Spójrz, jak na Ciebie patrzy – z miłością i podziwem!

– Wiesz, jak na ciebie patrzy? Z miłością i zachwytem – wyrzuciła z siebie zadowolona z siebie córka.

Krzysztof wyszedł spod prysznica, owinięty jedynie ręcznikiem. Krople wody połyskiwały na umięśnionej klatce piersiowej. Nie mężczyzna, a marzenie. W piersiach Ewy zabolało słodko serce.

Krzysztof usiadł na brzegu łóżka i sięgnął ku niej, by pocałować. Odchyliła głowę.

– Nie, bo już nigdy nie wyjdę. Muszę iść. Zosia pewnie już w domu. – Ewa przytarła policzek o jego ramię.

Westchnął ciężko.

– Ewka, ile można? Kiedy powiesz córce o nas?

– Trzy miesiące temu nawet nie wiedziałeś, że istnieję i świetnie sobie żyłeś. – Wstała i zaczęła się ubierać.

– Czuję, jakbym wcześniej w ogóle nie żył, tylko na ciebie czekał. Nie potrafię bez ciebie…

– Nie rozdzieraj mi serca. Nie odprowadzaj mnie. – Ewa wysunęła się z pokoju.

Szła ulicą, starając się nie zauważać spojrzeń przechodniów. Wydawało jej się, że wszyscy wiedzą, skąd wraca. Mężczyźni spoglądali z ciekawością, kobiety… z osądem.

I nic dziwnego – zgrabna sylwetka, wysoka postawa, twarz z wyrazistymi oczami i pełnymi ustami. Ciemne, gęste włosy wymykały się spod spinki na karku. A Ewa chciała stać się niewidzialna.

***

Wyszła za mąż młodo, mając dwadzieścia lat, z wielkiej, odwzajemnionej miłości. Prawie od razu zaszła w ciążę. Mąż próbował namówić ją na aborcję – mówił, że za wcześnie, że trzeba stanąć na nogi, że jeszcze zdążą. Ale Ewa nie uległa i urodziła zdrową dziewczynkę, mając nadzieję, że z czasem mąż się zmieni. Lecz on nigdy nie pokochał córki. Cóż, wielu mężczyzn jest obojętnych wobec dzieci.

Pewnego dnia zadzwoniła jakaś kobieta i podała adres, pod którym wieczorami bywał mąż Ewy. Nie rzuciła się od razu sprawdzać, poczekała na niego i zapytała wprost. Najpierw wszystkiemu zaprzeczał, potem się tłumaczył, w końcu zaczął krzyczeć:

– Jakaś wariatka ci powiedziała, a ty od razu uwierzyłaś? Nie różnisz się od niej specjalnie. Wyprowadzam się, a ty pożałujesz…

Wyszedł, trzaskając drzwiami. Ewie odechciało się żyć, ale córka wymagała opieki, więc przeżyła. Po dwóch tygodniach nie wytrzymała, poszła pod wskazany adres i stanęła za drzewem na podwórku, czekając. Niedługo później przechodził obok jej mąż, prowadząc pod rękę młodą kobietę. Weszli razem do klatki.

Nazajutrz Ewa złożyła pozew o rozwód. Wiedziała, że nie potrafiłaby mu wybaczyć – nie taki ma charakter. Oddała Zosię do żłobka i wróciła do pracy.

Czasami pojawiali się w jej życiu mężczyźni, lecz żaden nie spodobał się jej na tyle, by związać z nim życie. Dopiero po latach Krzysztofowi udało się zdobyć jej serce. Przystojny, wysoki, pasujący do niej. Między nimi wybuchł burzliwy, namiętny romans. Pewnego dnia Zosia spytała, dlaczego matka tak starannie się ubiera.

– Na randkę – odparła Ewa, półżartem, półserio.

– Aaa… – przeciągnęła znacząco córka.
Więcej pytań nie zadawała.

Figurą Zosia przypominała matkę, lecz twarz miała mniej urodziwą. Wszyscy dziwili się, jak u tak przystojnych rodziców urodziła się zwyczajna córka. A Ewa cieszyła się – uroda to nie chleb, nią się nie naje, za to przysparza kłopotów.

Nigdy nie miała przyjaciółek. I nie z jej winy, ale przez zawiść dziewczyn, które bały się wyglądać blado przy niej. Może dlatego wyszła tak wcześnie za mąż – liczyła, że w mężu znajdzie przyjaciela.

– Za mało w nim polotu, choć przystojny – mawiała matka.

***

– Zosiu, jestem w domu – zawołała głośno Ewa, wchodząc do mieszkania.

– Odrabiam lekcje – odparła córka z pokoju.

Ewa przebrała się i poszła do kuchni. Po chwili weszła Zosia, usiadła przy stole i ukąsiła kawałek chleba.

– Nie psuj apetytu, zaraz będzie kolacja – powiedziała Ewa, stawiając talerze i siadając naprzeciw córki. – Chciałam z tobą porozmawiać.

– Chciałaś, to mów – Zosia zajadała z apetytem.

– Niedługo moje urodziny.

– Pamiętam, mamo.

– Chciałam zaprosić… mojego znajomego – wydukała z trudem Ewa.

– Z którym sypiasz? – Zosia patrzyła na nią spokojnie.

– Spotykam się. W końcu rozmawiasz z matką – upomniała ją Ewa.

– Jaka różnica? W twoim wieku randki i seks to to samo.

– Więc zaproszę go? Nie masz nic przeciwko? – dopytała Ewa.

– Mnie co to obchodzi. A babcia przyjdzie? – odparła Zosia beztrosko.

Ewa odetchnęła z ulgą. Piętnaście lat – trudny wiek. Wyglądało na to, że córka przyjęła wiadomość spokojnie.

– Babcia będzie w niedzielę. Ważne, żebyście się z nim dogadali.

– Daj spokój, mamo, zaproś go – machnęła ręką Zosia.

Całe sobotnie przedpołudnie Ewa gotowała, chcąc zaimponować Krzysztofowi swoimi kulinarnymi umiejętnościami. Przyszedł z ogromnym bukietem róż, podarował pierścionek. Ewa była zaskoczona. Jego natarczywość ją oszołomiła.

Co więcej, chcąc przypodobać się Zosi, zachowywał się głośno, opowiadał różne historie, żartował. Córka przeciwnie – była powściągliwa i poważna. Gdy Krzysztof wyszedł, Ewa posprzątała ze stołu, weszła do pokoju córki, usiadła obok i próbowała ją przytulić, lecz Zosia się wywinęła.

– Nie podobał ci się? – spytała Ewa.

– Nie – odparła krótko.

– Dlaczego? – Ewa nie ukrywała rozczarowania.

– Po prostu nie. – Zosia zamilkła na chwilę. – Rozumiem, że jesteś jeszcze młoda, że miłość i te sprawy. Ale mamo… on cię wykorzystuje. Jak ty tego nie widzisz?

– To babcia cię tak przeciwko niemu nastawiła?

– Co ma babcia do tego? Mam oczy. – Zosia spojrzałaEwa uśmiechnęła się przez łzy, gdy Piotr nieśmiało wziął ją za rękę, a w jego oczach zobaczyła to, czego przez całe życie szukała – prawdziwą, cierpliwą miłość.

Rate article
Fajna Tajna
Spójrz, jak na Ciebie patrzy – z miłością i podziwem!