„Chcesz, weź dziecko, nie żałuję. Nie mogę go znieść. Ale daj mi w zamian pieniądze” – powiedziała.

“Na, możesz go sobie zabrać, nie żal mi. Nie mogę na niego patrzeć. Tylko daj mi w zamian pieniądze,” powiedziała Weronika.

Katarzyna miała pociągłą twarz z brązowymi, lekko wyłupiastymi oczami, duże zęby i masywną szczękę. Ale włosy… Te były gęste, ciemne, falujące dużymi lokami. Jeśli spięła je z tyłu głowy, tworzyły bujną fryzurę, ale wtedy niedoskonałości jej twarzy stawały się jeszcze wyraźniejsze. Dlatego Katarzyna zawsze chodziła z rozpuszczonymi włosami.

Jej figura też nie była idealna, jakby ulepiona przez niezdarnego rzeźbiarza. Ale figurę można ukryć pod ubraniem, twarzy – już nie.

Czasem na ulicy jakiś chłopak wołał za nią:
“Hej, dziewczyno, możemy się poznać?”
Lecz gdy się odwracała, bełkotał wymijające przeprosiny i uciekał.

“Po co takiej brzyduli takie włosy?” wzdychały zazdrosne koleżanki z klasy.
Katarzyna z chęcią zamieniłaby je na najcieńsze i najbledsze, byleby tylko jej twarz stała się choć trochę ładniejsza.

Przyjaciółek nie miała. Ale podobał jej się jeden chłopak. Siedział w ławce obok i czasem prosił o odpisywanie zadań domowych lub podpowiedzi na sprawdzianie. Uczyła się świetnie.

Pewnego dnia ten sam chłopak zaprosił ją do kina. Katarzyna była w siódmym niebie. Po seansie wracali razem do domu, rozmawiając. Chłopak co chwilę oglądał się za siebie.

“Kogo wypatrujesz? Boisz się, że ktoś zobaczy cię ze mną?” zapytała wprost Katarzyna.
Chłopak zaczerwienił się i zmieszał.

Pod jej domem niezdarnie ją pocałował. W tej samej chwili zza rogu dobiegł chichot jego kolegów. Katarzyna wszystko zrozumiała. Założyli się, czy ich koleś odważy się pocałować brzydulę.

“Co ci obiecali w zamian?” krzyknęła Katarzyna prosto w twarz chłopakowi i uciekła do domu.
Od tamtej pory nie patrzyła w jego stronę, nie dawała też odpisywać.

“Nie martw się, jeszcze niejednego spotkasz. Ja wyszłam za mąż, ty też wyjdziesz,” pocieszała ją równie mało urodziwa matka.

Katarzyna skończyła szkołę ze złotym medalem i dostała się na ekonomię. Studiowała łatwo, kończąc z wyróżnieniem. Ale zazdrościła innym, ładniejszym koleżankom, które imprezowały, wychodziły za mąż, a nawet rodziły dzieci w trakcie studiów.

Po studiach ojciec, znany adwokat z dużymi znajomościami, załatwił jej pracę w poważnej firmie.

Koledzy z pracy spieszyli po godzinach do domów, do mężów i wiecznie zakatarzonych dzieci, a Katarzyna zostawała, kończąc za nich zadania. Nie miała dokąd się śpieszyć. Pracownicy cenili ją za to, szefostwo doceniało. Na Katarzynę zawsze można było liczyć – zrobiła wszystko dokładnie i na czas.

Wdzięczni koledzy próbowali ją swatać z przyjaciółmi swoich mężów. Przeważnie byli to rozwodnicy, którzy zostawili mieszkania żonom i dzieciom. Zmęczeni wynajmowaniem pokoi i przypadkowymi związkami, chętnie przycupnęliby przy stabilnym brzegu. I Katarzyna by się nadała. Ale ona nie chciała tak. Jak każda młoda dziewczyna, marzyła o miłości. Płakała w nocy i przeklinała los, że uczynił ją tak brzydką.

Potem zmarł ojciec, dwa lata później – matka. Oboje byli w podeszłym wieku – późne małżeństwo, jedyne późne dziecko. Katarzyna została sama na całym świecie. Czas płynął, wiek nieubłaganie zbliżał się do granicy, po której szanse na zdrowe dziecko drastycznie malały.

Jedna z koleżanek zasugerowała Katarzynie wyjazd na urlop na południe.

“Nasz prezes miał z tym problemy,” szepnęła. “Mimo że facet zdrowy i przystojny, mało płodny. Żona marzyła o dziecku, ale nie chciała rozwodu. Dom, dwa drogie auta, status… Lekarze delikatnie zasugerowali wyjazd nad morze i dobry odpoczynek.”

Pojechali do Turcji. Tam żona zgrzeszyła z przystojnym kelnerem, uprzednio pytając go o grupę krwi – na wszelki wypadek, gdyby mąż coś podejrzewał. Rozumiesz, do czego zmierzam?

“A skąd to wiesz? O prezesie?” również szeptem spytała Katarzyna.

“Nieważne. Ważne, że wszyscy szczęśliwi. Prezes ma dziedzica. Na wakacjach każdy mężczyzna jest samotny, niezależnie od stanu cywilnego. Opalisz się, odpoczniesz, a może i znajdziesz kogoś. Tylko wybierz ładnego, żeby poprawić geny.”

“Jak psa z rodowodem albo konia na aukcji?” oburzyła się Katarzyna.

“Właśnie tak. A jak myślałaś? Można próbować i tutaj, ale po co problemy z jego żoną? Tam wszyscy są przyjezdni, samotni.”

Nie wierząc w sukcept przedsięwzięcia, Katarzyna wzięła urlop i pojechała. Pewnego wieczoru, spacerując po deptaku, poznała sympatycznego mężczyznę. Pasował idealnie – wysoki, barczysty, przystojny. Udawała, że skręciła kostkę. Jak prawdziwy dżentelmen, podtrzymał ją, zaprowadził do kawiarni, gdzie zjedli kolację.

Katarzyna nie owijała w bawełnę – powiedziała mu wprost, czego oczekuje. Mężczyzna nie uciekł, nie wyśmiał jej. Tylko spojrzał uważnie i zrozumiał.

Wróciła opalona, wypoczęta i szczęśliwa, nie wiedząc jeszcze, że jest w ciąży. Dwie tygodnie później wszystko stało się jasne. Dziewięć miesięcy potem urodziła śliczną dziewczynkę.

Przy porodzie asystowała położna, która dobrze rozumiała takie jak Katarzyna i nie oceniała. Do brzydkiej kobiety nikt nie przychodził z kwiatami, nie pisał czułych liścików, nie dziękował pod oknem.

Na wyjście ze szpitala lekarz podarowała Katarzynie dwie puszki mleka modyfikowanego, paczkę pieluch i swoją wizytówkę z prywatnym numerem. “Dzwoń, jeśli coś.” Zaprzyjaźniły się. Dziewczynkę nazwała Kingą.

Rozpieszczała ją bezgranicznie, obdarzając całą niewykorzystaną miłością. Kinga rosła na piękną, rozkapryszoną dziewczynę, która nie znała słowa “nie.” Po matce wzięła tylko włosy – resztę odziedziczyła po ojcu.

Oczywiście, chłopcy się za nią uganiali. Uczyła się słabo. PoLata mijały, a Katarzyna, patrząc na dorastającego wnuka, czuła, że choć życie nie było łaskawe, dało jej największy skarb – bezwarunkową miłość. .

Rate article
Fajna Tajna
„Chcesz, weź dziecko, nie żałuję. Nie mogę go znieść. Ale daj mi w zamian pieniądze” – powiedziała.