**Druga szansa**
— Danusza, idziesz do domu? — koleżanka Kasia niecierpliwie pukała paznokciami w blat biurka.
— Nie, jeszcze zostanę. Miał po prostu po mnie przyjechać — skłamała bez zmrużenia oka Danuta.
— No, jak chcesz. Do jutro. — Kasia wyszła z pokoju, kołysząc biodrami.
Pracownicy jeden po drugim opuszczali biuro. Za drzwiami słychać było pośpieszne kroki i stukot obcasów. Danusia wzięła telefon i zamyśliła się. „Pew, już się napił piwa, leży przed telewizorem jak kłoda”. Z westchnieniem nacisnęła przycisk wybierania. Po trzech dzwonkach usłyszała pomruki telewizora, a dopiero potem głos Wojtka:
— Słucham.
— Wojtek, na dworze leje, a ja w zamszowych butach. Przyjedź po mnie.
— Danusiu, sorry, nie wiedziałem, że zadzwonisz, już się napiłem. Weź taksówkę — odpowiedział mąż.
— Jak zawsze. Nic innego się po tobie nie spodziewałam. A pamiętasz, jak wtedy, przy oświadczynach, obiecywałeś, że będziesz mnie nosił na rękach?
— Danusiu, kotku, mecz… — W słuchawce rozległy się okazy kibiców, i Danuta rozłączyła się.
Minęły czasy, kiedy mąż czekał pod biurem. Wtedy nie miał nawet samochodu, a i tak codziennie po nią przychodził. Danusia westchnęła, wyłączyła komputer, ubrała się i wyszła.
Ciszę korytarza przerwało stukanie jej obcasów. Wszyscy już dawno poszli do domu. W holu na parterze, przy recepcji, stał wicedyrektor Tomasz Janowicz i rozmawiał przez telefon. Wysoki, wysportowany, w długim czarnym płaszku wyglądał bardziej jak hollywoodzki aktor niż pracownik zwykłego biura. Kobiety szeptały, że wciąż jest zawiady.
Danusia zawsze miała cięty język i podejrzewała, że coś z nim nie tak, skoro taki przystojni i wolny.
— Spotka się z jakąś modelką. Imienia nie pamiętam. Często ją widać na okładkach — powiedziała kiedy wtedy przyjaciółka Kasia, która znała wszystkie plotki.
Wojtek w młodości też był niczego sobie. Na trzepaku codziennie podciągał się po trzydzieści razy. A potem… Potem się rozlenił, zaczął przepadać za piwem, hodował brzuch. I każdego dnia, wracając z pracy, Danuta widziała ten sam obraz — Wojtek leżał na kanapie przed telewizorem, a na podłodze stało puste piwo.
Już miała wyjść, gdy za plecami usłyszała przyjemny baryton, od którego przeszły ją ciarki.
— Danusiu, coś się spóźniła?
— Myślałam, że mąż przyjedzie, ale nie mógł — odpowiedziała z uśmiechem, odwracając się.
Tomasz schował telefon do kiesz i podszedł bliżej.
— Podwiozę panią. — Otworzył drzwi, przepuszczając ją pierwszej.
— Nie, dziękuję. Wezmę taksówkę — zaczęła się wymawiać Danuta, wychodząc na dwór.
Przystanęła przed schodkami, patrząc na kałuże i swoje modne zamszowe buty. No tak, wiosna — ledwo śnieg zszedł, już deszcze.
— To już tak, jakby taksówka czekala. — Tomasz ujął ją pod ramię i poprowadził do swojego auta.
Jak tu odmówić? Szkoda, że żadna z koleżan w biurze nie widziała — zzieleniałyby z zazdrości. Amatorów na takiego przystojniaka było co niemiara.
Tomasz wyłączył alarm i otworzył przed nią drzwi suv-a. Danusia wskoczyła na wysokie siedzenie, lekko pisnąwszy, po prostu poprawiła spódnicę na kolanach. Tomasz zamknął drzwi, obszedł auto i usie w samochodzie.
— Od lat panią widzę. Wymagająca, ale w granicach rozumy. Myślę, że świetnie sprawdziłaby się pani jako kierownik marketingu.
— A co z Krystyną Stefanową? — zdziwiła się Danuta, nie spodziewając się takiej propozycji.
— Czas na emeryturę. Dobra pracownica, ale z nowymi programami już nie nadąża.
Danusia zrobiła się niespokojna. Żal jej Krystyny. To kiedyś ona uczyła ją wszystkich tajników pracy. Ale i odmówić takiej oferty nie wypadało.
— Wnios się żon, chciała jeszcze trochę popracować, uzbierać na mieszkanie — powiedziała ze smutkiem w głosie.
— To nie pani problem. Jeśli tylko o to chodzi, da się godne odejście. Więż? Zgoda?
Tomasz spojrzał na nią, jakby studiował jej profil. Przyjrzała się szybko drodze przed nimi. Gdy odwróciła głowę, on już patrzył w okno.
Nagle Danuta zorientowała się, że właśnie przejeżdżają koło jej domu.
— W prawo, proszę skorzy. To mój budynek — przerwała ciszę. — Tam, pod tym klatkiem.
Auto stanęło, ale Danuta nie śpieszyła się z wyjściem. Nie mogła znaleźć słów podziękowania.
— Może kiedyś razem zjemy obiad? — padła czarująca propozycja z ustal wicedyrektora.
Serce zabiło jej szybko.
— Może — odparła kokieteryjnym uśmiechem i wyszła z samochodu.
— Do jutra — roześmiała się Tomasz.
Od jego głow i uśmiechu aż się jej zakręciło w głowie. A suw już odjeżdżał, podskrzypując na dziurawym podwórku, jakich w naszych blokowiskach nie brak.
Następnego dnia na oczach wszystkich poszli razem na obiad do kawiarni. Później dołączyły kolacje… A potem…
Nie trzeba opowiadać, co było dalej. A która młoda kobieta oprat się takiemu przystojnisieni? Gdyby w życiu jeszcze nie zobaczyła męża w roli kapciowego dyżurnego.
Danusia nie chodziła — latała. Czuła się znaleziona, zakochana, młodzila o dekady. I życie już nie wydało się takie szare. Tyle że każdy dzień z Wojtkiem przed telewizorem budził w niej jeszcze większą irytację.
I teraz też leżał tak, jak zawsze. Na podłodze — niedopite piwo. Danusia miała ochotę kopnąć butelkę, wylać wirus na karp, ale sprzątać i tak przypadłoby jej. Westchnęła i zaczęła się przebierać, ignorując badawcze spojrzenie męża.
— Jakaś zmieniała. Taka jasz… — Wojtek zamilował, szukając słowa.
„No nareszcie zauważyl” — pomyślała złośliwie Danuta.
— Jaka taka? Normalna — wymówiła obojętnie.
— Tak wyglądałaś, kiedy się spotykaliśmy. Zakochałaś się przypadkiem?
— A jeśli tak? Ty mi uwagi nie zwracasz. Dla ciebie ważniejszy telewizor i piwo.
— Ale zwrócił. WDanusia spojrzała na niego i nagle zrozumiała, że choć życie bywa przewrotne, to czasem wystarczy odrobina wysiłku, by drugi raz znaleźć to, co się już miało.



