*Telefon nagle zadzwonił. Tamara siedziała przy kuchennym stole, wpatrzona w ścianę. „Nie mogę mu wybaczyć. Zdrady się nie wybacza. Ale z drugiej strony… Żyło nam się dobrze. Mieszkanie w centrum Warszawy, dostatnie życie. Nie miałam na co narzekać. A jednak…”*
***
W szkole Tamara była prymuską. Rodzice wychowali ją w przekonaniu, że wszystko trzeba robić najlepiej.
Marek ledwo zdawał z klasy do klasy, ale matematyka była jego pasją. Wygrał niejedną olimpiadę. Zawsze chodził rozczochrany, miał nawyk wiercenia palcami we włosach, gdy coś mu nie wychodziło. Trochę się garbił, a grube oprawki okularów nadawały mu wygląd typowego kujona. Dziewczyny go nie interesowały – myślał tylko o wzorach i dowodach.
Pewnego dnia na przerwie ktoś go niechcący popchnął. Okulary spadły i rozbiły się. Na lekcji mrużył oczy, próbując odczytać zapis na tablicy. Tamara nagle zauważyła jego profil – przypominał greckiego stratega, o wyraźnej linii szczęki, prostym nosie i pełnych ustach.
– Bez okularów całkiem przystojny, co? – szepnęła jej do ucha koleżanka Kinga.
Tamara szybko odwróciła wzrok, ale po chwili znowu patrzyła na Marka. Po lekcjach podeszła do niego.
– Bez okularów wyglądasz lepiej. Może spróbujesz soczewek?
Następnego dnia przyszedł do szkoły już bez okularów i bez mrużenia oczu. Tamara domyśliła się, że rodzice kupili mu soczewki.
– Tak lepiej? – spytał na przerwie.
– Dużo – odpowiedziała z uśmiechem.
Od tego dnia byli razem. On opowiadał z pasją o twierdzeniach, a ona słuchała, patrząc na niego z uwielbieniem. Pomagała mu z polskim i historią.
Jako laureat olimpiad miał otwarte drzwi na najlepsze uczelnie. Dla niego Tamara porzuciła plany studiowania filologii w rodzinnym mieście i wyjechała do Warszawy, żeby być blisko niego.
Gdy zbliżał się koniec studiów, rodzice Tamary naciskali, żeby wróciła. Straciła już nadzieję, że zostanie z Markiem, ale w ostatniej chwili on jednak upadł na kolano i niezgrabnie wyciągnął pierścionek, jak w starym romantycznym filmie.
Marek dostał się na doktorat, zaczął wykładać na uczelni. Dostali pokój w akademiku dla młodych wykładowców – ciasny, z maleńką kuchnią i łazienką.
Tamara była przeciętną studentką, więc praca w szkole wydawała się jedyną opcją. Po półtora roku urodziła córkę i nie wróciła już do nauczania. Marek obronił doktorat, dostał prestiżową nagrodę za udowodnienie jakiegoś skomplikowanego twierdzenia. Tamara zajmowała się domem i córką.
Jego artykuły ukazywały się w międzynarodowych pismach. Zapraszano go nawet z wykładami na Oxford. Habilitacja otworzyła nowy etap w jego karierze. Tamara cieszyła się z jego sukcesów – przecież też miała w nich swój udział. W końcu wyprowadzili się z akademika do mieszkania w śródmieściu.
Znajomi uważali ich małżeństwo za idealne, stawiali za wzór. Całe życie Tamary kręciło się wokół Marka i córki Zosi, która wyrosła na piękną dziewczynę i wcześnie wyszła za mąż za obiecującego malarza.
Ale pewnego dnia wszystko runęło. Tamara miała zacząć gotować obiad, gdy zadzwonił telefon.
– Czy to żona Marka Kowalskiego? Dzwonię, żeby pana ostrzec. Pański mąż pana zdradza. Niech pan nie odkłada słuchawki – powiedziała kobieta, chociaż Tamara nie miała takiego zamiaru. – Miał romans z moją córką. Ledwo wydobrzała po depresji, gdy ją porzucił. Teraz spotyka się z młodą wykładowczynią. Razem jeżdżą na konferencje… Halo, słyszy mnie pani? Chcę tylko, żeby pani wiedziała…
W słuchawce od dawna rozlegały się sygnały, ale Tamara wciąż trzymała ją w dłoni. Nie należała do ludzi, którzy wierzą plotkom, więc postanowiła sprawdzić sama. Poszła na uczelnię, odnalazła salę, w której Marek miał wykład, i czekała.
Gdy drzwi się otworzyły, na korytarz wylał się tłum studentów. Marek przeszedł obok niej, nie zauważając. Nigdy nie patrzył na boki. Gdy wszedł do gabinetu, Tamara odczekała chwilę i otworzyła drzwi. Marek całował się z młodą, atrakcyjną kobietą…
***
„Co mam teraz zrobić?” – myślała, siedząc w kuchni i wpatrując się w obicie w drobne kwiatki.
Drgnęła, gdy usłyszała, jak w zamku przekręca się klucz.
„Nie zdążyłam przygotować obiadu” – przemknęło jej przez głowę, ale zaraz się uspokoiła. – Po co? Niech teraz gotuje ta druga.
Wzięła z szafy walizkę i zaczęła pakować rzeczy.
– Wszystkie sukienki nios– Chyba jednak nie poznałam cię tak dobrze, jak myślałam – powiedziała Tamara, zamykając walizkę i patrząc Markowi prosto w oczy.



