Wszystko nie jest takie, jak się wydaje
Przed porannym obchodem do pokoju lekarskiego weszła pielęgniarka Bożena i zwierzyła się półgłosem:
– Pani doktor Katarzyno, ta Kaczmarek z piątej sali cały wieczór błagała, żeby dać jej ubranie i wypuścić do domu. Mówiła pani, żeby informować.
– Dziękuję, Bożenka, zajmę się tym. – Katarzyna poprawila lok wymykający się spod czepeczka i ruszyła w stronę piątej sali.
Przy oknie leżała dziewczyna zwrócona plecami do drzwi.
– Cześć, Małgosiu, co się stało?
Małgosia gwałtownie się odwróciła i usiadła na łóżku.
– Proszę mnie wypisać. Nie mogę już tu leżeć. W domu chociaż będę miała czym się zająć, a tu… – Łzy zakręciły się jej w oczach, gdy spojrzała na Katarzynę z niemym błaganiem.
– No ale płakać nie ma co. Zrobi ci się krzywda dziecku. Czy może zmieniłaś decyzję? – spytała stanowczo Katarzyna.
– Nie, nie zmieniłam. Czuję się dobrze. Obiecuję, że w domu będę leżeć, spacerować i nic nie robić. Proszę, niech mnie pani wypisze. Na dworze taka piękna pogoda, a ja całe dnie spędzam w tej dusznej sali. – Dziewczyna uśmiechnęła się nieśmiało.
– Dobrze. Jutro zrobimy badania, USG i zobaczymy. Jeśli wszystko będzie w porządku, wypiszę cię – obiecała Katarzyna.
– Dziękuję! – Małgosia złożyła ręce jak do modlitwy. – Obiecuję, że będę ostrożna, a jeśli coś będzie nie tak, od razu zadzwonię.
Katarzyna wyszła z sali. Wciąż nie mogła pojąć, jak jej syn mógł zakochać się w tej bladej, niepozornej Małgosi. Jej przystojny syn pracował w dużej firmie… *Pracował.* Katarzyna poprawiła się w myślach. To jego wybór, a wybór syna szanowała. Jeśli Jakub pokochał tę dziewczynę, ona też spróbuje ją polubić.
Już na trzecim roku studiów Jakub wpadł jak śliwka w kompot w ognistą i urodziwą Dominikę. Piękna para. Ale po roku Dominika rzuciła go dla jakiegoś obcokrajowca. Syn długo cierpiał, opuszczał zajęcia. Katarzyna bała się, że porzuci studia.
Z czasem Jakub doszedł do siebie, skończył uczelnię, dostał pracę w prestiżowej firmie. Ale jeszcze długo nie mógł patrzeć na dziewczyny. Aż spotkał tę Małgosię – jasnowłosą, drobną i niepozorną – zupełne przeciwieństwo Dominiki. Może pomyślał, że taka go nie zdradzi.
– Mamo, poznaj, to Małgosia – powiedział, gdy pierwszy raz przyprowadził ją do domu.
I Katarzynie przyszło się namęczyć, by nie skrzywić się mimowolnie. Wszystkie Małgosie, jakie znała, były jakieś dwulicowe. Na zewnątrz – słodkie, nieporadne istotki, a w środku – chytre i wyrachowane. Miała nadzieję, że ich związek z Jakubem nie potrwa długo – byli zbyt różni.
Gdy Jakub oznajmił, że się żeni, Katarzyna też się powstrzymała.
– Już składaliście papiery? – spytała zamiast gratulacji.
– Jeszcze nie. A ty się nie cieszysz? – zaniepokoił się syn.
– Najważniejsze, że ty się cieszysz – odparła.
Jakub podarował Małgosi pierścionek z diamentem, który teraz błyszczał na jej wąskiej dłoni. Wesele zaplanowali na sierpień. Katarzyna liczyła, że do tego czasu coś się wydarzy i Jakub zmieni zdanie.
I zatrąbiła na siebie. Na urodzinach kolegi Jakub wypił, nie wsiadł za kierownicę, odesłał Małgosię taksówką do domu, a sam poszedł piechotą, żeby się przewietrzyć. W ciemnej uliczce zobaczył, jak dwóch typów wpycha dziewczynę do samochodu. Broniła się, wołała pomocy.
Jakub interweniował. Jeden z nich dźgnął go nożem w brzuch. Samochód odjechał, a on został leżeć na asfalcie. Znaleźli go dopiero rano – nie udało się go uratować.
Katarzyna mimowolnie winiła Małgosię. Dlaczego nie nalegała, żeby jechał z nią? Winiła też siebie – to ona wychowała go na takiego człowieka.
Myślała, że nie podniesie się po tej stracie, że nie przeżyje. A jednak wróciła do pracy. A niedawno na oddziale pojawiła się Małgosia – dziesięć tygodni ciąży, zagrożenie poronieniem. Wychodziło na to, że to dziecko Jakuba. Małgosia potwierdziła.
Katarzyna dawała jej najlepsze leki, pilnowała, by przestrzegała zaleceń. Cieszyła się, że będzie miała wnuka – chciała, by urodził się zdrowy. Najlepiej chłopiec. Ale i córce będzie rada – to przecież dziecko Jakuba.
Przed wypisem spytała Małgosi, czy spotka ją mama.
– Mama nie wie – odpowiedziała zmieszana.
– Jak to? Dlaczego jej nie powiedziałaś? – zdziwiła się Katarzyna.
– Mama wychowywała mnie sama. Zawsze bała się, że urodzę bez męża. A teraz…
– Ale Jakub cię poprosił o rękę. Mieliście się pobrać. Gdybyśmy wiedzieli, że jesteś w ciąży, nie czekalibyśmy z weselem – tłumaczyła gorączkowo Katarzyna.
– Sama nie byłam pewna. Myślałam, że jak się upewnię, to powiem. Nie zdążyłam. Wychodzi na to, że też będę sama wychowywać dziecko – powiedziała smutno.
– Ale masz nas. Nosisz dziecko Jakuba, naszego wnuka czy wnuczkę. Pomożemy ci. Nie powiedziałaś mamie, że leżysz na ginekologii? – domyśliła się nagle Katarzyna.
Małgosia przytaknęPo roku okazało się, że Małgosia wróciła do swojego dawnego chłopaka, a mała Janka została z Katarzyną i Igorami, którzy pokochali ją jak własną córkę, znajdując w niej odrobinę szczęścia po stracie syna.



