«A jeśli rodzice naprawdę się rozwiodą?» Od tej strasznej myśli Kacprowi ścięło się w żołądku i miał ochotę płakać.
Trzech przyjaciół wracało ze szkoły. Wiosenne słońce raziło ich prosto w oczy. Chłopcy przepychali się i śmiali, żartując z siebie nawzajem. Zatrzymali się przed blokiem Jakuba.
– Wieczorem jedziesz z nami na rowerach? Wczoraj z Michałem tak fajnie śmigaliśmy po parku.
Kacper nachmurzył się. Od dawna prosił ojca, żeby przyniósł rower z garażu, ale ten zawsze nie miał czasu. Albo wracał późno z pracy, gdy już było ciemno, albo obiecywał, że zrobi to w weekend, a potem zapominał lub miał inne sprawy.
– Jedziesz? – powtórzył Jakub i trącił Kacpra w ramię.
– Nie wiem. Rower jest w garażu. Jeśli tata wróci wcześniej…
– Sam nie możesz go wziąć? No dobrze, będziemy w parku o siódmej, przyjeżdżaj. – Jakub wyciągnął dłoń, i chłopcy kolejno przybili mu piątkę.
Przed następnym blokiem Kacper pożegnał się też z Michałem. „Może jednak poszukać klucza do garażu? Tata stawia tam samochód tylko zimą. Raczej nie nosi klucza przy sobie” – pomyślał Kacper i ruszył szybko do domu. Mieszkał najdalej ze wszystkich.
W domu Kacper przebrał się i od razu zaczął szukać klucza. Ale w szufladzie komody, gdzie zwykle leżały różne drobiazgi, nie znalazł klucza do garażu. Szukał jeszcze chwilę, ale w końcu dał sobie spokój i zasiadł do lekcji. Jak wróci mama, zapyta ją o klucz. Ale jeśli nie odrobi zadań, pewnie mu go nie da.
Z lekcjami uporał się w półtorej godziny. Nawet sam się zdziwił. Zwykle zajmowało mu to ze dwie, trzy godziny. Zaskrzypiał zamek w drzwiach wejściowych. „Mama!” – ucieszył się Kacper i wybiegł jej na spotkanie.
– Cześć – powiedziała zmęczona mama i z siatkami przeszła do kuchni.
Kacper podążył za nią. Wyjmowała zakupy i wkładała je do lodówki.
– Dlaczego nie zjadłeś makaronu z kotletami? Znowu żywiłeś się kanapkami i herbatą? Włóż do szafki – podała mu paczkę gryki.
– Mamo, gdzie jest klucz do garażu?
– Po co ci?
– Chcę wziąć rower.
– Odrobiłeś lekcje? – Mama zatrzasnęła lodówkę i spojrzała na Kacpra.
– Odrobiłem, możesz sprawdzić – powiedział bez wahania.
– Klucz… – mama rozglądnęła się po kuchniu. – Nie pamiętam. Poczekaj na tatę, on na pewno wie, gdzie jest.
– A kiedy on wróci? W nocy? – warknął Kacper. – Chłopaki jeżdżą od dawna. Po co w ogóle chowaliście ten rower do garażu? Mogliście zostawić go na balkonie. Tata wróci, i znów będziecie tylko się kłócić. Mam już dość – mruknął Kacper, zdając sobie sprawę, że dziś nie pojeździ.
Nastrój mu zupełnie spadł. Odwrócił się i wyszedł do swojego pokoju, głośno zatrzaskując drzwiami.
Ostatnio tata często zostawał w pracy. Z mamą codziennie się kłócili, krzyczeli na siebie. Kacper zbyt często słyszał słowo „rozwód”.
Nie mógł sobie wyobrazić, że rodzice się rozstaną. Tak, tata rzadko interesował się jego życiem, od dawna nigdzie razem nie wychodzili. Pewnego dnia wrócił do domu w porę. Przy kolacji zapytał, jak Kacperowi idzie w szkole. Kacper zaczął opowiadać, ale szybko zamilkł, widząc nieobecne spojrzenie ojca. Nie słuchał go, myśląc o swoim.
Wtedy mama zaczęła krzyczeć, że tacie nie zależy na synu, że nie zajmuje się jego wychowaniem, a to przecież trudny wiek, kiedy przykład i uwaga ojca są bardzo ważne… Kacper zamknął się wtedy w swoim pokoju, starając się nie słuchać. Ale czy można nie słyszeć, kiedy rodzice wrzeszczą na siebie?
Wszyscy koledzy mieli normalne rodziny. Jakub z tatą często jeździli na ryby, chodzili na mecze. Michał w ogóle rzadko wychodził na podwórko – ciągle gdzieś jeździli z rodzicami samochodem. Kacper westchnął.
Siedział na łóżku z podkulonymi nogami, trzymał w rękach książkę, ale ani razu nie spojrzał na otwarte strony. Do pokoju weszła mama, usiadła na brzegu łóżka, sięgnęła, żeby pogłaskać Kacpra po głowie. Odwrócił głowę, i mama cofnęła rękę.
– Znalazłam klucz do garażu. Jeśli odrobiłeś lekcje… – zaczęła przepraszającym tonem.
– Odrobiłem, mówiłem ci – przerwał jej Kacper.
– Dobrze, to się przebierz. Pójdziemy po rower razem.
Kacper zatrzasnął książkę, odrzucił ją na bok, zeskoczył z łóżka i narzucił bluzę.
– Gotowy – powiedział wesoło.
– Tylko obiecaj, że nie będziecie wyjeżdżać na jezdnię. Jeździcie po parku albo chodnikach – powiedziała mama, wstając z łóżka.
Garaż był niedaleko, w odległości jednego przystanku od domu. Doszli tam w pięć minut. Kacper z trudem otworzył zardzewiałą kłódkę, pociągnął metalowe drzwi. Otworzyły się z głośnym zgrzytem.
– Ile razy mówiłam, żeby posmarował zawiasy – burknęła mama, wchodząc do środka.
Wcisnęła wyłącznik, i pod niskim sufitem zapaliła się goła żarówka. Na półkach i w kątach stały pudła, leżały narzędzia i różne rupiecie. W rogu stał stary kuchenny stół i dwa taborety. Garaż przypominał składzik. Znosiło się tu wszystko, co niepotrzebne, a szkoda wyrzucić, bo może się przydać.
Metal nagrzany przez cały dzień oddawał ciepło. W środku było duszno, pachniało olejem i benzyną. Kacper od razu zauważył rower, wiszący wysoko na ścianie, wolnej od regałów.
– Tak go nie zdW garażu zrobiło się nagle tak cicho, że Kacper aż przystanął, słysząc tylko własne serce, które biło jak szalone, ale w końcu uśmiechnął się pod nosem, bo właśnie usłyszał, jak mama śmieje się z dowcipu taty – i wtedy zrozumiał, że najważniejsze rzeczy czasem wiszą na najcieńszym włosku, ale ten włosek bywa mocniejszy, niż się wydaje.



