Dzisiejszy dzień był jak każdy inny. Piotr wracał z pracy z fabryki maszyn budowlanych w Katowicach. Słońce zachodziło nad Wrocławiem, rzucając ciepłe, pomarańczowe blaski na ulice. W głowie miał tylko myśl o domowym obiedzie i wieczorze przed telewizorem.
W mieszkaniu panowała dziwna cisza. Zazwyczaj Zosia wychodziła z kuchni na jego powitanie, oznajmiając, że kolacja prawie gotowa. Tym razem – nic. Serce Piotra zabiło szybciej. Wszedł do pokoju i zobaczył żonę, która właśnie pakowała sukienki do walizki.
– Dokąd się wybierasz? – zapytał, czując, jak niepokój ściska mu gardło.
– Wynoszę się. Mam dosyć. – Zosia nawet nie podniosła wzroku.
– Dosyć czego? – Piotr z trudem powstrzymywał narastającą złość.
– Ciebie. Tych samych wieczorów. Telewizora. Życia, które mija, a ja nawet nie wiem, kiedy. – W jej głosie słychać było gorycz.
– Mogliśmy iść do teatru… – rzucił bez przekonania.
Zosia roześmiała się krótko. – Żebym się wstydziła, gdybyś tam chrapał? Nie, Piotrze. Znalazłam kogoś, kto widzi we mnie kobietę, nie tylko kucharkę. – Zamknęła walizkę z głuchym stuknięciem.
Gdy drzwi zatrzasnęły się za nią, Piotr stał jak sparaliżowany. Pustka w domu była nie do zniesienia. Wyszedł na ulicę, nie wiedząc dokąd idzie.
Minął kawiarnię, w której ludzie śmiali się przy stolikach. Wszedł do środka, zamówił koniak. Po kilku drinkach ból stał się mniej dotkliwy.
Następnego dnia obudził się z bólem głowy. Wyszedł na spacer, próbując odgonić przygnębienie. Nagle pewna kobieta – szczupła, z łagodnym uśmiechem – skinęła mu głową.
– Piękny dzień, prawda? – powiedziała, zatrzymując się obok.
– Tak… – Piotr był zdezorientowany.
– Coś się stało? – spytała z troską.
– Żona zostawiła mnie… dla poety. – Wypowiedział to głośno po raz pierwszy i nagle poczuł ulgę.
Kobieta – Anna – wysłuchała go. Zaprosiła na herbatę. Rozmawiali godzinami. Piotr czuł, jak życie powoli znów nabiera kolorów.
Minęły tygodnie. Anna gotowała u niego obiady, śmiali się przy wspólnych kolacjach. Pewnego wieczoru Piotr wziął jej dłoń.
– Zostań ze mną na zawsze.
Wtedy drzwi otworzyły się gwałtownie.
– Myślałam, że umrzesz z samotności – warknęła Zosia, rzucając wzrokiem na Annę. – Widzę, że szybko znalazłeś zastępstwo.
Piotr wstał. – Ty odeszłaś pierwsza. – Spojrzał na Annę, potem na Zosię. – Z nią jestem szczęśliwy.
Zosia zawahała się, po czym odwróciła się na pięcie i wyszła.
– Jesteś pewien? – spytała Anna cicho.
Piotr uścisnął jej dłonie. – Ona to przeszłość. Ty – moja przyszłość.



