Chciałam tylko być szczęśliwa

Po prostu chciałam być szczęśliwa

Halina odsunęła koc, przewróciła poduszkę mokrą od potu i znów się położyła. Zrobiło się trochę chłodniej, ale sen nie nadchodził. Za oknem szeleściły opony nielicznych samochodów. I myśli. One przeszkadzały najbardziej. “Dokąd tak śpieszy ten nocny kierowca? Do domu? A może ucieka przed kimś w ciemność? Kto czeka na tego śpieszącego się wędrowca?… Cholerny upał…”

Halina westchnęła i wstała. Znała mieszkanie jak własną kieszeń, więc nie zapalała światła. W kuchni podeszła do okna. W bloku naprzeciwko paliły się dwa okna. “Ktoś tam czeka na swojego wędrowca czy opłakuje jego odejście?”

Młode liście na drzewach zasłaniały widok, uniemożliwiając dostrzeżenie, czy ktoś stoi w tych oknach. Halina włączyła nocną lampkę i nalała wody z dzbanka do szklanki. Zgasła światło i znów spojrzała na tamten blok. Jedno okno zysło ciemne. Piła małymi łykami, czując, jak jej ciało się ochładza. Gołe stopy przyjemnie chłodziła wykładzina.

Postawiła pustą szklankę na parapecie i wróciła do sypialni. Nie położyła się jednak na zmiętym, wilgotnym łóżku. Poszła do drugiego pokoju i legła na twardej, wąskiej kanapie, podkładając pod głowę małą poduszkę wypchaną Bóg wie czym.

I nagle zaczęła zapadać w sen…

***

– Gorzko! Gorzko! – krzyczeli goście, trzymając w dłoniach kieliszki z szampanem.

Marek wstał i pociągnął za sobą Halinę. W wysokich, ślubnych butach była niemal jego wzrostu, mogła patrzeć mu prosto w oczy, a nie z dołu, jak zwykle. Marek patrzył z zachwytem, miłością i nieukrywanym pożądaniem. Halina pochyliła się lekko, tak by welon zasłonił jej profil przed gośćmi.

– Raz, dwa, trzy… – liczyli pijani goście.

Mama uczyła Halę, że w rodzinie wszystko zależy od kobiety, że powinna prowadzić dom i być opoką dla męża. Halina heroicznie zabrała się więc za budowanie swojego małżeńskiego szczęścia.

Na początku wszystko robili razem z Markiem: chodzili na zakupy, nawet kolację gotowali wspólnie, śmiejąc się i całując. Aż pewnego dnia, zajęci pocałunkami, zapomnieli o ziemniakach na patelni i o mało ich nie spalili. Kochali się. Wydawało się, że tak będzie już, że na zawsze pozostaną młodzi i szczęśliwi.

Po dwóch latach Halina urodziła córeczkę, Basię. Na początku pomagała mama.

– Jestem zmęczona… – skarżyła się Halina na Marka, że w ogóle jej nie pomaga.

– Mąż pracuje, męczy się. Taki los kobiety – prowadzić dom i wychowywać dziecko – mówiła mama. – Możesz się przespać w dzień z Basią. A jeśli on się nie wyśpi, co to za pracownik?

Halina przywykła do drzemek, nawet do przysypiania na ławce podczas spacerów z wózkiem. Gdy Basia skończyła dwa lata, Halina oddała ją do żłobca i wróciła do pracy.

– Jak za pięć lat przejdę na emeryturę, weźmiemy Basię do siebie, a ty urodzisz kolejne dziecko – marzyła mama.

Ale wracając do pracy, Halina nie chciała nawet myśleć o drugim dziecku. Marek też nie nalegał. Tak już więcej nie urodziła.

– Dlaczego mężczyźni zdradzają? Bo kochankę widzą zawsze zadbaną i w pełnej gali, a żona pozwala sobie chodzić po domu rozczochrana i w wytartym szlafroku – uczyła mama.

I Halina starała się, by mąż zawsze widział ją wystrojoną i z makijażem. Wczesnym rankiem wstawała, by zdążyć się przygotować przed jego przebudzeniem.

Ale to nie uratowało ich małżeństwa. Córka dorosła, wyprowadziła się, i Halina ze zdumieniem zauważyła, że mąż coraz częściej wybiera dżinsy i bluzy zamiast garnitów. Zaczął biegać rano, choć i tak wyglądał dobrze.

– To teraz modne – mówił. – Trzeba żyć z duchem czasu.

Gdy zobaczyła ślad szminki na jego koszuli, wprost zapytała o kochankę. Zaskoczony Marek wybełkotał coś niewyraźnego, w końcu przyznał się i poprosił Halinę, by go puściła.

– Czy ja cię trzymam? Idź. Tylko wiedz, że nie przyjmę cię z powrotem.

Sama spakowała mu rzeczy, nie uroniła ani jednej łzy. Marek powoli ubierał się w przedpokoju, udając, że szuka czegoś, ale rzucał na nią ukradkowe spojrzenia, czekając, że rzuci mu się na szyję, będzie błagać, by został.

Halina stała w drzwiach, składając ręce na piersi. “Nie doczekasz się” – mówiła jej postawa.

Mąż odszedł, a ona wróciła do pokoju, położyła się na kanapie, wtuliła twarz w twardą poduszkę i zawyła jak zraniona wilczyca. Życie straciło dla niej sens. Płakała całą noc. Nad ranem postanowiła połknąć garść tabletek. Nawet wyciągnęła blister. Ale w ostatniej chwili zadzwoniła do przyjaciółki, by się pożegnać.

Ta wyczuła, że coś jest nie tak, i przyjechała.

– Nawet nie myśl nic sobie zrobić. Wyobrażasz sobie, jaki to będzie dla niego atut, jak umrzesz przez niego? Wszyscy pomyślą, że jest tego wart, że kobiety tracą dla niego rozum. Nie rób mu takiej przysługi.

I Halina nie połknęła tabletek. Powoli zaczęła dochodzić do siebie, uczyć się życia w samotności. Ku jej zaskoczeniu, znalazła w tym nawet plusy. Można długo spać, chodzić po mieszkaniu jak się urodziło, nie malować się w weekendy, nie gotować dużo jedzenia. Mało jadła, schudła, postarzała się. Zaoszczędzone na jedzeniu pieniądze wydawała na nowe ciuchy. Zakupy, jak wiadomo, to najlepsze lekarstwo dla kobiety.

A potem córka urodziła wnuka i podarowała Halinie nowy sens życia. Bardzo spodobała jej się roli babci. Śpiewała wnukowi kołysanki, czytała mu książeczki, lepiła z nim babki w piaskownicy.

Halina bardzo chciała, by Marek przypadkiem ją zobaczył, zrozumiał, co stracił. Próbowała wyobrazić go sobie z młodą żoną. Czy gotuje mu rano owsiankę, czy tylko kanapki? A może on sam przynosi jej kawę do łóżka? I wyobraźnia podawała jej obrazy: mąż w kwiecistym fartuchu przy kuchence, gotujący obiad, idący po pracy do sklepu…

Robiło się jej nie do znHalina westchnęła głęboko, popatrzyła na bawiącego się w piasku wnuka i nagle uśmiechnęła się szeroko – bo zrozumiała, że szczęście było tu cały czas, tylko przez lata szukała go w niewłaściwych miejscach.

Rate article
Fajna Tajna
Chciałam tylko być szczęśliwa