W ostatni dzień ferii zimowych przyjaciele postanowili wybrać się na lodowisko. Nagłe mrozy nieco zelżały, a niskie, lecz jasne słońce oślepiało, dając nadzieję na zbliżającą się wiosnę. Dni stawały się coraz dłuższe.
Kuba z Tomkiem nie byli jedynymi, którzy chcieli zrzucić kilogramy nabrane podczas świątecznych uczt. Na lodowisku roiło się od ludzi. Słońce świeciło, mroźne powietrze orzeźwiało, a muzyka z głośników poprawiała humor.
Gdy wyszli na lód, Kuba i Tomek zaczęli przyspieszać, wymijając innych łyżwiarzy. Naostrzone łyżwy pewnie ślizgały się po nierównym lodzie. W tym roku byli tu pierwszy raz – wcześniej śnieg zasypywał ślizgawkę, potem nadeszła odwilż, a lód stał się miękki i pokryty kałużami. Dopiero po Bożym Narodzeniu udało im się w końcu wybrać na taflę.
Po dwóch okrążeniach dla rozgrzewki zaczęli się wygłupiać. Tomek zauważył dziewczynę w białej kurtce i równie śnieżnej czapce z pomponem. Niepewnie stała na łyżwach, kurczowo trzymając się bandy. Od razu było widać, że to jej pierwsza przygoda z łyżwami.
Sztywne nogi odmawiały posłuszeństwa, rozjeżdżały się na boki, a kostki wykręcały się boleśnie. Gdyby nie uchwyt na bandzie, dawno byłaby na lodzie i pewnie nie podniosłaby się samodzielnie. Tomek poczuł jednocześnie rozbawienie i współczucie.
Rozejrzał się za Kubą, lecz ten zajęty był rozmową z jakąś grupą dziewczyn. Tomek podjechał do krawędzi lodowiska.
— Chcesz, żebym cię nauczył? To nie takie trudne. Wystarczy znać podstawy.
Dziewczyna nie zdążyła odpowiedzieć. Jej prawa noga wysunęła się do przodu i prawie przewróciła się do tyłu. Tomek zdążył ją złapać.
— Dziękuję — powiedziała cicho.
Jej głos wydał mu się magiczny, a dotyk sprawił, że dreszcz przeszedł mu po plecach. Serce zabiło mocniej, niespodziewanie radośnie.
— Nie bój się. Puść bandę, inaczej nigdy się nie nauczysz. Trzymaj się mnie. — Wyciągnął do niej rękę.
— Boję się — wyszeptała drżącym głosem.
— Lód jest śliski, upadki się zdarzają. Ale ja cię przytrzymam. No dawaj — nalegał Tomek.
Dziewczyna złapała go za rękę, ale drugą dłonią wciąż kurczowo trzymała się poręczy.
— Dobrze, już dobrze — dopingował ją. — Teraz odepchnij się jedną nogą i jedź na drugiej. Nie stawiaj stopy na czubek, bo się wywrócisz! Tak, świetnie. Złącz nogi. Teraz odepchnij się drugą… — tłumaczył, mocno trzymając jej dłoń.
Dziewczyna posłusznie wykonała kilka ostrożnych ruchów. W końcu puściła bandę. Nie był to jeszcze prawdziwy ślizg, ale Tomek hojnie ją chwalił.
— Świetnie! Rozluźnij nogi, ugnij lekko kolana. A teraz spróbuj płynąć, zamiast stąpać.
W jej oczach zabłysła radość. Roześmiała się, a ten dźwięk sprawił, że serce Tomka podskoczyło, a skóra znów pokryła się gęsią skórką.
Dziewczyna śmiało odepchnęła się, zapominając o czubku łyżwy, i potknęła się, ale Tomek znów ją przytrzymał.
— Nic się nie stało. Tylko nie tak gwałtownie…
Powoli posuwali się wzdłuż bandy.
— Już nie mogę! Jestem zmęczona. Nogi jak z drewna i trzęsą mi się — jęknęła.
— Na pierwszy raz wystarczy. Jutro będziesz czuła każdy mięsień. Następnym razem pójdzie lepiej. Jesteś dzielna. Chodź, odprowadzę cię do szatni. Mam na imię Tomek. — Spojrzał na nią ukradkiem.
Jej policzki były zaróżowione, oczy otoczone gęstymi rzęsami błyszczały, usta lekko rozchylone… Tomek poczuł przyjemne ciepło rozlewające się w piersi. Nigdy czegoś takiego nie doświadczył.
— Kinga — przedstawiła się.
Od brzmienia jej głosu, od tego imienia, które niosło zapach lata, zakręciło mu się w głowie.
Widać było, że jest wykończona. Całym ciężarem opierała się na jego ramieniu. I chciał, żeby ta chwila trwała jak najdłużej — czuć jej ciężar, słyszeć przerywany oddech, widzieć parę unoszącą się z jej ust…
Dotarli do szatni, a Kinga osunęła się bezsilnie na ławkę, wyciągając bolące nogi.
— Podaj numer, przyniosę ci rzeczy — ochrypłym głosem powiedział Tomek.
— Tam jest torba z butami. — Kinga podała mu numer. — Pomóc zdjąć łyżwy? — zapytał, gdy wrócił.
Spojrzała na niego tymi swoimi błękitnymi oczami tak, że poczuł, jakby przepłynął przez niego prąd.
— Dam radę. — Kinga pochyliła się, by rozsznurować buty.
Tomek stał obok jak słup, nie mogąc oderwać od niej wzroku.
— A ty tu jesteś! — Za plecami rozległ się głos Kuby. — Gdzieś mi zniknąłeś. Jak postępy?
— Jak na pierwszy raz rewelacyjnie — odparłTomek wziął Kingę za rękę i pomyślał, że może właśnie znalazł swoją drugą połówkę, a lodowisko, które zwykle było dla niego tylko zabawą, stało się początkiem czegoś znacznie ważniejszego.



