Mój Anioł Stróż

*Mój Anioł*

Elżbieta uparcie odrzucała połączenia, a Nikodem dzwonił wciąż od nowa.

— Elżbieta, odpowiedz. Jak długo można? — do pokoju zajrzała Marzena. — Albo wyłącz telefon, jeśli nie chcesz rozmawiać. — Z trzaskiem zatrzasnęła drzwi.

Elżbieta wyłączyła telefon i cisnęła go na drugi koniec kanapy. Zrobiłaby to dawno temu, gdyby nie czekała na telefon od Andrzeja. Obiecał zadzwonić, ale mijają już dwa dni, a on milczy. Z Nikodemem zaś nie chciała już rozmawiać, tym bardziej go widywać. Dla niego wyszła ze swojej skorupy, w której schroniła się po śmierci rodziców. A on zdradził ją tak cynicznie…

***

Na ulicy panował silny gołoledź. Rodzice wracali od babci. Nagle z bocznej ulicy wyłonił się terenowy samochód. Pijany kierowca na śliskiej jezdni stracił panowanie nad pojazdem, auto wpadło w poślizg i uderzyło w samochód rodziców. Mama zginęła na miejscu, a tata zmarł w szpitalu.

Minął dokładnie rok. Wcześniej Elżbieta uwielbiała Nowy Rok, wyczekiwała go z niecierpliwością. Teraz zaś myślała o nim z drżeniem. Stał się symbolem śmierci rodziców, przypominał o stracie i nieustającym bólu.

Nie pamiętała, jak udało jej się skończyć pierwszy rok studiów, jak w ogóle przetrwała odejście mamy i taty. Zamieszkała z nią ciotka Marzena, siostra ojca. Rozwiodła się z mężem, gdyż nie mogła mieć dzieci — w młodości przeszła nieudaną aborcję.

— Mów mi po imieniu. Bo czuję się jak stara ciotka — poprosiła od razu Elżbietę.

Ale Marzena nie zastąpiła rodziców. Nie zaprzyjaźniły się. Ciotka szukała szczęścia, chciała ułożyć sobie życie, spotykała się z mężczyznami, chodziła na randki.

Elżbieta nie zamierzała świętować Nowego Roku. Po prostu położy się spać i nigdzie nie pójdzie. Ale Nikodem namówił ją na imprezę u swojego kolegi na dwa dni przed sylwestrem.

— Mam dziewczynę, ale nigdzie razem nie wychodzimy. No co ja tam będę robił sam? Wszyscy przyjdą w parach. To nie sylwester, tylko urodziny. Proszę, chodźmy. Trzeba wracać do życia. Myślę, że twojej mamie też by się nie spodobało, że tylko siedzisz w domu — przekonywał.

Ostatni argument przełamał opór Elżbiety, więc się zgodziła. Założyła tę samą sukienkę, którą kupiły z mamą specjalnie na zeszłoroczny sylwester, ale Elżbieta nie zdążyła jej wtedy założyć.

— Będziesz najpiękniejsza — powiedziała wtedy mama.

Sukienka naprawdę jej pasowała.

Marzena obrzuciła ją krytycznym spojrzeniem.

— Dopóki mieszkamy razem, nie wyjdę za mąż. Kto na mnie spojrzy, jeśli obok jest taka młoda piękność? — westchnęła. — A nie jest za bardzo odkryta? Zaczekaj. — Marzena wyszła do drugiego pokoju i wróciła z cienkim szalem. Był odrobinę ciemniejszy niż sukienka, dopełniał ją i podkreślał.

*Mama by to polubiła* — pomyślała Elżbieta.

— Tak lepiej — z zadowoleniem stwierdziła Marzena. — Możesz zarzucić na ramiona, jeśli zrobi się chłodniej.

Jechali taksówką bardzo długo. Gdy weszli do mieszkania, impreza już się rozpoczęła. Jubilat gwizdnął, zobaczywszy Elżbietę.

— Teraz rozumiem, czemu tak długo ukrywałeś przed nami swoją dziewczynę. Choć jesteś moim kumplem, to ci ją odbiję — żartobliwie powiedział i pogroził Nikodemowi palcem.

Poza Nikodemem Elżbieta nie znała nikogo na imprezie. Dopóki był obok, czuła się spokojna. Ale potem zaczęli tańczyć. Jakiś chłopak ją zaprosił. Gdy muzyka ucichła, Nikodema nie było w pokoju.

Elżbieta od razu poczuła się niepewnie wśród obcych. Ruszyła szukać przyjaciela. Przechodząc obok przedpokoju, zauważyła, że drzwi wejściowe są otwarte. Wyszła na klatkę schodową i zobaczyła Nikodema. Stał o piętro niżej i całował się z jakąś dziewczyną, jakby właśnie wrócili z długiej rozłąki. Byli tak pochłonięci, że nic wokół nie widzieli.

Elżbiecie zrobiło się słabo. Co teraz? Nie mogła tu zostać. Wróciła do mieszkania, włożyła buty i płaszcz, znów wyszła na klatkę.

Patrzenie na nich było bolesne. Nie była w stanie przejść obok. Nie miała wyjścia — musiała wejść wyżej i przeczekać. W końcu skończą się całować albo ktoś ich zawoła. Weszła o piętro wyżej, ale i tu słychać było szepty i odgłosy pocałunków.

Postanowiła iść jeszcze wyżej. Na klatce między piętrami trzeba było przejść przez długą, otwartą loggię. Elżbieta zatrzymała się i spojrzała w dół, wystawiając rozgrzaną twarz na powiew wiatru. Zaparkowane na podwórku samochody przypominały zaspy śnieżne.

*Skoczyć w śnieg — czy to boli?* — przemknęła jej przez myśl dziwna myśl. *Natychmiast przestań o tym myśleć!* — czy to ona sobie nakazała, czy ktoś jej podszeptywał, ale odskoczyła od balustrady. Potem jednak znów podeszła, wychyliła się i spojrzała w dół.

— Nawet się nie waż! Odejdź od poręczy! — usłyszała za sobą ostry głos.
W tej samej chwili czyjeś silne ręce chwyciły ją i odciągnęły od krawędzi.

Delikatny szal zaczepił się o coś, zsunął z szyi i porwany podmuchem wiatru zatrzepotał nad krawędzią loggii. Elżbieta krzyknęła i wyciągnęła rękę, by go złapać, ale szal oderwał się i poleciał w dół jak ptak.

— Puść mnie! — warknęła Elżbieta na chłopaka, który wciąż ją trzymał. — Tam jest szal! Marzena mnie zabije! — zawołała z rozpaczą.

— Przepraszam, myślałem, że chcesz skoczyć — powiedział, wyglądając na winnego.

— Z czego to wywnioskowałeś? Tylko spojrzałam w dół. Nie zamierzałam skakać. — Elżbieta była coraz bardziej zirytowana.

— Chodź, znajdziemy twój szal. — Chłopak pociągnął ją z loggii. Zeszli na piętro, gdzie była impreza. Nikodema i tamtej dziewczyny już nie było.Andrzej uśmiechnął się, wyjmując z kieszeni nowy, identyczny szal, i owinął go delikatnie wokół szyi Elżbiety, mówiąc: “Twoja mama na pewno by chciała, żebyś była szczęśliwa”.

Rate article
Fajna Tajna
Mój Anioł Stróż