“Zamiast narzekać – działaj!”
“Zosiu, no ile można!” – rozległ się z korytarza donośny głos sąsiadki. – “Znowu płaczesz? Słyszę przez ścianę! Co się tym razem stało?”
Zofia otarła łzy rękawem szlafroka i niechętnie otworzyła drzwi. W progu stała pani Jadwiga, trzymając w ręce paczkę z drożdżówkami.
“Ach, jak zawsze, ciociu Jadziu… Znowu w pracy szef…” – zaczęła Zosia, ale sąsiadka energicznie weszła do mieszkania.
“Dość narzekania, dziewczyno!” – odcięła pani Jadwiga, stawiając paczkę na stół. – “Ile ty masz lat? Czterdzieści dwa? A zachowujesz się jak szkolna dziewczynka! Siadaj, zrobimy herbatę i porozmawiamy jak ludzie.”
Zofia posłusznie podeszła do kuchennego stołu. Pani Jadwiga, mimo swoich siedemdziesięciu pięciu lat, tryskała energią bardziej niż niejeden młody człowiek. Pełna werwy, z prostą postawą i bystrym spojrzeniem, nie znosiła biadolenia i użalania się nad sobą.
“Opowiadaj, co się tym razem wydarzyło” – rozkazała, włączając czajnik. – “Tylko bez łez, konkretnie.”
“Wie ciocia, szef powiedział, że mogą mnie zwolnić. Oszczędzają na pensjach, a ja pracuję w księgowości dopiero dwa lata. Mały staż – pewnie pierwszymi zwalniają takich jak ja.”
“I co zamierzasz zrobić?” – spytała pani Jadwiga, wyjmując z szafki filiżanki.
“Co mogę zrobić? Czekam, aż mnie zwolnią. CV wysłałam, ale kto zatrudni kobietę w moim wieku? Młodych jest pod dostatkiem. Doświadczenia też niewielkie…”
“Stój!” – pani Jadwiga odwróciła się gwałtownie. – “Oto twój problem! Poddajesz się, zanim cokolwiek spróbujesz. Myślisz, że szef z przyjemnością ludzi zwalnia?”
“Ale co ja mogę—”
“Wiele możesz!” – przerwała sąsiadka. – “Jak długo cię znam? Jesteś bystra, skrupulatna, odpowiedzialna. Pamiętam, jak opiekowałaś się mamą do ostatniego dnia, bez skarg. A teraz panikujesz przez możliwe zwolnienie?”
Zosia chciała zaprotestować, ale pani Jadwiga już nalewała herbatę.
“Słuchaj uważnie” – kontynuowała, siadając naprzeciwko. – “Mój mąż, niech spoczywa w pokoju, całe życie pracował w hucie. Gdy zakład zamknęli, miał pięćdziesiąt osiem lat. Też myślał, że koniec, stary nikomu nie potrzebny. A ja mu mówię: ‘Dość narzekania, zrób coś!’ I wiesz co? Poszedł do mechanika na budowę, potem własny warsztat otworzył. Aż do emerytury ludziom pomagał, sprzęt naprawiał.”
“Ale to był mężczyzna” – westchnęła Zosia. – “A ja…”
“A ty co? Rąk ci brakuje? Głowa nie działa? Dlaczego zachowujesz się jak rozklejona?”
Zofia zamilkła, mechanicznie mieszając łyżeczką herbatę. Pani Jadwiga miała rację, oczywiście. Ale jak wytłumaczyć ten strach, tę niepewność, która ogarnia ją za każdym razem, gdy trzeba podjąć decyzję?
“Ciociu Jadziu, a pani… pani nigdy się nie bała?” – cicho spytała.
“Bałam się, naturalnie!” – roześmiała się starsza kobieta. – “Kto się nie boi? Gdy męża na wojnę żegnałam, myślałam, że oszaleję. Gdy dzieci rodzone rodziłam, też strach był. Ale strach – to normalne. Ważne, by nie pozwolić mu sobą rządzić.”
“Nie wiem, nie wiem…” – pokręciła głową Zosia.
“Głupstwa opowiadasz!” – machnęła ręką pani Jadwiga. – “Pamiętasz, jak mi komputer ustawiałaś? A sąsiadce z piątego piętra podatki wyliczałaś? Ile razy tłumaczyłaś mi umowy, gdy domek sprzedawałam?”
Zosia zamyśliła się. Rzeczywiście, często pomagała sąsiadom z dokumentami, obliczeniami, podatkami. Ludzie dziękowali…
“Pamiętam” – powiedziała powoli. – “Ale to nie praca…”
“A dlaczego nie praca?” – oburzyła się pani Jadwiga. – “Ludzie potrzebują pomocy, ty potrafisz pomagać. Więc stwórz własną działalność!”
“Własną działalność?!” – przeraziła się Zosia. – “Co też ciocia mówi!”
“A kto ją ma? Myślisz, przedsiębiorcy z nieba spadli? Wszyscy kiedyś zaczynali. Moja siostrzenica Kasia – była sekretarką, a teraz własny salon kosmetyczny prowadzi. Zaczynała w domu, sąsiadki obcinała, dziś trzy panie u niej pracują.”
“Ale to co innego…” – zaczęła Zosia.
“Nic innego! Zasada ta sama: zobaczyła potrzebę – wypełniła ją. Widzisz, jak ludzie męczą się z papierami, podatkami. Biegają, nie wiedzą, do kogo się zwrócić. A mogłabyś im pomóc.”
Zosia milczała, rozważając słowa sąsiadki. Ileż razy słyszała skargi na urzędniczą machinę, niemożność ogarnia”A kiedyś może nawet otworzę własne biuro rachunkowe – pomyślała Zosia, uśmiechając się do swoich marzeń, bo teraz już wiedziała, że strach nie jest powodem, by stać w miejscu – jest tylko znakiem, że czas ruszyć do przodu.”



