Wiesz, jak on na ciebie patrzy? Z miłością i zachwytem – powiedziała zadowolona z siebie córka.
Piotr wyszedł z łazienki, otulony tylko ręcznikiem. Krople wody lśniły na umięśnionej klatce piersiowej. Nie mężczyzna, a sen. W piersiach Bożeny coś słodko zabolało.
Piotr usiadł na krawędzi łóżka i wyciągnął ręce, by ją pocałować. Odwróciła głowę.
– Nie, bo nigdy stąd nie wyjdę. Muszę iść. Hania chyba już w domu. – Bożena przytuliła policzek do jego ramienia.
Westchnął.
– Bożenko, jak długo jeszcze? Kiedy powiesz córce o nas?
– Trzy miesiące temu nawet nie wiedziałeś, że istnieję, i żyłeś sobie świetnie. – Wstała i zaczęła się ubierać.
– Czuję, jakbym w ogóle nie żył, tylko na ciebie czekał. Nie mogę bez ciebie dnia…
– Nie dręcz mnie. Nie odprowadzaj – szepnęła Bożena i wysunęła się z pokoju.
Szła ulicą, starając się nie zauważać spojrzeń przechodniów. Wydawało jej się, że wszyscy wiedzą, skąd wraca. Mężczyźni patrzyli z ciekawością, kobiety… z osądem.
Nic dziwnego – figura, postawa, twarz z wyrazistymi oczami i pełnymi ustami. Ciemne, gęste włosy wymykały się spinaczom z tyłu głowy. A Bożena chciała stać się niewidzialna.
***
Wyszła za mąż młodo, w wieku dwudziestu lat, z wielkiej, odwzajemnionej miłości. Prawie od razu zaszła w ciążę. Mąż próbował namówić ją na aborcję. Mówił, że za wcześnie, że trzeba stanąć na nogi, że jeszcze zdążą. Ale Bożena nie uległa i urodziła zdrową dziewczynkę, licząc, że z czasem mąż się zmieni. On jednak nigdy nie pokochał córki. Cóż, wielu mężczyzn jest obojętnych wobec dzieci.
Pewnego dnia zadzwoniła jakaś kobieta i podała adres, gdzie często bywa jej mąż. Nie rzuciła się od razu sprawdzać, poczekała na niego i zapytała wprost. Najpierw wszystkiemu zaprzeczał, potem się tłumaczył, w końcu zaczął krzyczeć:
– Jakaś wariatka ci powiedziała, a ty od razu wierzysz? Nie różnisz się od niej specjalnie. Wychodzę, a ty pożałujesz…
Wyszedł, zatrzaskując drzwi. Bożenie nie chciało się żyć, ale córka wymagała uwagi – więc przetrwała. Po dwóch tygodniach nie wytrzymała, poszła pod podany adres, stanęła za drzewem na podwórku i czekała. Wkrótce przeszedł obok jej mąż z młodą kobietą pod rękę. Weszli do klatki.
Nazajutrz Bożena złożyła pozew o rozwód. Wiedziała, że nie potrafi wybaczyć – nie taki miała charakter. Oddała córkę do żłobka i poszła do pracy.
Czasem w jej życiu pojawiali się mężczyźni, ale żaden nie podobał się jej na tyle, by związać z nim życie. Dopiero po wielu latach Piotrowi udało się zdobyć jej serce. Przystojny, wysoki – pasował do niej. Między nimi rozgorzał burzliwy romans. Pewnego dnia Hania spytała, dlaczego mama tak się stroi.
– Na randkę – odpowiedziała półżartem, półserio.
– Aaaa… – przeciągnęła córka znacząco. Więcej nie pytała.
Figurą Hania przypominała matkę, ale twarz miała zwyczajną. Wszyscy dziwili się, jak u tak przystojnych rodziców urodziła się przeciętna córka. A Bożena cieszyła się. Piękno chleba nie da, a problemów – owszem.
Nigdy nie miała przyjaciółek. I nie była w tym wina Bożeny, a zazdrości innych dziewczyn. Bały się wyglądać przy niej blado. Może dlatego tak wcześnie wyszła za mąż – liczyła, że znajdzie w mężu przyjaciela.
– Za niski i za prosty jak dla ciebie, choć przystojny – mawiała matka.
***
– Haniu, jestem – zawołała Bożena, wchodząc do mieszkania.
– Odrabiam lekcje – odpowiedział głos z pokoju córki.
Bożena przebrała się i przeszła do kuchni. Wkrótce dołączyła do niej Hania, usiadła przy stole i ukroiła kawałek chleba.
– Nie psuj apetytu, zaraz będzie kolacja – powiedziała Bożena, stawiając talerze. – Chciałam z tobą pogadać.
– Chciałaś, to gadaj – Hania zajadała z apetytem.
– Za tydzień moje urodziny.
– Pamiętam, mamo.
– Chciałam zaprosić… mojego znajomego – wykrztusiła Bożena.
– Z którym sypiasz? – Hania patrzyła na nią spokojnie.
– Spotykam się. Mówisz tak do własnej matki?
– A jaka różnica? W twoim wieku spotykać się i spać to to samo.
– To zaproszę go? Nie masz nic przeciwko? – dopytała Bożena.
– A co mnie to obchodzi. Babcia przyjdzie? – Hania machnęła ręką.
Bożena odetchnęła z ulgą. Piętnaście lat – trudny wiek. Ale córka chyba przyjęła wiadomość normalnie.
– Babcia w niedzielę. Zależy mi, żebyście się z nim dogadali.
– No już, mamo, zaproś – odparła Hania.
Całe sobotnie przedpołudnie Bożena gotowała, chcąc zaimponować Piotrowi kulinarnymi umiejętnościami. Przyszedł z ogromnym bukietem róż, podarował pierścionek. Bożena była zaskoczona. Jego natarczywość ją oszołomiła.
Próbował też przypodobać się Hani – gadał dużo, żartował. Córka była powściągliwa, milcząca. Gdy Piotr wyszedł, Bożena posprzątała ze stołu, weszła do pokoju córki i próbowała ją przytulić, ale Hania się wymknęła.
– Nie spodobał ci się? – zapytała Bożena.
– Nie – odpowiedziała krótko.
– Dlaczego? – Bożena nie ukrywała rozczarowania.
– Bo nie. – Hania zamilkła na chwilę. – Rozumiem, że jesteś młoda, że miłość i te sprawy. Ale mamo, on cię wykorzystuje. Jak ty tego nie widzisz?
– Babcia cię na niego nWtedy Bożena zrozumiała, że czasem prawdziwe szczęście czeka tuż za drzwiami, które od lat mijamy bez zastanowienia.



