Moja Aniela
Ola uparcie odrzucała połączenie, a Tomek dzwonił raz za razem.
– Ola, odbierz. Ile można? – do pokoju zajrzała Kasia. – Albo wyłącz telefon, jeśli nie chcesz rozmawiać. – Z trzaskiem zatrzasnęła drzwi.
Ola wyłączyła telefon i rzuciła go na drugi koniec kanapy. Zrobiłaby to już wcześniej, ale czekała na telefon od Jacka. Obiecał zadzwonić, ale minęły już dwa dni, a on milczał. Z Tomkiem zaś nie miała zamiaru więcej rozmawiać, tym bardziej go widzieć. Dla niego wyszła ze swojej skorupy, w której schowała się po śmierci rodziców. A on zdradził ją tak cynicznie…
***
Na ulicy panował silny ślizg. Rodzice wracali od babci. Nagle z bocznej ulicy wyłonił się terenowy samochód. Pijany kierowca na oblodzonej drodze stracił panowanie nad pojazdem, auto wpadło w poślizg i uderzyło prosto w samochód rodziców. Mama zginęła na miejscu, a tata zmarł w szpitalu.
Minął dokładnie rok. Wcześniej Ola uwielbiała Nowy Rok, nie mogła się go doczekać. Teraz myślała o nim z drżeniem. Stał się symbolem śmierci rodziców, przypominał o stracie i nieustającym bólu.
Nie pamiętała, jak udało jej się skończyć pierwszy rok studiów, jak w ogóle przetrwała stratę mamy i taty. Do niej wprowadziła się ciocia Kasia, siostra ojca. Rozwiodła się z mężem, bo nie mogła mieć dzieci – w liceum przeszła nieudaną aborcję.
– Mów mi po imieniu. Bo czuję się jak stara ciotka – od razu poprosiła Olę.
Ale Kasia nie zastąpiła jej rodziców. I nie zostały przyjaciółkami. Kasia szukała szczęścia, starała się ułożyć swoje życie osobiste, poznawała mężczyzn, chodziła na randki.
Ola nie zamierzała świętować Nowego Roku. Po prostu położyłaby się spać i nigdzie nie wyszła. Ale Tomek przekonał ją, by poszła na urodziny jego przyjaciela dwa dni przed Sylwestrem.
– Mam dziewczynę, a nigdzie z nią nie chodzę. Co ja tam będę robił sam? Wszyscy przyjdą w parach. To nie Sylwester, tylko urodziny. Proszę, chodźmy. Trzeba wracać do życia. Myślę, że twojej mamie też by się nie podobało, że siedzisz w domu – przekonywał.
Ostatni argument przełamał opór Oli i zgodziła się. Założyła tę samą sukienkę, którą kupiły z mamą specjalnie na ubiegłoroczny Sylwester, ale Ola nigdy nie zdążyła jej założyć.
– Będziesz najpiękniejsza – powiedziała wtedy mama.
Sukienka naprawdę jej pasowała.
Kasia obrzuciła ją krytycznym spojrzeniem.
– Dopóki mieszkamy razem, nie wyjdę za mąż. Kto na mnie spojrzy, jeśli obok taka młoda piękność? – Westchnęła. – Nie jest za bardzo odkryta? Zaczekaj. – Kasia wyszła do drugiego pokoju i wróciła z cienkim szalikiem. Był odcieniem ciemniejszy niż sukienka, dopełniał i podkreślał jej kolor.
„Mamie by się spodobało” – pomyślała Ola.
– Teraz lepiej – z zadowoleniem stwierdziła Kasia. – Możesz narzucić na ramiona, jeśli zrobi się chłodniej.
Z Tomkiem długo jechali taksówką. Gdy weszli do mieszkania, impreza już trwała. Solenizant zagwizdał, widząc Olę.
– Teraz rozumiem, czemu tak długo ukrywałeś swoją dziewczynę. Nawet jeśli jesteś moim kumplem, to ci ją odbiję – żartobliwie powiedział i pogroził Tomkowi palcem.
Oprócz Tomka Ola nikogo nie znała na imprezie. Dopóki był obok, czuła się spokojna. Ale potem zaczęli tańczyć. Zaprosił ją jakiś chłopak. Gdy muzyka ucichła, Tomka nie było w pokoju.
Ola od razu poczuła się nieswojo wśród obcych ludzi. Poszła szukać przyjaciela. Przechodząc koło przedpokoju, zauważyła, że drzwi wejściowe są uchylone. Wyszła na klatkę schodową i zobaczyła Tomka. Stał półpiętro niżej i całował się z jakąś dziewczyną, jakby spotkali się po długiej rozłące. Byli tak pochłonięci, że nic wokół nie widzieli.
Oli zrobiło się słabo. Co teraz? Nie mogła tu zostać. Wróciła do mieszkania, włożyła buty i płaszcz, znów wyszła na korytarz.
Boleśnie było patrzeć na całującą się parę. Ola zrozumiała, że nie przejdzie obok nich. Nie miała wyjścia – musiała wejść wyżej i przeczekać. W końcu skończą się całować albo ktoś ich zawoła. Weszła na kolejne piętro. Ale nawet tu słychać było szepty i odgłosy pocałunków.
Postanowiła wejść jeszcze wyżej. Na klatce między piętrami trzeba było przejść przez długą, otwartą loggię. Ola zatrzymała się i spojrzała w dół, wystawiając rozgrzaną twarz na lekki wiatr. Zaparkowane na podwórku samochody wyglądały jak zaspy śnieżne.
„Jeśli skoczę w śnieg, będzie bolało?” – przemknęła jej przez głowę dziwna myśl. „Nawet o tym nie myśl!” – czy to ona sobie nakazała, czy ktoś inny jej to podpowiedział, ale odskoczyła od balustrady. Potem znów podeszła, przechyliła się i spojrzała w dół.
– Nie waż się! Odejdź od barierki! – usłyszała za sobą ostry głos.
W tej samej chwili silne ramiona chwyciły ją i odciągnęły od krawędzi.
Lekki szalik zaczepił się o coś, zsunął z szyi i, porwany podmuchem wiatru, zatrzepotał nad krawędzią loggii. Ola krzyknęła i wyciągnęła rękę, żeby go złapać, ale nagle się uwolnił i poleciał w dół.
– Puść mnie! – warknęła Ola na chłopaka, który wciąż ją trzymał. – Tam jest szalik! Kasia mnie zabije! – zawołała z rozpaczą.
– Przepraszam, myślałem, że chcesz skoczyć – powiedział z wyrzutem.
– Skąd taki pomysł? Tylko spojrzałam w dół. Nie chciałam skakać. – Ola była coraz bardziej zirytowana.
– Chodź, znajdziemy twój szalik. – Chłopak pociągnął Olę z loggii. Zeszli na piętro, gdzie była impreza. Tomka i dziewczyny już nie było. Zabolało, że nawet jej nie szukał.
Szalik zawisł na gałęzi drzewa i trzepotał na wietrze. Chłopak złapał niższą gałąź, podciągnChłopak złapał niższą gałąź, podciągnął się i w ostatniej chwili zdążył chwycić szalik, zanim wiatr porwał go na dobre, a gdy spojrzał w oczy Oli, wiedział, że nie jest już sama.



