“Walizka na kółkach”
– Mamo, jestem już dorosła. Mogę choć raz zrobić to, co chcę? – dąsała się Kasia.
Kłóciły się od kilku dni, odkąd Kasia oznajmiła matce, że chce z chłopakiem wyjechać na tydzień do Krakowa.
– A studia? Sesja za pasem.
– Przecież dobrze się uczę. Nadrobię. No proszę, mamo – błagała Kasia.
– Znasz go ledwie chwilę. A co potem? – Weronika nie miała już sił ani słów, by odwieść córkę od wyjazdu.
– Jeśli mnie nie puścisz, ucieknę z domu i nigdy nie wrócę – krzyknęła Kasia, rzuciła się na kanapę, przycisnęła poduszkę do brzucha i odwróciła się do okna.
„A jeśli naprawdę odejdzie?” – wpełzła do serca niepokojąca myśl, rozrastając się do rozmiarów paniki. Córka – sens jej życia, jedyna bliska osoba na świecie. Nie mogła jej stracić.
– Mamo, ty zawsze byłaś taka rozsądna i zostałaś sama. Chcesz, żebym skończyła tak samo? – W głosie Kasi zadźwięczały histeryczne nuty.
– Córeczko, wszystko przyjdzie w swoim czasie… – mówiła Weronika, choć wiedziała, że córka jest zakochana i nie słucha.
Kasia wtuliła twarz w poduszkę i rozpłakała się.
„Czy ja naprawdę jestem wrogiem własnego dziecka? Czasy się zmieniły. Wszystko teraz biegnie szybciej. Może gdybym w młodości była odważniejsza, zrozumiałabym w porę, rozczarowała się przyszłym mężem, moje życie potoczyłoby się inaczej?” Weronika westchnęła.
– Dobrze. Jedź. Ale dzwoń codziennie. Nie mogę dać ci wiele pieniędzy. Wiesz, że oszczędzam na remont – poddała się zmęczona sporami Weronika.
Kasia odrzuciła poduszkę, podbiegła do matki i przytuliła ją mocno.
– Mamusiu, dziękuję. Nie trzeba pieniędzy. Tomek ma oszczędności. Będę dzwonić codziennie, nawet kilka razy. Nie martw się, wszystko będzie dobrze – szczebiotała radośnie.
„Jakże się nie martwić? Będziesz miała własną córkę, zobaczę, czy nie będziesz się zamartwiać” – pomyślała Weronika, ale nie powiedziała tego na głos. I tak by nie zrozumiała.
Córka pobiegła do swojego pokoju i wróciła z walizką.
– Już spakowałaś rzeczy? Naprawdę byś uciekła? – Przypuszczenie zabiło w sercu bólem.
– Wiedziałam, że się zgodzisz. Znam cię. Zadzwonię teraz do Tomka. – Kasia chwyciła telefon, ale nie wybrała numeru, tylko podeszła do matki.
– Może sama byś gdzieś pojechała? Do cioci Hani na przykład. Co będziesz robić sama w domu? Przecież urlop – powiedziała już pojednawczo.
– Znajdę sobie zajęcie. Tylko uważaj tam. Wiesz, o czym mówię? – burknęła Weronika.
Nastrój miał się taki, że aż chciało się wyć.
– Mamo, jestem dorosła. Wszystko rozumiem. – Kasia wybrała numer chłopaka.
Serce ścisnęło się. Po rozmowie Weronika zrozumiała, że córka zaraz wyjedzie.
– No to już, mamo, taksówka czeka na dole. – Kasia z walizką wyszła do przedpokoju.
Weronika rzuciła się za nią.
– Mamo, nie odprowadzaj. Jak wsiądziemy do pociągu, zadzwonię. Wrócę za tydzień. – Kasia cmoknęła mamę w policzek i, nie zauważając łez w jej oczach, wypadła z mieszkania.
„No i po wszystkim, dorosła, mama już niepotrzebna. Nawet odprowadzić nie pozwoliła”. Weronika wpadła do kuchni i wyjrzała przez okno. Na dole stała żółta taksówka, obok której nerwowo przechadzał się młody mężczyzna. „Wygląda przyzwoicie. Może rzeczywiście wszystko będzie dobrze? Nie uchronisz jej przed wszystkim”.
Smutnym wzrokiem odprowadziła taksówkę, wróciła do pokoju i usiadła na kanapie, na której przed chwilą siedziała córka. Łzy napłynęły do oczu. „No i zostałam sama. Cicho, pusto. Zwariuję tutaj. Trzeba się przyzwyczaić. Rozstanie z dorosłą córką – los wszystkich matek”.
Tak Weronika siedziała długo, nie mogąc się zabrać za cokolwiek. „A może i ja bym gdzieś pojechała? Na przykład nad morze. W końcu urlop. Pewnie nie jest już tam tak ciepło, ale zawsze lepiej niż tu”. Poszła do pokoju córki, włączyła komputer i zaczęła sprawdzać bilety.
Znalazła niedrogie połączenie na jutro rano do Gdańska. Nie namyślając się długo, kupiła bilet w obie strony na pięć dni. Męczyło ją już ciągłe oszczędzanie. Siedzieć i czekać na telefony córki? Tydzień wyda się wiecznością.
Zaczęła się pakować. Wśród krzątaniny i przygotowań oderwała się od niepokoju o Kasię. Wieczorem córka zadzwoniła i jednym tchem wyrecytowała, że są na dworcu, czekają na pociąg, wszystko w porządku… – rozległ się jej szczęśliwy śmiech i rozłączyła się.
Po dzisiejszych wydarzeniach Weronika nie mogła zasnąć. „Nic nie szkodzi, w samolocie się prześpię” – postanowiła i wstała, zmęczona bezsennością. Zamówiła taksówkę, włożyła jesienny płaszcz i pojechała na lotnisko.
Mimo wczesnej pory lotnisko huczało jak rozgnieciony ul. Ludzie żegnali się, biegli, dzwonili.
Minęła parę, która stała pośrodku hali w objęciach. Dziewczyna z zapłakaną twarzą wpatrywała się w chłopaka i powtarzała bez życia:
– Wrócisz? Obiecujesz? Kocham cię… – Zaszlochała i wtuliła się w jego pierś.
On coś mówił, dotykając ustami jej włosów. Weronika odwróciła wzrok. Ich pożegnanie było zbyt intymne i wzruszające.
Przeszła odprawę i usiadła czekając na boarding. Znowu przypomniała sobie córkę. Głupie dziewczyny, śpieszą się, boją się, że nie zdążą, rzucają się w miłość jak w wir. Ile jeszcze w życiu będzie rozstań, wyznań, rozczarowań. Czy starczy łez, by je wszystkie opłakać?
Weronika też miała taką miłość. Też rzuciła się w nią na oślep. I gdzie jest teraz? Mąż nie był gotowy na ojcostwo ani odpowiedzialność. Rozstali się zaraz po narodzinach córki. Były krótkie związki, ale Weronika nie pragnęła małżeństwa. Rosła córka, bała się o nią. Teraz już za późno cokolwNagle zadzwonił telefon, a gdy podniosła słuchawkę, usłyszała głos mężczyzny, który powiedział tylko: “Wyjdź na balkon”, i tam, na dole, przy ulicy, stał on, uśmiechając się szeroko, z małą, czerwoną walizką na kółkach, gotowy, by tym razem zostać już na zawsze.



