Czy to tylko złudzenie, czy znów jesteśmy razem?

**31 maja, Warszawa**

„Czy mi się wydaje, czy znów jesteśmy razem?” – Jadzia przytuliła się do Krzysia.

„No jak? Chyba niczego sobie, co?” – Basia kręciła się przed lustrem, przymierzając spodnie. – „Jadziu, skończ już z tym cierpieniem. Wyjedź gdzieś, zmień otoczenie, oderwij się, a najlepiej – zakochaj w końcu.” Basia wsunęła ręce do kieszeni i ugięła jedną nogę w kolanie. – „Nie, zdecydowanie mi się podobają. Jeśli ci nie szkoda, to je wezmę. Dzięki.” Podskoczyła do Jadzi, usiadła obok na kanapie, przytuliła ją i cmoknęła w policzek.

Jadzia westchnęła, wstała z kanapy i podeszła do lustra.

„Masz rację, wyglądam okropnie. Schudłam, jestem blada. To ja pierwsza zerwałam, a teraz żałuję. Przekonałaś mnie. Jutro napisę podanie o urlop. Nie, najpierw kupię bilety na najbliższy termin, a potem podanie.” Po raz pierwszy od wieczoru się uśmiechnęła.

„No brawo, w końcu rozsądnie!” – Basia poklepała ją po ramieniu.

Uśmiech odmienił Jadzię. Śmiały się nie tylko usta, ale i oczy – zwężały się w wąskie szparki, w których błyskały iskierki radości. „Wesoła diabełka”, jak mówiła Basia. Tyle że ostatnio Jadzia rzadko się uśmiechała.

Właśnie za ten śmiech Krzyś się w niej zakochał. Siedziały z Basią na ławce w parku obok biura, jadły lody i śmiały się z czegoś. Obok przechodził chłopak, spojrzał na nie i długo się oglądał. Dziewczyny wybuchnęły jeszcze głośniejszym, zaraźliwym śmiechem.

Dwa dni później znów były na tej samej ławce. Chłopak podszedł celowo. Stanął przed Jadzią i przywitał się.

„A pan kto?” – zapytała bezceremonialnie Basia, i znów się zaśmiali.

„Jestem Krzysztof. Przychodziłem tu codziennie, licząc, że was znowu spotkam. Ta ławka dwa dni temu… Pani śmiech…” Nie spuszczał z Jadzi wzroku.

Nagle zrozumiała, że mówi serio, że mu się podoba, że boi się jej odtrącenia. Uśmiechnęła się, a gdy on otworzył usta z zachwytem – roześmiała się beztrosko. Nie drwiąco, ale szczęśliwie, bo nikt wcześniej nie patrzył na nią tak jak on. Później tłumaczył, że to dlatego pokochał ją, a nie Basię, która była przecież bardziej efektowna.

Krzyś zdobył ją tym zachwytem, uwagą, miłością. Zamieszkali razem na dwa lata. A potem… Czas był na oświadczyny albo rozstanie. Ich związek stał się zbyt codzienny.

Krzyś zamilkł, jej śmiech już na niego nie działał. Jadzia uznała, że jego uczucie wygasło, nie czekała, aż jej to powie – sama zaproponowała rozstanie.

Sprzeciwiał się, ale słabo. W końcu zabrał swoje rzeczy i wyszedł. Dwie tygodnie później Jadzia zrozumiała swój błąd. Bez Krzysia było jeszcze gorzej. Po miesiącu waliła głową w ścianę z tęsknoty, a dwa miesiące później wiedziała już, że bez niego nie da rady żyć.

Wtedy Basia wpadła, narzekając, że chłopak zaprosił ją na koncert. Kupiła elegancką bluzkę, ale żadne spodnie do niej nie pasowały. Jadzia zaproponowała swoje – po rozstaniu z Krzysiem stały się za luźne.

„To odzyskaj go, zanim nie znalazł sobie jakiejś…” – rzuciła Basia.

„Nie. Będzie myślał, że jestem od niego zależna. Jakbym mu się podporządkowała.”

„A co w tym złego? Podporządkować się ukochanemu facetowi?”

„A jeśli znowu poczuję nudę i chłód?”

„Za dużo kombinujesz. Włącz laptopa, znajdziemy bilety.”

Bilety znalazły się nieoczekiwanie – tanie, w dobrą stronę, za dwa tygodnie.

Jadzia przekonała szefa, by podpisał urlop, mówiąc, że zwariuje, jeśli nie wyjedzie. Trochę się bała jechać sama nad morze. Zwykle podróżowała z rodzicami, z Krzysiem, z Basią – nigdy sama.

„Jesteś dorosła i rozsądna, ale uważaj na siebie” – instruowała ją Basia na peronie.

Samolotem od razu odmówiła – tylko do Gdańska, a tam drogo i tłoczno. Wolała pociąg – leżeć na leżaku, wpatrywać się w krajobraz za oknem. Albo drzemać przy stukocie kół, marząc o morzu. A potem wysiąść, wdychając to wyjątkowe, słone powietrze, rzucić się w fale…

Nie chciała już poważnych związków. Miłość często przynosi ból, rozczarowanie i strach, że wszystko się skończy i trzeba zaczynać od nowa…

„Masz prawie trzydzieści lat. To nie czas, gdy wszystko jest przed tobą. Trzeba zrozumieć, że związki się zmieniają, nie są idealne – tak jak ludzie. Wzajemna miłość to rzadkość. Musisz wybrać: ważniejsze jest kochać czy być kochaną. Więc bierz, co życie daje, i ciesz się chwilą” – gadała Basia, a Jadzia wciąż wypatrywała Krzysia.

W przedziale trafiła na starsze małżeństwo z wnukiem. Chudy, pryszczaty nastolatek gapił się na nią bez mrugnięcia. Jadzia udawała, że nie widzi. Może pierwszy raz był tak blisko młodej dziewczyny.

W końcu zirytowała się i zaczęła mu się przypatrywać, wprawiając go w zakłopotanie. Wygrała – przestał się tak natrętnie gapić.

Dziadek spał albo rozwiązywał krzyżówki. Babcia narzekała, że syn się rozwiódł, oboje mają nowe związki, a wnuka im podrzucili.

Dojechali bez problemu. Jadzia długo szukała pokoju – by dom był nad morzem, by z okna widać było wodę, by budzić się przy szumie fal.

Znalazła taki, z dala od zatłoczonej plaży. Idealnie – kąpać się i opalać w samotności lepiej niż wśród krzyczących dzieci. Chodziła brzegiem, medytowała, patrząc na horyzont i majaczący w oddali statek.

Opaliła się, znów wypiękniała, uspokoiła. I wtedy na jej drodze pojawił się przystojniak. Samotność już ją męczyła, więc ucieszyła się towarzystwu. Dariusz mówił, że od dawna ją obserwuje, że też woli spokój od tłumu. Mieli wiele wspólnego – on też po rozwodzie, leczył nad morzem złamane serce. Chodzili na plażę, jedli w knajpach, spacerowali po molo. Taka sama historia – to ich zbliżyło.

Ich schließe mich den anderen Antworten an. Ein offizieller Antrag auf Namensänderung ist unbedingt zu stellen, es besteht zwar keine Garantie, aber es könnte klappen, wenn eine klare Benachteiligung nachgewiesen werden kann – trotzdem würde ich parallel die Marke gründen und die gewünschte Schreibweise dort festschreiben, während ich weiterhin mit der offiziellen Variante lebe.

Rate article
Fajna Tajna
Czy to tylko złudzenie, czy znów jesteśmy razem?