**Dzisiejszy wpis w dzienniku**
Kasia wygładziła sukienkę przed lustrem, poprawiła różową szminkę na ustach, potem podkręciła jeden niesforny loczek. Zrobiła krok do tyłu i przyjrzała się krytycznie. *„Nieźle!”* — uśmiechnęła się do odbicia.
W drzwiach stanął mąż, opierając się ramieniem o futrynę.
— Oho! I gdzie to się tak stroisz?
— Do pracy. Zazdrościsz? — Kasia wybałuszyła oczy, już i tak duże, starannie podkreślone kredką.
— Jasne, że zazdroszczę. Może cię podwiozę? W tramwaju cię pogniotą — zaproponował Tomek.
— Siedź w domu. Gdzie ty z gipsem? — Kasia zapięła jasną pikowaną kurtkę, poprawiła szalik pod szyją.
— Idę. — Ale zatrzymała się w progu. — A, prawda, zapomniałam. Zagramy dziś w *„panieńskie”* z Olą. W kawiarni. Nie martw się.
— Zaczekaj, może jednak po ciebie podjadę? — Tomek odsunął się od framugi.
— Nie trzeba. — Kasia wysłała mu całusa w powietrze i wyszła.
Tomek podszedł do okna, wypatrując, kiedy wyjdzie na podwórko.
— Ile razy mówiłem, żebyś zrobiła prawo jazdy. Jeździłabyś wygodnie, a nie w tym zatłoczonym tramwaju — mruknął, choć wiedział, że nie usłyszy.
W kawiarni grała muzyka. Przy zsuniętych stolikach sześć kobiet piło drinki, opowiadając sobie zabawne historie z wesel. Nagle kelner postawił przed Kasią butelkę drogiego wina.
— Od pana przy tamtym stoliku. Otworzyć?
Kasia spojrzała w stronę nieznajomego. Skinął jej głową z uśmiechem. Serce zamarło, a potem zaczęło bić w rytm muzyki. Uśmiech zniknął z jej twarzy jak śnieg w marcu — nagle i bez śladu.
Poznała go. Jak mogła zapomnieć? Bartek był najprzystojniejszym chłopakiem na roku, starszym o dwa lata. Dziewczyny szalały za nim. Przed sesją nie zaliczyła kolokwium. Siedziała na schodach wydziału i płakała.
— Czemu beczysz? Oblałaś?
Podniosła głowę. Bartek. *Z nią* rozmawia! A ona wyglądała okropnie: rozmyty tusz, czerwony nos.
— Nie zaliczyłam — wyszeptała, ocierając łzy.
— Wielka sprawa. Zniszczyłaś tylko makijaż. — Podał jej chusteczkę. — Biegaj do wykładowcy, zanim wyjdzie. Powiedz, że uczyłaś się całą noc.
— Myślisz, że kupi?
— Spróbuj. — Popchnął ją lekko, a ona pobiegła na górę.
Gdy wyszła uśmiechnięta, Bartek czekał.
— O, zupełnie inna mina. — Odprowadził ją do domu, opowiadając coś po drodze. Ona nie słyszała słów, ogłuszona jedną myślą: *„On idzie ze mną!”*
Po wakacjach zniknął. Kilka miesięcy później zobaczyła go z pierwszorocznicą. Udawał, że jej nie zna. A koleżanki dolały oliwy do ognia: *„Bartek się żeni, wreszcie się zmęczy”*.
Na wykładzie usiadł obok Tomek. Zwyczajny, nie rzucający się w oczy. Wiedziała, że jej się podoba.
— Co tak smutna? Idziesz dziś do kina?
Ruszyła ramionami. Lepsze kino niż płakanie nad Bartkiem. Po seansie wróciła do domu z uśmiechem.
Pewnego wieczoru spytała:
— Tomku, ożeń się ze mną.
— Żartujesz? Lubię cię, ale nie tak — odparł i odszedł.
Następnego dnia na wykładzie podszedł do profesora. Po chwili przemówił:
— Chcę oświadczyć się dziewczynie o pięknym imieniu Katarzyna. Obiecuję kochać ją zawsze.
— Pokażcie ją! — zażartował profesor.
— Kasia! Kasia! — skandowali koledzy.
Tomek trzymał pierścionek. W pierwszym rzędzie ktoś wręczył mu kwiaty.
— Zgadzasz się?
— Tak — szepnęła.
Później wyjaśnił, że chciał, by pamiętała jego oświadczyny, a nie jej desperacką prośbę.
Minęło pięć lat. W kawiarni Kasia patrzyła na Bartka. Dojrzały, jeszcze przystojniejszy. Porównała go z Tomkiem w podartych dresach i gipsie. *„Powinien zacząć ćwiczyć”* — pomyślała z irytacją.
Bartek zaprosił ją do tańca. Później podszedł jego mercedes. W drodze chwalił się: rozwód, dzieci, firma…
Kazała zatrzymać się przed blokiem. Wiedziała, że Tomek wypatruje jej w oknie.
— Numer telefonu? — spytał Bartek.
Odpowiedziała milczeniem, zamykając drzwi. Nagle z cienia wyskoczyli dwaj kapturowi. Jeden szarpnął ją za torebkę.
— Bartek, pomóż!
Zamiast niego — piski opon. Wtedy drugi napastnik krzyknął, wypuszczając torebkę. Przed nią stał Tomek z kijem od szczotki.
— Wszystko w porządku? — dyszał.
— Tomku! — wtuliła się w niego.
— Chodź, zmarzniesz.
W domu spytała:
— Czekałeś na mnie?
— Piłem herbatę. Usłyszałem, jak wołasz.
*„Wołałam Bartka”* — pomyślała zawstydzona. Tomek bronił ją w dresach, z ręką w gipsie. Bartek uciekł.
— Dlaczego tak na mnie patrzysz? — spytał.
— Jesteś moim bohaterem. Kocham cię.
— Już nigdzie sama nie pójdziesz. I prawo jazdy w końcu zrób.
— Jak chcesz, kochanie.
Tej nocy przytuliła się mocniej. Po trzech tygodniach zrobiła test. W niedzielę Tomek trzymał go w ręku.
— To prawda?
— Chciałam zrobić ci niespodziankę.
— Udało się! Już nie wierzyłem.
Kasia pomyślała: *„Kiedy go pokochałam? Gdyby nie Bartek, nie wiedziałabym, jaki jest wspaniały. Tyle lat znosił moje humory, a gdy potrzeba — rzucił się na bandytów. Od takich jak Bartek tylko łzy.”*
**Dzisiejsza lekcja:** Czasem ten, kto stoi w cieniu, okazuje się prawdziwym bohaterem. Warto to dostrzec, zanim będzie za późno.



