Pewnego wczesnego niedzielnego poranka Artura obudził dzwonek. Zaspanym wzrokiem sięgnął po telefon, ale ekran pozostawał ciemny. Wtedy rozległo się ponowne pukanie do drzwi. Artur zerwał się z łóżka, narzucił ciuchy i pobiegł otworzyć. Każdy wie, że jeśli ktoś uparcie puka o świcie, nie robi tego bez powodu.
— Cześć! Długo się jeszcze będziesz wylegiwał? Zamarłeś? Nie cieszysz się na widok przyjaciela? — W drzwiach stał Tomek Baran, kolega z czasów studiów. — Można wejść?
— Tomek?! Co za zbieg okoliczności! — Artur uścisnął go mocno i wciągnął do mieszkania. — A nie uprzedziłeś, psiakrew. Jak mnie znalazłeś?
— U twoich rodziców była twoja mama. Dała mi adres. Powiedziała też, że się rozwiódłeś i tu uciekłeś. Jestem przejazdem. Celowo tak ułożyłem podróż, żeby cię odwiedzić. Pokazuj, gdzie usiąść.
— Idź do kuchni, a ja szybko się ogarnę. Zagrzej czajnik! — krzyknął, zamykając się w łazience.
Gdy Artur wszedł do kuchni, na stole stała butelka czerwonego wina, a Tomek kroił ser.
— Sorry, trochę się tu rozgoszczę. Masz pustą lodówkę. Głodową dietę stosujesz? Po to są przyjaciele, żebyś nie umarł z głodu — pouczał go Tomek, układając kanapki.
— Wino? O tej porze? — Artur obrócił butelkę, by przeczytać etykietę.
— A kto nam zabroni? To tylko symbolicznie, dla lepszej atmosfery.
Wypili, przegryźli kanapkami i jajecznicą. I zaczęli wspominać, wspominać…
Tomek ożenił się jeszcze na studiach.
— Teść odszedł na emeryturę, więc teraz ja zarządzam firmą budowlaną. Tak, możesz mi zazdrościć. Starszy syn kończy liceum, młodszy jest w siódmej klasie. Generalnie, życie się udało — chwalił się. — A o tobie już wiem. Nie znalazłeś swojej “Assol”?
— Pamiętasz to przezwisko? Nie, nie znalazłem.
— Tylko nie mów, że żyjesz sam. — Tomek wsunął do ust resztkę kanapki.
— Z synem. Wyjechał do Ewy na urodziny. Dzwonił wczoraj, wróci za parę dni.
Wtedy koledzy odradzali Arturowi ślub z Ewą. Ale on uparł się, bo przypominała mu Anię, tę “Assol”, jak ją nazywali. Jej syn od razu zaczął nazywać Artura tatą. I on też się do niego przywiązał. Jednak małżeństwo nie przetrwało długo. Ewa szybko wyszła ponownie za mąż. Relacje Kuby z nowym ojczymem nie układały się. Chłopak często uciekał do Artura. Ewa oskarżała byłego męża, że specjalnie przeciąga Kubę na swoją stronę. Arturowi znudziły się te kłótnie, więc wyprowadził się do Poznania.
— Kuba spędzał u mnie każde wakacje. Ewa urodziła kolejne dziecko i nie miała dla niego czasu. A po maturze na dobre się do mnie wprowadził — opowiadał Artur.
— No proszę, nawet “M jak miłość” przy tym blednie. — Tomek rozlał resztki wina.
— Nie, już się wszystko ułożyło. — Wypili.
— A ja miałem nadzieję, że jednak ją odnajdziesz. Taka miłość była… — Tomek westchnął.
Artur milczał. Ostatnio rzadko wracał myślami do tamtej miłości, ale teraz Tomek przyjechał i wszystko przypomniał.
Na dworcu obiecali sobie, że nie zgubią się znowu. Artur wrócił do domu, wyciągnął stary album i znalazł zdjęcie Ani. Wpatrywał się w nie chciwie, mimowolnie wracając do tamtych dni…
***
Tomek wyprosił u ojca starą toyotę i trzech przyjaciół pojechało na południe, do rodziny Darka. Do rozpoczęcia zajęć zostało jeszcze trochę czasu — czemu nie odpocząć?
Na Podhalu trwały zbiory jabłek, śliwek, malin… Chłopakom zaproponowano pracę przy zbiorach. Dodatkowe pieniądze zawsze się przydadzą, zwłaszcza studentom. Od świtu zbierali owoce, a gdy upał stawał się nie do wytrzymania, biegli ochłodzić się w górskim potoku.
Tam właśnie zobaczyli Anię. Siedziała na brzegu i wpatrywała się w oddal.
— Assol czeka na swojego Graya — zażartował Tomek.
I tak już zostało. Kolegów od dawna łączyły poważne relacje z dziewczynami, tylko Artur nie miał nikogo na stałe.
Tomek z Darkiem z krzykiem wskoczyli do wody i odpłynęli. A Artur podszedł do dziewczyny.
— Czekasz na statek z czerwonymi żaglami? — zapytał żartobliwie.
Dziewczyna podniosła na niego oczy. Było w nich tyle bólu i tęsknoty, że Artur zaniemówił. Znów odwróciła się ku wodzie. Usiadł obok, objął kolana. Wydawało się, że nawet nie zauważyła jego obecności.
— Słyszysz? — Artur nadstawił ucha na szmer strumienia.
— Woda rozmawia — odpowiedziała.
Artur zdumiony spojrzał na nią. Wypowiedziała na głos to, o czym myślał. Tak siedzieli w milczeniu, wsłuchani w szum wody. Koledzy wyszli z potoku i machali do Artura. Niechętnie wstał, otrzepał spodenki.
— Muszę iść. Zobaczymy się jutro? O tej samej porze? — zapytał z nadzieją.
Dziewczyna spojrzała na niego na chwilę i nie odpowiedziała. Ale następnego dnia znów była na brzegu. Poznali się. Jej imię wydało mu się najpiękniejsze na świecie — Ania. Lecz gdy Artur próbował dowiedzieć się więcej, wstała i odeszła. Dogonił ją i w milczeniu odprowadził do domu.
Otaczała ją tajemnica, która przyciągała Artura. Wieczorem podszedł pod jej dom i rzucił kamykiem w okno. Ania natychmiast wyszła na ganek. W krótkich spodenkach i rozpiętej bluzce wyglądała jeszcze lepiej. Spacerowali wzdłuż potoku. Ania milczała, a Artur nie mógł przestać mówić, by ukryć wzruszenie.
Słońce chyliło się ku zachodowi, malując niebo w purpurę, odbijając się w oczach Ani miękkim światłem. Artur zachwycił się nią. Cieszył się, że wpadł na pomysł zabrania aparatu. Ale Ania nie chciała się odwrócić. Wtedy wszedł do wody i nacisnął spust. Ania nie zdążyła uciec.
To zdjęcie było jedynym dowodem, że nie była zjawą.
Każdego wieczoru spacerowali nad wodą. Pewnego razu spróbował ją pI wtedy, gdy ich dłonie miały się spotkać, Ania cofnęła się i spojrzała na niego z takim smutkiem, że Artur zrozumiał — była jak ten górski potok, którego nurtu nie da się zatrzymać.



