy się za mąż. Od kiedy jej chłopak ożenił się z koleżanką, boi się nowych związków. Ostatnio jednak chodzi roześmiana. Może już ktoś jest, ale milczy, nie mówi. A ja nie pytam…

W przedpokoju zatrzasnęły się drzwi. Wanda szybko odstawiła zdjęcie na półkę.

— Mamo, jesteś w domu? — rozległ się dzwoniący głos Kingi.

— A gdzie miałabym być? Czemu tak wcześnie? — Wanda podeszła do córki.

— Zwolnili mnie z pracy przed czasem. Nie będę jadła kolacji. Zaraz się spakuję i jadę. Po mnie przyjadą Anka z mężem.

— Ale dlaczego? Mieliście jechać dopiero trzydziestego pierwszego? — zaniepokoiła się Wanda.

— Tak, ale z Anką uznałyśmy, że trzeba napalić w domku, wszystko przygotować, choinkę ściąć i udekorować… — Kinga opowiadała podekscytowana, pakując jednocześnie rzeczy do torby. — Dobra, ładowarka jest. O, buty! No i prostownica… — Przyniosła z łazienki prostownicę i wrzuciła do torby.

— Chyba wszystko. Wybacz, mamo, że zostawiam cię samą w taki czas. Może poszłabyś do kogoś w gości?

— Nigdzie nie pójdę. Nie interesuje mnie już ta cała zabawa. A kiedy wrócisz? — spytała Wanda.

— Trzeciego albo czwartego. Zobaczymy. — Oczy córki błyszczały. Wanda dawno nie widziała jej takiej. „Na pewno ktoś się pojawił w ich gronie. Dobrze by było.”

Za oknem rozległ się klakson.

— No to lecę, mamo. — Kinga cmoknęła Wandę w policzek, narzuciła płaszcz i wybiegła za drzwi.

Wanda rozejrzała się po przedpokoju — czy córka nie zapomniała szalika i czapki. Nie, wzięła wszystko. Wróciła do pustego pokoju, znów spojrzała na zdjęcie Bronisława.

— I córka pojechała. Ach, Bronku, jakże wcześnie odszedłeś… — westchnęła.
Bronisław patrzył na nią z fotografii, mrużąc oczy i uśmiechając się.

Wanda postanowiła czymś się zająć. Otworzyła szufladę komody. Leżały tam różne papiery. Trzeba je przejrzeć, bo w takim bałaganie nic się nie znajdzie.

Przeglądała dokumenty, niepotrzebne wyrzucała, a ważne układała z powrotem. Natrafiła na małą karteczkę z adresem, napisanym niepewną ręką. To adres Janusza, przyjaciela Bronisława. Od razu przypomniały się wspomnienia…

Poznała Janusza na urodzinach znajomych. Chodzili razem do kina kilka razy. A pewnego dnia przyszedł z kolegą. Na widok Bronisława serce Wandy zabiło mocniej. Oboje od razu poczuli do siebie sympatię.

Gdy Janusz zauważył, że Wanda wyraźnie woli Bronisława, po prostu się wycofał. Był dobrym przyjacielem. Wanda nigdy nie żałowała, że wybrała Bronka i wyszła za niego za mąż.

Wkrótce ożenił się też Janusz. Ale coś między nim a żoną nie zagrało, rozstali się. Janusz wyjechał do wsi oddalonej o trzysta kilometrów od miasta. Został mu tam dom po jakichś krewnych. Kilka razy Wanda z Bronisławem i małą Kingą jeździli do niego.

Janusz otwarcie zazdrościł im szczęścia i nie ukrywał tego. Żartował, że jeśli Bronisław ją skrzywdzi, ma przyjeżdżać do niego. Bronisław nie był zazdrosny, tylko się uśmiechał. I choć bywało między nimi różnie, kłócili się, jak to w małżeństwie, zawsze szybko się godzili i nigdy nie myśleli o rozwodzie.

„Janusz przyjechał na pogrzeb. Nie pamiętam, żebym go wzywała. Może Kinga? Byłam wtedy jak we mgle po stracie. Namawiał mnie, żebym przyjechała do niego, odpoczęła, oderwała myśli. Ale nie mogłam. Ciągle chodziłam na cmentarz. A do Janusza jakoś nie dotarłam.”

Wanda zamknęła szufladę, usiadła na kanapie z adresem w dłoni.

— Bronku, może jednak pojechać do Janusza? Nie masz nic przeciwko? — Wydawało jej się, że Bronisław patrzy na nią z aprobatą.

Zadzwoniła na dworzec, sprawdziła rozkład autobusów i zarobiła ciasto na pierogi. W gości nie wypada jechać z pustymi rękami. A kto upiecze Januszowi pierogów? Pracowała do późna w nocy. Ze zmęczenia szybko i mocno zasnęła.

O dziewiątej rano siedziała już w autobusie i wyobrażała sobie, jak Janusz się ucieszy, jak będą wspominać młode lata… I niepostrzeżenie zdrzemnęła się.

Obudził ją hałas. W autobusie zostało już niewiele osób, większość wysiadła po drodze. Pasażerowie rozmawiali, ściągali torby z półek. Wanda uniosła się, wyciągając szyję, spojrzała przez przednią szybę. Autobus zbliżWanda uśmiechnęła się, patrząc na zdjęcie Bronisława, i postanowiła, że pierwszym dniem wiosny spakuje walizkę i wyruszy do Janusza, by przekonać się na własne oczy, jak kwitną sady na wsi.

Rate article
Fajna Tajna
Garść czarnej porzeczki