Zjazd Przyjaciół

**Zapiski z wyjazdu**

Silnik samochodu warkotał monotonnie, a w środku unosił się zapach skóry i odświeżacza powietrza. Szara, równa asfaltowa droga znikała pod kołami, a słońce dopiero wstawało, zapowiadając ciepły letni dzień. Kinga odchyliła głowę na zagłówek i przymknęła oczy.

– Prześpij się. Dojazd jeszcze z dwadzieścia minut – powiedział Marek, jej mąż.

– Wolałabym spać w domu, w ciepłym łóżku. Przecież to weekend. Mógłbyś jechać sam. W końcu to twoi znajomi – odparła Kinga, nie otwierając oczu.

– A co ja tam robiłbym bez ciebie? Wszyscy będą z żonami. Myślałem, że ty i Ewa też się lubicie. Poza tym, najlepszy wypoczynek to na łonie natury, nie w łóżku. – Marek zamilkł na chwilę. – Dawno się nie widzieliśmy. Pamiętasz, jak kiedyś?.. Aha, będzie też Wojtek z nową żoną. Mówiłem ci? Nie? Wyobrażasz sobie, ożenił się. Ciekawe, kto tak bardzo podbił jego serce, że porzucił wolność.

Kinga oceniła nowinę, usiadła prosto i otworzyła oczy.

– Przecież już go widziałeś?

– Jasne, ale tylko na chwilę, bez szczegółów. A tak chce się pogadać jak dawniej, posiedzieć przy ognisku z gitarą. Ech, były czasy – westchnął Marek.

– I teraz co weekend będziecie się tak zbierać – burknęła Kinga.

– No weź. Co w tym złego? Znamy się od studiów. Tysiąc lat razem. Jak twojej mamie było źle, Wojtek bez słowa dał pieniądze na operację.

Kinga znów opadła na siedzenie.

– To prawda. Wojtek to porządny facet. Ale Krzysiek z Ewą…

– Co jest z nimi nie tak? – zdziwił się Marek.

– Jakby nie byli rodziną, tylko udawali. Jacyś obcy, nie swoi. Nie wiem, jak to ująć.

– Nie zauważyłem. Według mnie normalni ludzie. Wiesz, Ewa i Wojtek kiedyś byli parą. Tak się kochali, że wszyscy myśleli, że zaraz po studiach się pobiorą. A potem coś się rozpadło. Ewa wyszła za Krzyśka.

– Nie mówiłeś. – Kinga zwróciła się ku mężowi.

– To było dawno. Wiele wody upłynęło – zamilkł Marek.

Samochód mijał kolejne kilometry, a Kinga znów przymknęła oczy. Ocknęła się, gdy auto zjechało z asfaltu na polną drogę. Wzdłuż niej stały gęsto sosny, nie przepuszczając promieni słońca.

– Zapomniałam, jak tu pięknie – zachwyciła się Kinga.

– No właśnie – w głosie Marka brzmiała duma, jakby miał w tym swój udział.

Brama na działkę była otwarta – czekali na nich. Marek zaparkował obok dwóch innych samochodów. Więc wszyscy już są. Z domu wybiegł Wojtek, szeroko rozkładając ręce, jakby chciał objąć ich razem z autem.

– Nareszcie! Już myśleliśmy, że bez was idziemy na ryby! – Wojtek ścisnął Marka i klepnął go po plecach. – A ty się jeszcze poprawiasz. Jak ty to robisz? – zwrócił się z komplementem do Kingi. – Po co tyle jedzenia? Mamy pełno, tygodnia by nie zjedli. No dobra, dajcie te torby, zawsze się przydadzą.

Razem zanieśli zakupy do domu. Przed domem stał już grill, obok leżał worek z węglem, a w cieniu jabłoni – drewniany stół z wiklinowymi krzesłami.

W drzwiach pojawiły się Ewa z młodziutką dziewczyną, niosąc poduszki i koce.

– O, Marek, Kinga, cześć! – krzyknęła Ewa.

Zrobiło się gwarnie i wesoło. Wszyscy mówili naraz, śmiali się.

– No to, dziewczyny, wy tu gospodarujcie, a my na ryby! – oznajmił Wojtek.

– No proszę… – przeciągnęła niezadowolona Ewa.

– Będziemy niedługo. Taka męska pogawędka. Wy też się nie nudźcie. My swoją robotę zrobiliśmy: mięso zamarynowane, grill gotowy, zakupy dostarczone – teraz wasza kolej.

– No to, dziewczyny, wypijemy za znajomość? – Ewa postawiła na stół butelkę czerwonego wina, gdy mężczyźni odeszli.

– O, ja bym wolała białe. Od czerwonego boli mnie głowa – powiedziała najmłodsza i nowa w ich gronie Ola.

– Specjalnie dla ciebie przyniosłam. Zaraz podam – odparła Ewa.

– Znasz ją? – Kinga wskazała głową dom, gdzie poszła Ewa, zwracając się do Oli.

– Tak. Była u nas parę razy.

– Naprawdę? – zdziwiła się Kinga. – A dawno wróciliście do miasta?

Z rozmowy w samochodzie zrozumiała, że dopiero co wrócili z podróży poślubnej.

– Dwa tygodnie temu – zdążyła odpowiedzieć Ola, zanim Ewa wróciła z butelką białego wina.

Wypiły po kieliszku i zaczęły planować, co przygotować. Ewa przejęła prowadzenie. Kinga miała wrażenie, że robi to specjalnie, by pokazać Oli, kto tu rządzi. „Jestem tu gospodynią, zanim ty się pojawiłaś”.

Kingę to irytowało. Ewa zachowywała się z wyższością, ale nie interweniowała – łatwiej było wybadać, co to za jedna, ta Ola.

Gdy stół był już nakryty, a sałatki przygotowane, kobiety odpoczywały, czekając na mężczyzn. A o czym mogą rozmawiać trzy kobiety? Oczywiście, o mężczyznach.

– Ola, uważaj. Twój mąż to znany uwodziciel. Wiesz, ile kobiet przyprowadzał do naszej paczki? Nie zliczysz. Wszyscy faceci zdradzają – westchnęła Ewa.

– Dlaczego ją straszysz? – stanęła w obronie Oli Kinga.

– Twój mąż cię zdradza? – spytała wprost Ola.

– Oj, jaka odważna. Poczekaj, sama się przekonasz – odcięła się Ewa, rzucając spojrzenie na Kingę.

Ola spojrzała na nią dziwnie, ale nic nie odpowiedziała.

– Gdybym dowiedziała się, że Marek mnie zdradza, pewnie bym wybaczyła. Nie wiem – Kinga zmieniła temat, by odwrócić uwagę od niebezpiecznej rozmowy.

– Marek nigdzie od ciebie nie ucieknie. Od takich się nie odchodzi – życzliwie zauważyła Ewa.

– Skoro wszyscy zdradzają, po co się rozwodzić? Byłoby mi jeszcze gorzej, musiałabym szukać kogoś nowego. A nowy, według twojej teorii, też by zdradzał. Po co zmieniać przysłowiowe „kopać starego”? Znam Marka od lat, ułożyliśmy sobie życie. Nigdy nieI minęły lata, dzieci wyrosły, a przyjaźń przetrwała, choć już nikt nie pamiętał tamtego letniego dnia pełnego tajemnic i niepokoju.

Rate article
Fajna Tajna
Zjazd Przyjaciół