**Wszystko będzie dobrze…**
Samochód pędził przez nocne miasto. W środku jechali mężczyzna i kobieta. Z zewnątrz mogło wyglądać, że małżeństwo spieszy do domu, do pozostawionych tam dzieci.
– Możesz jechać szybciej? – nerwowo poprosiła kobieta.
– Niebezpiecznie się spieszyć. Miasto tylko wydaje się puste. Kiedy w końcu mu powiesz o nas? Ile jeszcze będziemy się spotykać w ukryciu, bać się, że ktoś zobaczy? Dlaczego zwlekasz? Powiedz mu, będzie łatwiej dla wszystkich – powiedział mężczyzna.
– Łatwiej? Dla kogo? Dla mnie i dla ciebie, może, a dla Olenki? Ona kocha ojca. I on ją też. Co się z nią stanie, gdy się dowie? To okrutne – broniła się kobieta.
– A oszukiwać go przez tyle czasu nie jest okrutne? Myślisz, że nie domyśla się niczego? Mnie już to męczy, dzielić cię z nim. Chcesz, żebym sam mu powiedział, po męsku?
– Nie rób tego, proszę. Ja to zrobię. Daj mi czas. – Kobieta złapała dłoń mężczyzny za kierownicą i mocno ścisnęła. – Ja też cię bardzo kocham. Ale nie naganiaj mnie. Obiecuję, że niedługo porozmawiam z mężem.
Mężczyzna odwrócił twarz, złapał spojrzenie ukochanej i pochylił się ku niej.
Zza zakrętu w ich stronę wyjechał czarny SUV, niosąc nieuniknioną śmierć. Krzyk kobiety utonął w huku i zgrzycie roztrzaskanego metalu…
***
Dźwięk telefonu przebił się przez sen. Przez chwilę Mateusz balansował między jawą a rzeczywistością, ale w końcu otworzył oczy.
Ola zadzwoniła wieczorem i powiedziała, że się spóźni. Koleżanka ma problemy, nie może jej zostawić samej w takim stanie. Obiecała, że później wszystko wyjaśni. Nie zdążył zapytać, jaka koleżanka, w jakim stanie? Mógłby zadzwonić do znajomych żony, których numery miał w telefonie, ale uznał to za poniżające – dla siebie i dla niej.
Podejrzenia zaczęły się pojawiać dwa miesiące temu. Zbyt często Ola wracała późno, nawet w weekendy znikała gdzieś na dłużej. Nagle miała mnóstwo koleżanek, które „potrzebowały pomocy”.
Sięgnął po telefon na nocnej szafce. Nieznany numer. Serce ścisnęło się złym przeczuciem.
– Słucham? – odpowiedział ochrypłym od snu głosem.
– Kapitan Nowak. Czy to pan, mąż Aleksandry Nowickiej?
– Tak.
– Pana żona miała wypadek… Jest w ciężkim stanie, przyjęta do szpitala na ulicy Szpitalnej…
– Żyje? – głos mu zadrżał.
– Tak, ale…
– Tato, to mama? – W drzwiach stała dziesięcioletnia Ola, patrząc na ojca szeroko otworW szpitalnym korytarzu Mateusz poczuł, jak Ola zaciska mu dłoń, a wtedy zrozumiał, że nie ważne, co było wcześniej – teraz najważniejsze jest to, by trzymać się razem i iść naprzód.



